DOZBROJKA

Kiedy sandacze biorą rzadko, każde spudłowane zacięcie długo boli. Nic więc dziwnego, że szuka się różnych sposobów, by każde branie zaciąć.



obrazek
Na przynętę z główki dżigowej i gumy wykorzystywałem tylko połowę brań, a czasem jeszcze mniej. Imałem się więc różnych dozbrojek, ale bez większego efektu. Na przykład, na rippery dozbrojone podwójną kotwiczką wbijaną w grzbiet albo w brzuch, nie złowiłem dosłownie żadnej ryby, choć sandacze tę przynętę atakowały. Natomiast na kopyto dozbrojone w ogonie niewielką kotwiczką, wyciągałem tylko krótkie sandacze. Znalazłem jednak skuteczną dozbrojkę, a dopomógł przypadek.

Co jakiś czas zdarzały mi się wyjątkowo mocne uderzenia sandaczy. Po tych braniach kij wyginał się w pałąk, ale nawet soczyste zacięcie w tempo nie dawało pożądanego o skutku, czyli zapięcia ryby. Co dziwne, po tych braniach na gumie nie pozostawały ślady po zębach sandaczy. Pomyślałem, że uderzają w przynętę z przodu. Biją w ołowianą główkę, albo wręcz uderzają w plecionkę. Skoro tak, postanowiłem założyć dozbrojkę z przodu.
Zrobiłem w główce brzeszczotem do metalu szczelinę, w nią wcisnąłem podwójny drut,  z którego zrobiłem pętelkę, a na niej zawiesiłem kotwiczkę. Później szczelinę zacisnąłem obcążkami, a końcówki owinąłem dookoła kołnierza na dżigu.


obrazek

Powstał dżig trochę czepliwy, jeżeli się łowi w zaczepach, ale każde branie mam zacięte. Sandacze mają taki charakter, że najczęściej siedzą w zaczepach, a w takich warunkach na sto rzutów mógłbym stracić sto przynęt. Dlatego łowienie zaczynam dżigiem z rozhartowanym haczykiem. Szukam nim ścieżek pomiędzy podwodnymi zaczepami i dopiero kiedy je wymacam, zakładam swoją dozbrojkę.

Ten sposób podejścia do łowiska ma swoje wymierne zalety. Mało kiedy sandacze biją w pierwszych przeciągnięciach przynęty. Więc trochę je pobudzę łowieniem dżigiem z rozhartowanym haczykiem, a później podaję przynętę, jak ją nazywam, konsumpcyjną.

Piotr Mołdoch
Zamość