Zdjęcie znad wody

POD ZNAKIEM MARINY W CIGACICACH

Nowa Sól 429 kilometr,  Cigacice 470 (472 marina), a Krosno Odrzańskie leży na 514 kilometrze  biegu Odry od jej źródeł.

obrazek
Z Nowej Soli do Cigacic około pięćdziesięciu kilometrów. Odcinek rozłożyłem na kilka dni spływu. Nie spieszyło mi się donikąd. Jak upodobałem sobie jakiejś miejsce biwakowałem tam dwa, a nawet trzy dni. Wędkowałem, ale bez rezultatów. Na brzegach było niewielu wędkujących. Wniosek prostu do wysnucia - po prostu nie biorą. Jest pewna prawidłowość, którą obserwuję od kilkudziesięciu lat. Dotyczy ilości wędkarzy nad wodą. Kiedy poczta pantoflowa poniesie, że biorą wtedy, w powszechne dni tygodnia, spotyka się nad brzegami sporo miejscowych wędkarzy. A jak nie biorą, wówczas tylko w dni wolne od pracy brzegi się zaludniają.
Spływałem bardzo wolno, w tempie płynącej rzeki. Tylko dla rozruszania kości wiosłowałem lub wtedy gdy chciałem dopłynąć do ciekawego miejsca. Musiałem w takie miejsce celować ze sporym wyprzedzeniem bo nurt odrzański jest na tyle silny, że o płynięciu na wiosłach, pod prąd, mowy nie ma. Kilka razy tego próbowałem, ale byłem bez szans. Może gdyby łódka była mniej obciążona dałbym radę.
Jak już pisałem mój silnik, pochodzący z początku lat pięćdziesiątych, szwankował, nie chciał wchodzić na obroty, po prostu się dławił po dodaniu gazu więc prawie go nie używałem. Zaczął kaprysić tuż za Wrocławiem. Sądziłem, że go gdzieś po drodze naprawię, ale nie trafiłem na nikogo kto chciałby się podjąć tego zadania.
obrazek
Nowy most na drodze szczecińskiej. Kilkaset metrów przed nim dopływa do Odry Obrzyca.





obrazek
Stary most w Cigaciach. Widok z brzegu od strony mariny.

Dopływałem do Cigacic. Powitał mnie dobrze znany brzeg. Na ujściu Obrzycy wędkowałem już wielokrotnie, a przez mosty na szczecińskiej trasie przejeżdżałem niezliczoną ilość razy. Pierwszy most wysoki, nowoczesny, prowadzi na obwodnicę niedaleko położonego Sulechowa - to tak zwana szczecińska trasa. Drugi most, stary, nitowany, wąski, z wahadłowym ruchem, ale cieszący się u miejscowych kierowców powodzeniem bo przez niego najkrótsza droga do centrum Zielonej Góry. Tuż za tym mostem, na prawym brzegu jest marina towarzystwa wodniackiego. Ładnie posadowiona przy wale oddzielającym od rzeki port Cigacice.  Jednak prawdziwy, wodniacki, rodzynek jest niewidoczny z nurtu. Skryty za wałem wzdłuż którego trzeba spłynąć około kilometra do wejścia do portu.
obrazek
Marina Cigacice posadowiona w głębi portu.

W basenie portowym posadowiona jest marina z pływającymi pomostami na których są węzły z prądem elektrycznym i bieżącą wodą zdatną do picia. Na brzegu toalety, prysznic, oczywiście są również kontenery w których można pozbyć się odpadów. Nie tylko sam teren mariny jest czysty i zadbany. Trzyosobowa załoga, w tym bosman, dba również o najbliższe otoczenie. Aż w oczy kole, czystość i porządek. Jak to się mówi w każdym calu widać gospodarza.
obrazek
Latorośl na wale poza obrębem mariny. Doglądana przez pracownicę mariny, za darmo, żeby było ładnie.

Nabrzeża są zastawione łódkami, w marinie wodniacki ruch, ale panuje kameralna atmosfera, którą tworzy p. Roman Wołoch, bosman. Niemal każdego dnia, a na pewno w każde popołudnie, spotykają się wodniacy by poprawić coś w swoich łódkach, zaplanować kolejne wyprawy, dzielić się zdobytym doświadczeniem.
Bosman przystani: Roman Włoch tel. 508 030 003
Zarządcą obiektu jest: Ośrodek Sportu i Rekreacji w Sulechowie www.osirsulechow.pl
e-mail: osir.sulechow@interia.pl
Z pełną odpowiedzialnością za napisane słowa polecam to miejsce każdemu kto chciałby zaczynać przygodę z wodniactwem, również tym, którzy mają doświadczenie z wodą,
a potrzebują kontaktów z dobrym  towarzystwem.

obrazekTutaj można zrobić kurs motoro-wodny i zdobyć patent sternika, także naprawić silnik z czego skorzystałem.
Poznałem p. Krzysztofa Mackiewicza. Znajomi mówią do niego Skuter. On właśnie naprawił mi silnik, a podczas trzydniowego pobytu w marinie miałem okazję poznać również innych ciekawych obrazekludzi i usłyszeć opinię o Skuterze. Teraz z całą odpowiedzialnością polecam go każdemu kto ma problem z silnikami do łodzi lub skuterów wodnych. U niego też, również u bosmana, dowiecie się o prowadzonych tutaj kursach motorowodnych na Patent Sternika.
Locja...
P. Sławek Pietrusiewicz ze swoim dziełem.
Jednostka p. Sławka Pietrusiewicza.

Poznałem też p. Sławomira Pietrusiewcza. To były zawodowy żołnierz, który teraz realizuje pasję swojego życia - wodniactwo. Skupił wokoło siebie grupę podobnych pasjonatów z którymi wyprawia się na dalekie, śródlądowe wody. Opowiadał mi o jednej z takich wypraw po niemieckich wodach. Opowieść sama w sobie zajmująca, ale mnie najbardziej zafascynował sposób     w jaki się do wyprawy przygotował. Taką robotę może wykonać jedynie zawodowy żołnierz.
obrazekP. Sławek logistyce wyprawy poświęcił wiele czasu, szczególnie locji. Mapy, internet, także informacje od prywatnych osób, z nich stworzył locję w której zaplanowana trasa była tak dokładnie opisana, że, jak to się mówi, ślepy nie miałby kłopotu z poruszaniem się.
Na podręcznik wyprawy złożyły się takie informacje jak godziny śluzowania, informacje o samych śluzach i zdjęcia śluz, ewentualne miejsca na noclegi i najbliższe miejsca zaopatrzenia w żywność i paliwo. Oczywiście w locji był kilometraż wyprawy, a nawet najbliższe praktyki lekarskie i godziny ich otwarcia.
P. Sławek Pietrusiewicz, jak mi powiedział, pomoże innym wodniakom, którzy chcieliby pokonać tą samą trasę i udostępni im ową locję.
Kontakt: 505 141 976
e-mail: logosław@o2.pl


Kolejny odcinek spływu do Krosna Odrzańskiego  na 514 kilometr biegu Odry.
Po drodze piękne łowiska, ale ryby drapieżne nadal nie biorą. Nawet żerujących boleni nie widać, których na tym odcinku Odry jest bardzo dużo.
obrazekPo drodze mam arcyciekawe zdarzenie. Jak już wspominałem dostałem w prezencie od przewoźnika w Bytomiu Odrzańskim mapę Odry. Prezent wspaniały. Mapa jest bowiem dokładna, a ciekawe i charakterystyczne miejsca są udokumentowane zdjęciami. Na jednym, bardzo charakterystyczne miejscu, widać na czubku wyschniętego drzewa orła bielika. To blisko wsi Gostchorze, nazywanym przez miejscowych Kozią Górą.
Kiedy tam dopływam zobaczyłem owe drzewo i bielika, jak na zdjęciu zamieszczonym na mapie. Pierwsza myśl, że ów bielik to atrapa, zrobiona przez miejscowych, by ładnej okolicy dodać jeszcze większego kolorytu.
Matka natura wyprowadziła mnie jednak z błędu. Bielik rozpostarł skrzydła, poszybował nad rzekę i uderzył w wodę za jedną z główek. Chwilkę posiedział w wodzie, jak kaczka, po czym zerwał się z rybą w szponach. W powietrzu otrzepał się z wody podobnie jak robi to pies i poszybował na północ za horyzont, a ja na zachodnim horyzoncie zobaczyłem pierwsze zabudowania Krosna Odrzańskiego ( art. "OKOLICE KROSNA ODRZAŃSKIEGO").
obrazek












obrazek
Krosno widziane ze wschodu (górne zdjęcie) i od strony zachodniej.

Na lewym brzegu, przed mostem, ni to port ni marina. Przy niskiej wodzie, żeby wejść na pomost potrzebna byłaby drabina. Pierwsze wrażenie takie, że projektant był budowniczym skoczni narciarskich. Na tablicy informacyjnej napisano że to marina, ale kubła na odpadki nigdzie nie widać, nie ma bieżącej wody, toalet również nie ma. obrazek

Coś na kształt mariny w Krośnie Odrzańskim.

Sklepy spożywcze są blisko więc o zaopatrzenie łatwo, ale nie mogłem wyjść z podziwu dla włodarzy miasta, którzy chyba nie mają zielonego pojęcia o tym, że żyją w turystycznym rejonie. Nigdzie nie można wymienić ani naładować gazem małej butli turystycznej (sic!).
Bez żalu odpływam z Krosna Odrzańskiego tym bardziej, że mam przed sobą piękny odcinek Odry do połączenia z Nysą Łużycką.