JESZCZE KILKA SŁÓW O MOICH ODRZAŃSKICH RYBACH

Chociaż tytuł brzmi dumnie nie mam zamiaru przypisywania sobie nienależnej wiedzy. Napiszę o tym co widziałem i o czym usłyszałem podczas spływu. Zacznę od niegdysiejszych ryb.


obrazek
obrazek Odra pod kładką.
Kładka i fragment Odry vis, a vis ZOO.


---We Wrocławiu, w miejscu w którym obecnie jest kładka przez Odrę, vis, a vis ZOO, w latach pięćdziesiątych kursował przewoźnik. Był autochtonem. Zapewne również ryby zatrzymały go w powojennym Wrocławiu, i jak silne musiało w nim być wędkowanie skoro pozwoliło pokonać strach przed Sowietami. Mam prawo tak sądzić chociaż wtedy, jako miglanc, nie ważyłbym się na zapytanie, bo ilekroć trafiałem w te okolice, zawsze widziałem go na łódce z wędką w ręce. Łódka miała  8 metrów, jednocylindrowy silnik na ropę i ławki wzdłuż obu burt. Za tymi ławkami przewoźnik trzymał bambusówki, jednoczęściowe wędziska długie niemal jak sama łódka. Tak długich kijów już nigdy więcej nie widziałem, a w ów czas o takich nawet marzyć nie śmiałem. Dlatego najbardziej interesowałem się zawartością dziobowej bakisty – schowka na ryby. Zawsze widziałem w niej ryby: ogromne leszcze i piękne sandacze. Odra to rzeka dwóch ryb – mówił, przewoźnik, ale trzeba nauczyć się łowić – dodawał.
Rzeczywiście te ryby mają doskonałe warunki do rozrodu. Odra bowiem od Koźla do Wrocławia to nie rzeka tylko paciorkowo ułożone zbiorniki zaporowe. Co kilkanaście kilometrów śluza i jaz, rozlewiska, ciągłe zmiany poziomu wody, a zatem brak typowej dla rzek roślinności wodnej. Które inne drapieżniki mogą w takich warunkach  spokojnie odbywać tarło, jak właśnie sandacze. Kiedyś było w Odrze dużo szczupaków. Teraz, jeżeli rzeki się nie dorybia, są ich szczątkowe ilości, ale o tym dlaczego tak jest, przy innej okazji.
Na spiętrzonych odcinkach rzeki dominowały leszcze i sandacze, ale były również sumy. Także poniżej ostatniego spiętrzenia, za Wrocławiem. Tam rzeka płynęła swobodnie i żwawiej, a w zależności od spadków terenu i podłoża przeplatały się odcinki barzanowe z sumowymi.
---
Wiele lat później poznałem rybaka z wileńszczyzny, który przed Sowietami uciekła nad Odrę. Do pięćdziesiątych lat pracował w Spółdzielni Rybackiej odławiającej Odrę. Młodszym kolegom przypomnę, że większość rzek była poddana tzw. gospodarce rybackiej. Wody były czyste, ryby trafiały do przemysłowego przerobu, później na nasze stoły. Dopiero po kongresie, na którym powołano do życia PZW, większość rzek trafiła pod jurysdykcję naszej organizacji, ale praktyk rybackich nie zaprzestano. Był to wymóg ustawowy obowiązującym zresztą do dzisiaj. Z Odry, w rejonie Dolnego Śląska, przestano odławiać ryby do celów konsumpcyjnych już na początku lat 50., po wielkim zatruciu rzeki dokonanym przez zakłady chemiczne Rokita usadowione na prawym brzegu w Brzegu Dolnym.
O tamtym wydarzeniu tak opowiadał rybak z wileńszczyzny: jak przyszło pierwsze zatrucie bo później było jeszcze kilka, mieszkałem wtedy w Głogowie.  Łowiliśmy codziennie i wydawało mi się, że znam rzekę i wiem jakie w niej ryby pływają. Jednak te,  które zobaczyłem po zatruciu, na powierzchni, wprawiły mnie w osłupienie. Nie sądziłem, że w rzece może być tyle ryb i takich dużych. Pakowaliśmy zdechłe ryby  na wozy Wywożono ryby do bakutili. Później, kiedy nie nadążano z ich przeróbką ryby zakopywaliśmy  by jakaś zaraza z zgnilizny się nie zrobiła. Do dziś mam przed oczyma sumy, które wciągałem na wóz drabiniasty (wóz konny do przewożenia snopków zboża – przy. red.). Bardzo wiele z nich było tak długich jak paka wozu.
Nie wiem dokładnie jaką długość ma szczeblowa burta w wozie drabiniastym, ale na pewno ponad trzy metry. Rzecz niemal nieprawdopodobna by w Odrze takie sumy pływały. A jednak....
---
W ubiegłym roku poznałem wędkarza, który miał na kiju suma podobnej wielkości (proszę zwrócić uwagę, że zdarzenie miało miejsce ponad sześćdziesiąt la po opisywanym zatruciu). Doholował go do łódki i przestraszył się. „ Mam łódkę niewiele dłuższą niż trzy metry. Sum był prawie taki sam długi. Kiedy dał się podprowadzić do łódki był już na tyle zmęczony, że w ogóle nie reagował na mój dotyk. Uwolniłem mu z pyska wobler. Odpłynął. Było to na środku Odry i nie wyobrażam sobie jakbym mógł wciągać suma do łódki, albo ciągnąć go do brzegu przez silne prądy”.
Zdarzenie to miało miejsce niemal w centrum Wrocławia na odcinku licznie odwiedzanym przez wędkarzy na łódkach i łowiących z brzegu.
obrazek
Widok na Gmach Uniwersytetu. Centrum Wrocławia. Właśnie na odcinku Odry, który zaczyna to spiętrzenie złowiony, był ogromny sum.


Boom sumowy, na spiętrzonej Odrze zaczął się po powodzi 1977 roku.  Niżej, daleko od Wrocławia, na zielonogórskim, gorzowskim i szczecińskim odcinku rzeki sumy zawsze sobie dobrze radziły bo rzeka w procesie samooczyszczania nie miała tak chemicznie brudnej wody jak do Wrocławia (zbiorniki zaporowe były odstojnikami brudu dla czeskich ścieków i naszych z Górnego Śląska). Powódź wyczyściła koryto rzeki do „białego” piasku, z dopływów (w przypadku rejonu wrocławskiego ze Smortawy) wypłynęły sumy na nowe tarliska. PZW,  w każdym bądź razie wrocławskie, porządnie zarybiało Odrę sumami i systematycznie zarybiało przez wiele lat.. Ile dzisiaj jest sumów w Odrze?
---
Policzyć, rzecz niemożliwa, ale słuchając relacji jest  ich moc taka, że słychać narzekania. Padają z ust wędkarzy zasadzających się na ryby spokojnego żeru. Twierdzą, że o leszcze coraz trudniej i w ogóle nie można złowić małych karpi. Kiedyś było ich zatrzęsienie. Teraz leszcze łowi się rzadko i tylko duże sztuki. Wiadomo sum bardzo smakuje w karpiach i łatwo dostępnych bo licznych krąpiach i leszczach. Kto łowi sumy na żywca wyprawę na ryby zaczyna od sklepu rybnego w którym kupuje kilogramowego karpia na żywca (uwaga! to jest zakazane i bezwzględnie karane bo przepisy pozwalają łowić na żywca, ale pozyskanego w środowisku w którym akuratnie się wędkuje).
Czy rzeczywiście sumy zrobiły takie spustoszenie?, na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, ale utyskiwania słyszałem od Wrocławia po Krosno Odrzańskie. Co by nie powiedzieć w każdej wodzie potrzebny jest drapieżnik, a skoro sum się dobrze ma to znaczy dobrze czyści środowisko z nadmiaru ryby spokojnego żeru.
---
Wśród łowców sumów nikt  z nich się nie chwali, więcej, świadomie wprowadza w błąd, żeby „jego” ryb nikt nie wyłowił. Znając jednak zasadę w zbieraniu informacji i dzieląc je na zasłyszane, wiarygodne, mało wiarygodne, itd. i tak wychodziło mi, że w rejonie Wrocławia łowione są niewiarygodne ilości sumów. Mówię o sumach łowionych na dorożkę. To metoda skuteczna i popularna. Sumy łowi się na woblery głęboko schodzące. Prowadzi się je w sposób taki by co chwilkę pukały w dno. W ubiegłym roku, w upalny czerwcowy dzień, na odcinku Rędzin Wały Śląskie, znajomy łowiący taką metodą, naliczył, informacja wiarygodna, sześćdziesiąt złowionych sumów. Ile w tym samym czasie padło sumów z brzegu na grunt, nikt nie wie. Pewne jest, że jak dorożkarz wyciągnie suma to jakieś oko zawsze to zauważy.

Przynęty
obrazek
Na sumy, metodą dorożki, używane są woblery głęboko schodzące. Prowadzone są na długich linkach. Łapie się sporo zaczepów, ale wtedy jest najwięcej brań.
obrazekDużo sumów jest łowionych na miękkie przynęty też na dorożkę. Głównie to duże ripery na ciężkich, 50 gramowych dżigach. W takim zestawie stosowana jest dozbrojka - na stalowym przyponie, przymocowanym do uszka w dżigu, kotwiczka, która by się nie majtała, jest wbita w korpus przynęty.
obrazekZ przynęt naturalnych najbardziej popularne są żywce. Podawane są na dwa sposoby. Z gruntu i w zestawie spławikowym. Spławikówki stosowane są w pobliżu brzegu – pod nawisami gałęzi, przy podmytych korzeniach. Im większy  żywiec tym lepiej. Popularnością cieszą się duże krąpie, półkilogramowe.
---
W tej krótkiej rozprawie o przynętach powiem o rzeczy bardzo się w oczy rzucającej. Przyjezdni, u nich głównymi przynętami są białe robaki, dendrobena, kupne rosówki i takież żywce pomimo, że nie można ich używać. Stosują zanęty kupowane w sklepach do których dodają, już na łowisku, wypełniające dodatki typu, kukurydza, groch, gotowane ziemniaki.
obrazek
Najlepiej zbiera się pijawki wcześnie rani i w chwili kiedy opadająca woda odsłania partie brzegu


Miejscowi czasami mają białe robaki, ale zawsze dżdżownice, rosówki i ... pijawki. Bez pijawek, można powiedzieć, na rybaczenie chodzą niechętnie. Pijawki bowiem dobre są na płocie i na leszcze. Łowi się na nie ładne garbusy, klenie, a na pewno sumy. Na pijawkę zawsze coś weźmie.
Wielokrotnie widziałem miejscowych jak podnosząc nadbrzeżne kamienie poszukiwali pijawek i jakiś małych rybek. Później od dziewczynki dowiedziałem się, że rybki, których szukała dla kota bo je bardzo lubi, to małe sumy. Z tym spotykałem się często, ale dopiero w dolnym biegu rzeki od Gozdowic.
obrazek
obrazek
638 kilometr biegu Odry. Rejon Czelina. Ogromne starorzecza z nurtem jak w głównym korycie Ody. Jak tylko warunki na to pozwalają miejscowi wędkarze przechodzą przez znane sobie płycizny by dostać się do miejsc w których ryby są jeszcze nie kłute




---
Od ujścia Warty Odra wyraźnie się zmienia. Staje się wyraźnie szesza i ma płaskie brzegi. Tutaj powodzie, znane w górnym biegu nikomu nie zagrażają. Wzdłuż rzeki ciągną się ogromne tereny zalewowe. Jest wiele starorzeczy i rozległych łąk poprzecinanych kanałami i naturalnymi ciekami. Jest więc zdecydowanie więcej szczupaków o których, także o innych sprawach napiszę w kolejnym odcinku.