Zdjęcie znad wody

OPOWIEŚCI ZE SPŁYWU ODRA '2013

Poznałem kawał Polski, zapoznałem wielu interesujących ludzi, nałowiłem się okoni, jak nigdy w życiu, bywały dni, że Odra była „moja”...

W relacji znajdziecie odnośniki do opisywanych miejsc. Są to artykuły, które ukazały się w „Wędkarzu Polskim” w minionych latach. Wystarczy kliknąć w: artykuł 2333 lub www i dowiecie się co kiedyś pisaliśmy o łowiskach lub połączycie się z domenami miejsc które odwiedzałem.

---Spłynąłem od Wrocławia (255 km biegu rzeki) do Widuchowej (704 km) gdzie odbiłem na Odrę Zachodnią po której pływałem i łowiłem ryby przez trzy dni. Później wróciłem do Widuchowej i tam zakończyłem blisko dwumiesięczny spływ, który był kontynuacją przygody rozpoczętej dwa lata wcześniej w Raciborzu. Wtedy chciałem pokonać Odrę od granicy, od miejscowości Chałupki ( artykuł 2601), niestety stan wody był tak niski, że mógłbym tego dokonać jedynie kajakiem i to z dużą ilością przenosek. Na razie więc dla wędkarzy tamtejsza Odra jest nieodkryta, chyba, że znajdzie się Czytelnik, który z nami podzieli się swoją wiedzą. Zapraszam.
Z Raciborza dopłynąłem do Ścinawy Polskiej ( artykuł 943 i artykuł 2333). Relację ze spływu przedstawiłem w siedmiu odcinkach w dziale ODRA. Po ich opublikowaniu spotkałem się z niewybrednymi zarzutami (artykuł 3084) dotyczącymi mojego spojrzenia na przyrodę. Polecam tą lekturę. Pozwoli wam unaocznić podejście niektórych ludzi do środowiska. Jest ono takiej jakby od dwustu lat nic się nie zmieniło. Nadal prostuje się rzeki, obsypuje kamiennymi wałami i tyle różnicy, że prace wykonuje się innymi maszynami. Będę jeszcze o tym pisał i pokazywał przykłady, a teraz powiem, że jeżeli jakaś siła nie zatrzyma tej głupoty, regulowania biegów rzek, szybko wybierajcie się nad Odrę bo to ostatnie chwile by nie połamać sobie nóg na brzegach obsypanych granitowym tłuczniem.
Poznałem kawał Polski, zapoznałem wielu interesujących ludzi, nałowiłem się okoni, jak nigdy w życiu, bywały dni, że Odra była „moja”. Żywego ducha na brzegu i na wodzie. Aż nie do pomyślenia, że może być tak bezludnie w środku Europy, ale po kolei.
---

Zeszłoroczny pomysł z namiotem na łódce okazał się trafny, niecelne okazało się zastosowanie plastikowe plandeki Made in China. Od nowego bowiem przeciekała. Na tegoroczny spływ miałem przygotowany namiot z podgumowanej tkaniny i znacznie większy. Trochę krzywo zszyty, niezabardzo leżał - komediant bo namiot udawał, ale świetnie spełnił zadanie bo do szpanowania nie służył.
Kiedy wypływałem mówili „ugotujesz się pod czarnym” bo w takim właśnie kolorze był namiot. Prawdę mówiąc trochę mnie to martwiło, ale już po spędzeniu pierwszej nocy na wodzie okazało się, że „krakacze” nie mieli racji.
Każdy namiot rozbity na brzegu, nie mówiąc o namiocie na wodzie pokrywa się w nocy wodą. Rano, żeby złożyć taki namiot trzeba trochę zaczekać. Ja nie musiałem długo czekać aż wyschnie. Czarny kolor dobrze ściągał słońce, a w dzień nie miałem żadnego zmartwienia z gotowaniem się bo na czas płynięcia namiot składałem. Tak więc pozorna wada okazała się nieocenioną zaletą.

obrazekNamiot na łódce jest konstrukcją bardzo prostą w wykonaniu, później użytkowaniu. Żeby go zbudować wykorzystałem dwie plastikowe rurki do zimnej wody. Trzymetrowa rurka kosztuje 7 zł. Rurki mocowałem na sześciu sztyftach, dwa na każdą rurkę, przytwierdzonych do burt. Rurki są na tyle mocne i elastyczne, że bez problemu i większego wysiłku dają się założyć na sztyfty. - to było wejście. Na drugi i trzeci, najkrótszy pałąk plandekę tylko zarzucałem i przywiązywałem do dziobowej knagi. Pod własnym ciężarem tkanina trzymała się na pałąkach, a w razie wiatru dopinałem jeden odciąg - z pałąka nad wejściem do rufy łodzi. Postawienie lub złożenie namiotu trwa nie dłużej niż trzy minuty i nie potrzeba do tego żadnej wprawy. Po złożeniu plandeka służyła za przykrycie grodzi dziobowej w której trzymałem niemal cały wyprawowy ekwipunek.

obrazek obrazekW Ścinawie Polskiej, dwa lata temu, zakończyłem spływ z Raciborza.
Ścinawa Polska to wieś, niemalże połączona z Oławą. Jest tam ładna, prywatna, marina w zasadzie pierwsza, z prawdziwego zdarzenia odcinku Odry, który wówczas przepłynąłem.. Teraz miałem zamiar  ponowić spływ od tamtego miejsca, ale, że na wrocławskiej  Odrze trwają prace związane z regulowaniem koryta rzeki spływ zacząłem niemal z centrum Wrocławia od w stanicy harcerskiej ( www.zatoka.zhr.pl). Pierwszą noc spędziłem w Harcerskiej Zatoczce z której miałem widok, w jedną stronę na kominy elektrociepłowni, a w drugą na wrocławski port.
obrazek obrazekTen odcinek Odry należy do jednych z bardziej rybodajnych. Od uniwersytetu po Osobowice (Śluza Różanka) do Śluzy Rędzin łowione są wszystkie gatunki ryb. Jest tutaj wiele odnóg i dwa, o kilkudziesięciohektarowej powierzchni zimowiska barek. Pada wiele rekordowych karpi, łowione są ogromne sumy i wielokilogramowe bolenie. Jest również dużo sandaczy.

obrazekNawet tutaj, w środku miasta, spotkać można całosezonowe stanowiska. Ich właściciele przysposobili je ze wszystkimi wygodami, a są posadowione w takich miejscach, że od ścieżek odgradzają je chaszcze niemal nie do przebycia.
Stanowiska są, zrozumiałe, w miejscach zacienionych, ale teraz. Za dnia, nikt w nich nie urzęduje. W upał woda jest martwa. Zresztą zasadzający się na duże ryby wolą noc. Jednym z powodów są łódki z których łowią na dorożkę. Cały dzień pyrkają, kręcą się by uwolnić przynętę z zaczepu. A od wieczornej szarówki do późnego świtu na wodzie jest spokojnie i o tym, że się jest w mieście przypominają jedynie jego odgłosy.
Nie wiem jak w innych stronach Polski, ale tutaj modne stało się łowienie na dorożkę. Wygoda i lenistwo zapewne u podstaw takiego wędkowania leżą, ale skuteczność, bez wątpienia, również. Dorożkarze łowią dużo dużych ryb, głownie sumów i sandaczy.

obrazek obrazek

Pierwszy most, po wypłynięciu z Harcerskiej Zatoki to Most Milenijny. Gdy zapadnie zmierzch na moście zapalą się niebieskie światła, a pod mostem pojawią się łódki z których, na dorożkę, łowi się sandacze i sumy.
W dali widoczny jest most na obwodnicy Wrocławia. Przęsło mostu stoi na wyspie oddzielającej jaz od Śluzy Rędzin. Nad przęsłem pylon, ponoć jeden z najwyższych w Europie.
Za Rędzinem jest ostatni odcinek spiętrzonej Odry ciągnący się do Wałów Śląskich. Jest bodaj najbardziej oblegany przez wędkarzy, łowiących z brzegu i z łódek. Chociaż do wielu miejsc jest trudny dojazd zadają sobie trud bo ryb jest tam dużo, a rzeka zdziczała. Nie bez znaczenia jest również to, że są miejsca do wodowania łódki. Na prawym brzegu w marinie we wsi Uraz, a na lewym w ogromnym starorzeczu, stale połączonym z głównym nurtem, do którego jest dojazd ze wsi Prężyce.

obrazekZa mocne słońce źle, deszcz jeszcze gorzej... . Pogodę ciężko jest dopasować, ale ta, jaką miałem na początku lipca, długo zapamiętam tak dała mi się we znaki. W południowych godzinach nie można było spływać. Żar był taki, że szukałem kawałka cienia. Wtedy zwróciłem uwagę na coś dotychczas umykającego uwadze. Owszem wcześniej widziałem jakie zniszczenia w nadbrzeżnym drzewostanie czynią bobry, ale nie miałem pojęcia, że skala ogołocenia brzegów z drzew jest tak ogromnym zjawiskiem. Odrą przepłynąłem setki kilometrów i, dosłownie, na palcach ręki mogę policzyć miejsca w których drzewa rosną przy wodzie, na tyle blisko, że na nią rzucają cień.
To jedno z ostatnich miejsc, które takie jest. Znajduje się na odcinku Rędzin – Wały Śląskie.
Ogołocone z drzew brzegi to w dużej mierze działanie bobrów, w jeszcze większej człowieka. Z rzeki zrobiono koryto dla świń, bez obrazy tych zwierząt.

obrazekBarszcz Sosnowskiego ( artykuł 3060) to roślina silnie toksyczna. Kontakt z nią, nie tylko u alergików, wywołuje na skórze objawy silnego poparzenia. Rozniosła się po całej długości Odry.



Na odcinku Rędzin – Wały Śląskie ( artykuł 281 i Niedaleko Wrocławia).
obrazek



















obrazekOstatnie spiętrzenie Odry. Od tego miejsca, na razie, rzeka spokojnie spływa do Bałtyku. Na razie bo trwają prace nad budową nowego spiętrzenia na wysokości Malczyc.
obrazekŚrodek lata. Brak wody. Sztucznie, dla potrzeby żeglugi, utrzymuje się jej wysoki poziom przez Wałami Śląskimi. Przy śluzowaniu mokra ściana komory unaocznia różnice poziomów rzeki przed i za spiętrzeniem - bodaj osiem metrów.
Tutaj spędziłem ostatnią noc. Od jutra, można powiedzieć, w nieznane.
Do zobaczenia w kolejnym odcinku.
Wiesław Dębicki