SPOSOBY NA LINA

Na liny chodzę z białymi i czerwonymi robakami, bo w większości łowisk są to przynęty najbardziej skuteczne. Nigdy jednak nie zapominam o przynętach roślinnych, czasem bowiem liny na nic innego nie  biorą.

Liny, podobnie jak  inne ryby, można spotkać niemal wszędzie,  byle tam miały co jeść i gdzie się schronić. Nieraz łowiłem je nawet na pięciu metrach, ale to tylko w tych jeziorach, które dobrze znałem. Przeważnie jednak szukam ich w spokojnych, zarośniętych trzciną zatoczkach. Tutaj, w ciepłej wodzie i przy mulistym dnie, żyje wiele wodnych organizmów, którymi liny się żywią. Wśród gęsto rosnących wodnych roślin znajdują też schronienie.

Najchętniej wybieram łowiska  mało uczęszczane, ale oddalone od brzegu najwyżej o kilkanaście metrów. Zwracam też  uwagę na to, żebym mógł spławik zarzucić sporo poza miejsce nęcenia i później bez zbędnego chlapania  przeciągnąć go w łowisko. Głębokością się nie kieruję. Wystarczy mi niecały metr i trochę zielska pomiędzy mną i łowiskiem, żeby mnie  ryby nie mogły zobaczyć.
 
Nęcenie
Nęcę przez trzy dni o ustalonej porze. Zachowuję się bardzo cicho. Zanętę wrzucam małymi porcjami, żeby jak najmniej ryby niepokoić. Po zanęceniu pozostaję dłużej nad wodą i dokładnie ją obserwuję. Często  już po kilkunastu minutach na powierzchni pojawiają się małe pęcherzyki gazu. To znak, że liny żerują. Ale jeżeli nawet po trzecim dniu nęcenia tych pęcherzyków nie widać,  to i tak siadam z wędką, bo po jakimś czasie liny na pewno przypłyną.
 
Kilka słów o zanęcie
Główne składniki mojej zanęty to  żyto i kukurydza. Używam też czerstwego pszennego pieczywa, a bardzo często wszystkich trzech składników ze sobą zmieszanych.
Z kukurydzą nie ma problemów, bo używam wyłącznie konserwowej, która  jest dosyć twarda i bardzo słodka. Żyto, zanim je wrzucę w łowisko albo  dodam do mieszanki, moczę przez cały dzień w osłodzonej wodzie. Nabiera wtedy słodkiego smaku, co liny bardzo lubią.  Gorzej jest z pieczywem, bo wymaga ono trochę  pracy. Jest jednak tego warte,  bo to  składnik bardzo aromatyczny, a więc silnie liny wabiący. Pieczywo  pszenne dosyć długo moczę, po czym dokładnie wyciskam z niego wodę. Źle odsączone pieczywo wypłynie na powierzchnię i zamiast linów przyciągnie stada krasnopiórek i płotek. Uważam szczególnie na to, żeby w zanęcie nie znalazły się źle namoczone i słabo odciśnięte skórki.

Przynęty
Żyto przeznaczone na zanętę było moczone, ale surowe. To, które ma być przynętą, gotuję tak długo,  aż zacznie pękać. Wcześniej do gorącej wody dodaję cukier i miód. Po ugotowaniu ziarno przepłukuję zimną wodą.
Żyto zakładam w ten sposób, że dwa ziarna są na żyłce, a jedno na haczyku. Inaczej nie mogę,  bo stosuję małe haczyki, nawet nr 16. Na  zacięcia i hol nie ma to wpływu, a brań mam o wiele więcej niż na duże haczyki. Jesienią ugotowane z cukrem i miodem żyto dodatkowo skrapiam kilkoma kroplami aromatu waniliowego używanego do  ciast.
Dobrą linową przynętą jest też chałka. Wyrywam z niej kawałek miąższu z odrobiną skórki. Skórkę przebijam haczykiem, a miąższ ugniatam na trzonku. Sama skórka z chałki też jest dobrą przynętą na liny. Wybieram  kawałki niemal spalone, bo wchłaniają mało wody i dzięki temu unoszą się tuż nad dnem. Zaleta to szczególna, gdy dno jest muliste.

Pasta
Czasem z miąższu czerstwej chałki i rozgotowanych ziaren żyta robię pastę. Dokładanie te składniki ugniatam w dłoniach dodając trochę oleju słonecznikowego oraz kilka kropli atraktora o zapachu ochotki. Haczyk oblepiam pastą tak dokładnie, żeby był niewidoczny. Gdy będzie z ciasta wystawał, liny nie będą brały.

Spławiki na lina

Moje linowe spławiki mają nie więcej niż dwa gramy wyporności. Są wysmukłe, więc  podczas brania stawiają mały opór, i pomalowane na zielono lub oliwkowo, co je upodabnia  do kawałka trzciny.

Łowiąc liny zachowuję się bardzo cicho. Wszelkie rozmowy powodują, że ryby nie biorą. Łowisko donęcam małymi porcjami zanęty jedynie wówczas, gdy brania całkiem ustają. Trzeba pamiętać, że gdy spłoszone  liny odpłyną, to  wrócą dopiero za kilka godzin.


Szymon Ciach