Zdjęcie znad wody

OKONIOWY KONTAKT

W zasadzie stosuję żyłki nie grubsze niż 0,16 mm. Gumki zbroję 4-gramowymi główkami.


obrazek
W KAMYKACH
Okoń. To właściwie na nim opiera się polska szkoła spiningu. Spiningu lekkiego i subtelnego. Poza tym jest to ryba, którą można łowić przez okrągły rok. Zmienia się tylko jego temperament, sposób żerowania, no i miejsce występowania.
Okoń jest rybą stadną, a w zbiorniku często przenosi się z miejsca na miejsce. Te wędrówki są podyktowane wieloma czynnikami. Między innymi stanem wody, jej temperaturą oraz poszukiwaniem pożywienia. W okresie wczesnowiosennym dochodzi jeszcze tarło. Na przełomie marca i kwietnia pasiaste drapieżniki wędrują ku tarliskom. W zbiornikach zaporowych wybierają miejsca płytkie, od 3 do 6 m, sąsiadujące jednak z wodą o znacznej głębokości. Zaczynają również przeć ku brzegom.
Okonie biorą cały rok i ja prawie cały rok je łowię. Poświęcam im każdą wolną chwilę. Spininguję w zbiorniku zaporowym Złotniki k. Gryfowa Śląskiego, rzadko wyjeżdżając na inne łowiska (a jeśli już to nad Odrę). Dla mnie pogoda nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Wystarczy mi, że temperatura nie spadnie poniżej zera. Pakuję do plecaka pudełka z przynętami, w rękę biorę wędkę i ruszam na polowanie.
Idę w swoje ulubione miejsca. Są oddalone od mojego domu o kilka kilometrów. Na wschodnim brzegu jeziora mam dziewięć dobrych łowisk, na zachodnim trzy. Wszystkie cechuje duża ilość kamieni oraz żwirowate dno, a ich głębokość nie przekracza siedmiu metrów. Po północnej stronie zbiornika znajduje się moja miejscówka numer jeden. Ryba jest tu zawsze, niezależnie od pory roku. Dzieje się tak za sprawą dużej ilości ogromnych głazów zalegających dno. Mają one często ponad pół metra wysokości i metr szerokości. Warunki do łowienia są ciężkie, ponieważ prawie zawsze wieje tutaj wiatr. Wiele przynęt się zrywa, przeciętnie dziesięć dziennie. Mimo obrazekto w “Kamykach” opłaca się spiningować. Prawie zawsze udaje mi się wydłubać kilkanaście garbusów.
Podobnie jak wielu moich kolegów nierzadko cały dzień rzucam jedną, dwoma przynętami. Złotnickie okonie upodobały sobie twistery. Zabójczą przynętą jest twister w kolorze motor oil o długości 5 centymetrów.
W takich zbiornikach dużą rolę odgrywają dalekie rzuty. Dlatego w zasadzie stosuję żyłki nie grubsze niż 0,16 mm. Gumki zbroję 4-gramowymi główkami, które można daleko posłać. Według mnie ich kolory są mniej ważne. Najczęściej używam czarnych, żółtych, seledynowych i w kolorze ołowiu. Przynętę prowadzę skokami. Ryby uderzają przeważnie podczas opadania twistera. Zależnie od siły wiatru szczytówkę unoszę wysoko lub opuszczam do samej wody. W pierwszym przypadku szczególną uwagę zwracam na żyłkę, w drugim na szczytówkę, dodatkowo odbierając drgania ręką. Czasem okoń przytrzymuje przynętę tuż po oderwaniu jej od dna. Wtedy szczytówka się przygina (trwa to nieraz 2 - 3 sekundy), potem zacinam. Pudło zdarza się rzadko, a jeszcze rzadziej zejście ryby z haka.

W STAŁYM PUNKCIE
obrazekTen fragment Odry odwiedzam ze spiningiem dosyć często. Kiedyś odkryłem tu głęboką rynnę między główkami, najgłębsze miejsce na kilku kilometrach rzeki. Skoro sandacze, szczupaki i okonie łowiłem w płytszej wodzie, to tutaj powinny się czaić sztuki dużo większe.
Powinny, a jednak nic sensownego długo nie mogłem tam złowić. Pierwsze ryby dostałem dopiero na początku grudnia. Szukałem wtedy sandaczy, które do niedawna brały ze środka rzeki. Tego dnia w nurcie ich nie było. Kiedy obłowiłem warkocz, przeniosłem się na drugą stronę główki, aby pospiningować na napływie prowadząc przynętę z nurtem rzeki. Po którymś rzucie przynęta poszła w klatkę między główkami, właśnie w tę głęboką rynnę.
Szarpnięcie było bardzo lekkie, więc nie zacinam, ale ryba też nie poprawia. Drugi rzut i ta sama historia. Po czwartym takim braniu zaczynam zmieniać kolory. Do tej pory używałem perłowego rippera. Puknięcia mam także w zielonego i brązowego twistera. Widać kolor nie ma znaczenia, liczy się łowisko. Wszystkie brania miałem obrazekw tym samym miejscu, zaraz po oderwaniu przynęty od dna. Zaczynam się domyślać, kto jest sprawcą całego zamieszania. Biorę lżejszy i dłuższy kij. Na żyłce 0,16 mm wiążę 5-gramową główkę (do tej pory używałem 7-gramowej). Na hak nawlekam 5-centymetrowy biały twister SkinHead Cabelas’a. Lubię nim spiningować. Mimo małych rozmiarów ma szeroki ogonek, a przednia część korpusu jest pusta. W środku można  schować ołowiane obciążenie. Są dni, kiedy ten zabieg zwiększa ilość brań. Rzut jest dużo dłuższy niż zestawem sandaczowym. Po podniesieniu twistera czuję, że jakaś ryba się nim interesuje. Płynie za nim i co chwilę lekko go przytrzymuje. I tak przez kilka metrów. W końcu po mocniejszym szarpnięciu zacinam. Ryba stawia spory opór, dużo większy niż się spodziewałem. Pod nogami przewala mi się piękny okoń. Mierzę go, ma 36 cm. Jest dosyć wąski, więcej niż 70 deko nie będzie miał, ale i tak jest to największy okoń jakiego złowiłem w Odrze. Rzucam jeszcze kilkanaście razy. Bez efektu, więc idę spiningować na główki obok. Kiedy wracam, rzucam jeszcze parę razy i znowu łowię ładnego garbusa, niewiele mniejszego. Wtedy zostaję tu na dobre. W tym dniu zaliczam z tego dołka sześć okoni. Każdy miał ponad 30 cm. Tydzień później również wyciągam stąd kilka sztuk, ale mniejszych, między 27-33 cm. Jak na ten odcinek Odry i tak są niezłe. Wygląda na to, że trafiłem na miejsce, gdzie duże okonie gromadzą się na zimę.
Spininguję tu już trzeci czy czwarty rok. Latem i wczesną jesienią trudno mi złowić jakąś sensowną rybę. Pojawiają się dopiero po pierwszych przymrozkach. Na skraju rynny można trafić sandacza i szczupaczka. Ale ze środka biorą same okonie.