AZJATYCKIE RYBY W POLSKIEJ WODZIE

Znaczenie ryb w ekosystemach wodnych jest z reguły zawężane do ich roli jako konsumentów, ograniczających rozwój populacji wielu organizmów. Tymczasem ryby wpływają również na środowisko nieożywione. Mogą nawet opóźniać bądź przyspieszać eutrofizację jezior.

Wpływ na jakość wody w jeziorach mogą wyjątkowo wyraźnie wywierać azjatyckie ryby roślinożerne - amur biały, tołpyga biała i pstra. W odróżnieniu od raczej roślinożernych, rodzimych przedstawicieli naszej ichtiofauny - płoci, wzdręgi czy świnki - azjatyckie ryby szybko rosną, dużo jedzą, osiągają znaczne rozmiary i tym samym o wiele silniej ingerują w zbiorowiska roślin wodnych.

Naturalną strefą występowania amura białego i tołpygi białej jest dorzecze Amuru oraz Chiny, natomiast tołpyga pstra pochodzi z południowych Chin. Gatunki te sprowadzono do Polski na początku lat sześćdziesiątych. Z amurem wiązano duże nadzieje. Liczono na to, że będzie on narzędziem biologicznej walki z zarastaniem wód, wiadomo bowiem, że gatunek ten odżywia się roślinnością naczyniową. W naszej strefie klimatycznej amur nie rozmnaża się w warunkach naturalnych. To, że na stałe zadomowił się w polskich rzekach i jeziorach, zawdzięczamy systematycznym zarybieniom.

obrazek

Amur biały osiąga ponad metr długości i masę ponad 30 kg. Już powyżej 30 mm długości staje się typowym roślinożercą. Początkowo odżywia się nitkowatymi glonami, mchami oraz roślinami wyższymi - rzęsami, rdestnicami, moczarką kanadyjską. Od drugiego roku życia zjada przede wszystkim roślinność “twardą”, np. oczeret jeziorny, strzałkę wodną, liście i młode pędy manny i trzciny. Rośnie szybko. Narybek może osiągać 30 g, dwulatki 250 g, a trzylatki nawet kilogram.

Szybki wzrost amura powoduje, że zjada on bardzo dużo pokarmu. W ciągu sezonu obsada dwulatków o masie 100 kg wyżera ponad 7000 kg roślinności! Ale to nie wszystko. Azjatycki żarłok niszczy bowiem znacznie więcej roślinności niż zjada. Będąc rybą dużą i silną odrywa przy samym dnie pędy manny, zjada tylko świeże odrosty z kłączy, a resztę wypluwa. Ponikło igłowate odrywa w całości od podłoża, jednak zjada tylko szczytowe odcinki. Wysoką trzcinę łamie chwytając za zwisające liście, które następnie spożywa. Jedynie rośliny bardziej “miękkie” od trzciny, tj. pałka lub oczeret jeziorny, są łamane u podstawy pędu i zżerane w całości.

Jest oczywiste, że tak duże zdolności ingerowania amura w zespoły roślin wodnych muszą - przy dużym jego zagęszczeniu - powodować poważne konsekwencje środowiskowe. Przykładem jest jezioro Dgał Wielki koło Giżycka. W latach 1966 - 1977 do tego 95-hektarowego, eutroficznego akwenu wpuszczono łącznie 2711 kg amurów białych o masach jednostkowych od ok. 140 g do ponad 6000 g. W latach 1975 - 78 nastąpiło drastyczne zmniejszenie ilości makrofitów (roślin naczyniowych) oraz przebudowa ich składu gatunkowego. Produkcja roślin wodnych spadła z poziomu ok. 700 t w 1974 roku do około 9 t w 1978. Jedynym gatunkiem roślin wyższych, który obronił się przed agresją amura białego, był grążel żółty. Poza nim w jeziorze pozostała niewielka ilość mchu wodnego i wywłócznika kłosowatego.

W niektórych partiach akwenu amur całkowicie unicestwił makrofity. Tym samym uwolnił znaczne ilości biogenów (m.in. azot i fosfór), które były zdeponowane w ich tkankach. Jezioro pozbawione makrofitów - naturalnego “systemu ochronnego” - stało się podatne na wzrost trofii (żyzności). Uległo przyspieszonej eutrofizacji. Pogorszyła się przezroczystość wody, bowiem miejsce makrofitów i zasiedlającego je peryfitonu zajęły glony. Zwiększył się obieg materii, zmienił się chemizm wód.

Zmienione zostały warunki życia wielu gatunków organizmów wodnych, w tym także ryb. Zniszczone zostały tarliska, żerowiska oraz całe siedliska. W efekcie w roku 1974 nastąpiło załamanie całkowitych połowów ryb - zwłaszcza szczupaka, płoci, lina i wzdręgi, dla których odpowiednie zagęszczenie roślin jest niezbędne do efektywnego żerowania i odrostu młodzieży.

Na szczęście po odłowieniu amura roślinność zanurzona i szuwarowa zaczęła się powoli odradzać. Szczególną ekspansję roślin, wśród których dominowały ramienice, zaobserwowano w 1987 roku, czyli dokładnie w 10 rocznicę zakończenia akcji zarybiania Dgału Wielkiego amurem. Obecnie rośliny występują na dużych obszarach jeziornego dna do głębokości 5,5 m, a przezroczystość wody wzrosła kilkakrotnie, aż do 4 - 5 m. W tym samym czasie stwierdzono wzrost liczebności szczupaka, leszcza, płoci i siei.

Podobnie negatywny efekt działalności amura zanotowano na płytkim jeziorze Warniak, którego dno - przed intensywnym zarybieniem tym gatunkiem - było całkowicie pokryte roślinnością. Po zwiększeniu obsady amura do 100 kg na hektar makrofity zaczęly masowo zanikać. Było to jednym z powodów gwałtownego nasilenia procesu eutrofizacji. Uzyskano zatem efekt odwrotny od zamierzonego.

Drugi z wymienionych na wstępie gatunków - tołpyga biała - dorasta do metra długości i osiąga masę ponad 8 kg. Podobnie jak amur nie rozmnaża się u nas w warunkach naturalnych. Wsiedlono ją jednak do naszych wód, ponieważ ciekawy sposób żerowania tej ryby zachęcał do wykorzystania jej w walce z eutrofizacją. Tołpyga nie jest typowym roślinożercą. Żywi się drobnymi cząstkami zawieszonymi w toni wodnej, które odcedza za pomocą specjalnego aparatu filtracyjnego funkcjonującego na zasadzie sita. Jej pokarm stanowi plankton roślinny i zwierzęcy oraz detrytus, tj. drobne nieożywione cząstki organiczne. Podejrzewano, że wyjadanie przez tołpygę glonów z jeziora pozytywnie wpłynie na przezroczystość wody, a odłowy ryby będą ważną drogą pozbywania się (eksportu) z ekosystemu fosforu, azotu i innych biogenów zawartych w planktonie roślinnym.

Doświadczenia prowadzone na stawach w Instytucie Rybactwa Śródlądowego w Żabieńcu oraz badania na ekosystemach jeziornych nie potwierdziły tych przypuszczeń. Tołpygi hodowane w stawach razem z karpiem - w obsadach do 1200 osobników (dwulatki) na hektar - zamiast zredukować liczebność glonów, nieoczekiwanie zmniejszyły biomasę planktonu zwierzęcego oraz przyspieszyły obieg pierwiastków biogennych i w rezultacie zwiększyły żyzność stawów. Większość wychwyconej z toni wodnej przez liczne ryby materii organicznej (żywej lub martwej) po jej nadtrawieniu i częściowym rozłożeniu wracała do wody w postaci ciężkich, szybko opadających na dno fekaliów. W takiej postaci materia ta była doskonałą pożywką dla bakterii i ulegała szybkiej mineralizacji (rozłożeniu).

W rezultacie doszło do znacznego przyspieszenia obrotu materii i zmiany chemizmu wód. To z kolei wpłynęło na glony. Wbrew oczekiwaniom biomasa glonów wzrosła, zamiast się zmniejszyć. W stawie z najwyższym zagęszczeniem tołpygi wzrost ten wyniósł aż 33 proc. Wywołana przez tołpygę kaskada wewnętrznych przemian warunków środowiskowych w badanych zbiornikach zaczęła nakręcać eutrofizację.

Wyniki badań wpływu tołpygi białej na ekosystemy jeziorne okazały się podobne. Badania takie przeprowadzono na Jeziorze Paprockim na Mazurach, do którego wpuszczono tołpygę w obsadzie 56 kg/ha (czyli obsada ryb była znacznie mniejsza niż w stawach). Wbrew oczekiwaniom nie spowodowało to zmniejszenia ilości glonów w jeziorze. Ich biomasa się nie zmieniła. Ryby zjadały głównie detrytus (86 proc. udziału w pokarmie) i drobny zooplankton. Udział planktonu roślinnego w pokarmie był natomiast nieznaczny i wynosił tylko 3 proc. Obliczono, że wszystkie tołpygi w Jeziorze Paprockim w ciągu roku zjadły zaledwie 1 proc. całkowitej produkcji planktonu roślinnego. Z tego ok. 0,1 proc. masy zjedzonych glonów została wbudowana w ciała ryb. Nieporozumieniem jest więc pogląd, że odłów tołpygi przyczynia się w znacznym stopniu do usuwania biogenów z jeziora.

Zanotowany w stawach karpiowych i Jeziorze Paprockim wysoki udział w pokarmie tołpygi detrytusu i zooplanktonu nie musi być regułą. Nie wiadomo dokładnie, dlaczego w konkretnym akwenie skład pokarmu tego gatunku jest taki a nie inny. Badania na ten temat trwają. Powyższe przykłady świadczą jednak jednoznacznie, że przy dużym zagęszczeniu gatunek ten może wpływać i często wpływa eutrofizująco na ekosystemy wodne.

W przypadku tołpygi pstrej negatywny wpływ na żyzność jezior może być jeszcze większy. Odstępy pomiędzy wyrostkami aparatu filtracyjnego są u tej ryby szersze niż u tołpygi białej. Dlatego tołpyga pstra efektywniej wyżera zooplankton (zwłaszcza duże wioślarki), natomiast glony zjada w znacznie mniejszych ilościach. A przecież właśnie duże wioślarki, tzw. filtratory efektywne, ograniczają nadmierny rozwój glonów.

W świetle powyższych informacji jest oczywiste, że należy wyjątkowo ostrożnie podchodzić do zarybiania jezior azjatyckimi rybami roślinożernymi. Ryby te powinno się raczej hodować w niedużych akwenach, kórych warunki środowiskowe pozostają pod stałą kontrolą, a obsada ryb może być w każdej chwili zmieniona. Natomiast rola omawianych gatunków w gospodarce jeziorowej wymaga dalszych badań. Naukowcy nie są zgodni, czy wsiedlanie tych ryb do naturalnych jezior nawet w niedużych ilościach jest uzasadnione ekologicznie. Prezentowane poglądy są często bardzo skrajne. Jedno jest pewne - należy stosować obsady umiarkowane, dostosowane do warunków środowiskowych panujących w danym zbiorniku. Pamiętajmy o tym, że racjonalna gospodarka wędkarsko-rybacka powinna być zgodna z nadrzędnymi zasadami ochrony środowiska.