ZAPRASZANY DO NADSYŁANIA ZGŁOSZEŃ

Zapraszamy, przysyłajcie zgłoszenia o rekordowych połowach. Opatrzcie je dokładnym opisem, niech wiedza przez Was zdobyta posłuży również innym.

Na podbój Parsęty wyruszyłem 24 września. O szesnastej byłem niedaleko Podczernina. Pogoda dopisała. Było ciepło i bezwietrznie, temperatura powietrza 20  stopni C. Wziąłem obrotówkę i zacząłem penetrować dno rzeki. Szedłem pod prąd. Sprawdziłem dwa miejsca - bez rezultatu. Dotarłem do trzeciego stanowiska, wykonałem parę krótkich rzutów i też nic. Rzuciłem więc daleko, pod drugi brzeg. Obrotówka spływała powoli do środka rzeki, gdy poczułem potężne szarpnięcie. Myślałem, że mi wędkę z rąk wyrwie. Po zacięciu ryba wyskoczyła pół metra nad powierzchnię. Gdy ją zobaczyłem, powiedziałem sobie: pierwsza ryba w tym roku i od razu taka wielka. Ryba walczyła zaciekle, spłynęła 15–20 m i znów salto. Pomyślałem, że na pewno jej nie wyciągnę i zacząłem krzyczeć o pomoc. Może jest ktoś nad wodą i usłyszy. Zero odzewu. Wielokrotnie ponawiałem wołania. Nagle słyszę, że ktoś z oddali pyta, co się stało. Odpowiedziałem, że potrzebuję pomocy, bo mam wielką ryba na kiju. Przypadkowy wędkarz, gdy ją zobaczył, powiedział: ma pan szczęśćcie, ona waży ponad dych?. Wyciągnął hak z plecaka i oczekiwał, aż podejdzie pod brzeg. Ciężko było ją podebrać. Wysoki brzeg, gałęzie zwisające nad głową....
Walczyła dobre pół godziny. Była tak silna, że ogarniały mnie wątpliwości, czy wygram z nią pojedynek. Po dwóch nieudanych próbach podebrania udało się za trzecim razem.
Załadowałem troć i pojechałem do mojego ojca, Stanisława z Daszewa. Razem ją zmierzyliśmy i zważyliśmy. Miarka wskazała 100 cm, a waga 9,80 kg. Dla pewności zważyliśmy rybę na drugiej wadze i wszystko się zgadzało.
Rafał Wiśniewski, Wrzosowo

Z portu w Darłówku wypłynąłem 27 lipca o godzinie 8 rano. Trafiłem na dzień przerwy między silnymi wiatrami. Pogoda się poprawiła, a siła wiatru zmalała. Ale mimo to warunki połowu były trudne, stan morza cztery, wiatr cztery do sześciu w skali Beauforta, temperatura około 20 stopni. Dorsza, 18,5 kg wagi i 120 cm długości złowiłem na głębokości 62-65 m, między dwoma kamienistymi wzniesieniami ze stromymi ścianami. Jest to świetne łowisko, często padają tam rekordowe sztuki. Holowałem go przez pół godziny, ryba nie poddawała się do samego końca. Dopiero na pokładzie zobaczyłem, że jest to mój nowy rekord w tym gatunku, poprzedni wynosił 12 kg. Przynętą był 180-gramowy, zielono niebieski pilker kształtem przypominający śledzia.
Robert Wolter, Bielany Wrocławskie


Mam kilka miejsc w Odrze, które regularnie nęcę. Nie przypadkowo rok temu w jednym z nich złowiłem ponad dwudziestopięciokilogramowego karpia, a mniejszych okazów nie zgłaszałem. Sezon zaczynam w kwietniu, kiedy stan wody w Odrze ustabilizuje się po zimowych roztopach. Systematycznie nęcę łowisko kukurydzą i od razu wędkuję. 30 czerwca namówiłem żonę na nocną zasiadkę, dzień wcześniej wybrane miejsce zanęciłem kukurydzą i kulkami proteinowymi własnej roboty. Była pełnia, więc liczyłem na większą sztukę, z doświadczenia wiem, że w tej fazie księżyca najczęściej trafiają się okazy. O godzinie 22 odezwał się sygnalizator, a ja zaciąłem. Po kilku odjazdach, po piętnastominutowym holu, przyciągnąłem rybę do brzegu. Chociaż była pełnia, to niebo było zachmurzone, nie widziałem, gdzie jest ryba, więc poprosiłem żonę o pomoc. Razem wyjęliśmy karpia ważącego 12,6 kg, który miał 86 cm długości. Złowiłem go na 18 mm kulkę o zapachu Scopexu.
11 sierpnia łowiłem po dłuższej przerwie, dzień wcześniej solidnie zanęciłem łowisko kukurydzą i kulkami. Miała to być krótka zasiadka, już miałem wracać do domu, kiedy przyszedł kolega z którym się zagadałem aż do zmroku. Kilka minut po godzinie 21 odezwał się sygnalizator i nastąpiło mocne uderzenie, aż się zgięło wędzisko na podpórkach. Po zacięciu nastąpił ostry odjazd, dokręciłem hamulec i podjąłem walkę. O sprzęt się nie bałem, bo był wielokrotnie sprawdzony. Hol trwał trzydzieści minut. Kolega czekał, żeby podebrać zdobycz i sprawnie wyjął ogromnego karpia, 20,2 kg i 91 cm. Złowiłem go na trzy surowe ziarna kukurydzy założone na włos. Sprzęt to karpiówki Dragona, kołowrotki Tica z wolnym biegiem szpuli, plecionka o wytrzymałości 20 funtów (około 9 kg), przypon i haczyk nr 1\0. Po zmierzeniu, zważeniu i zrobieniu zdjęć wypuściłem karpia do Odry.
Roman Sudorowski, Wrocław

Dziewiąty październik. Odra przy Wałach Śląskich. Od ośmiu lat wędkuję tutaj z łodzi. Zakotwiczyłem. Zacząłem rzucając gumą w stronę płytkiej wody. Było mgliście i bezwietrznie. Do spiningowania używam wędki długości 2,1 m z plecionką 0,21 mm. Po paru rzutach, w czasie opadu, poczułem uderzenie, które zaciąłem i po minucie miałem w łodzi okonia. Po kilkunastu rzutach ponowne uderzenie i w łodzi ląduje sandacz.
Po przestawieniu łodzi znowu czuję uderzenie w czasie opadu i holuję rybę. Gdy była jakieś cztery metry od łódki zrobiła nagły odjazd.  Dokręcam hamulec , holuję dalej i po paru minutach podbieram bolenia.
Boleń ma 86 cm długości, waży 6,6 kg.
Jarosław Kocieliński, Wrocław


24 października złowiłem szczupaka który ważył 10,56 kilograma. Sposób na jaki go złowiłem to przysłowiowy żywiec, to znaczy karaś wielkości 3/4 dłoni dorosłego człowieka. Chwilkę po
Po piętnastej zacząłem łowić na stawie PZW w Brodnicy znajdujący się na ulicy Ceglanej. Żywca moczyłem w wielu miejscach. Dopiero około piątej, usiadłem wyrzucając wcześniej żywca tuż za pas podwodnej roślinności. Minęło z 10 min więc postanowiłem troszkę ściągnąć żyłkę by ruszyć karasiem. Żyłka z racji swej grubości zrobiła na wodzie spiralę. Ledwo zdążyłem wziąć w rękę wędkę gdy nagle schował się prop pod wodę. Pomyślałem że pewnie karaś zaplątał się w trawę i zwinąłem troszkę żyłki. Zauważyłem równocześnie,że żyłka jest wciągana pod wodę więc poczekałem chwilkę i poruszyła się szczytówka od spinningu zaciąłem. I się zaczęło. Prop po chwili odpłynął dobre 35 m i miałem potężne szarpanie wędką w kierunku tafli wody, takie jakby mnie z nią ktoś do prądu podłączył. Walka trwała dobre 7 minut a adrenalina doszła do takiego stopnia że ręce mi się trzęsły jakbym co najmniej tira na lince ciągnął. Szczupaka wyjąłem z wody bez podbieraka. Wziąłem go wyślizgiem. Zmierzyłem i wyszło 117cm.                          Jarosław Konieczka, Brodnica

Pragnę zgłosić swoją rekordową rybę tołpygę, 37 kg i 125 cm długości. Złowiłem ją w Zbiorniku Rybnik. Szóstego listopada, po pracy, łowiłem razem z kolegą. Feedera, z koszyczkiem zanętowym, zarzuciłem licząc na leszcza, a drugą wędkę, mocniejszą uzbroiłem kotwiczką i założyłem filet z płoci licząc na jesiennego drapieżnika. Kolega nastawił się na leszcza i karpia. Łowiliśmy niestety małe jazgarze i niewymiarowe leszczyki. Co jakiś czas przerzucałem zestaw z filetem. Po kolejnym zarzuceniu zestawu, wybierając luz na żyłce, poczułem pociągnięcie. Nie zacinałem, czekając na dalszy rozwój wypadków. Długo nie musiałem czekać ponieważ żyłka zaczęła się naprężać i wysnuwać z kołowrotka. Teraz zaciąłem. Poczułem duży opór. Zacząłem holować. Na początku ryba dała się holować dosyć łatwo, pokazania się. Trudno było uwierzyć że mam takiego kolosa na wędce. Później było już trudniej i ręka trochę bolała. Ryba odchodząc od brzegu ciągnęła jednostajnie jak pociąg, ale po czwartym podejściu udało się ja podebrać podbierakiem przy pomocy kolegi i jeszcze innego wędkarza.
Było pochmurno. Wiało z południowego wschodu, a temperatura powietrza nto około 14 stopni.
Zbigniew Ociepa, Gliwice


Chciałbym zgłosić szczupaka. To ryba życia, 9 kg i 105 cm.
Wędkowałem na moim ukochanym Zalewie Sulejowskim i nic nie zapowiadało takiej przygody, może tylko obecność super kumpli. Branie nastąpiło ok 14:20 lądowanie ok 14:40. Złowiłem tego szczupaka na wobler
Piotr Stępiński
Bukowiec koło Łodzi

Od dziesięciu lat jestem zapalonym wędkarzem. 24 maja zatelefonował do mnie kolega z propozycją nocnej wyprawy. Za bardzo mi to nie pasowało bo miała na szóstą do roboty, ale czego się nie robi dla kolegów, szczególnie takiemu, któremu dzień wcześniej urodził się syn. Szybkie zakupy i nad wodę. Byliśmy o osiemnastej ale prawie do drugiej w nocy nic się nie działo.  Mieliśmy nawet zamiar zbierać się do domu, a tu nagle pisk sygnalizatora. Zacinam i czuję na wędce, że to raczej nic specjalnego, najwyżej mały leszczyk, ale gdy ryba była niedaleko brzegu nawiązała walkę, w tym momencie zrozumiałem, że jednak jest to coś większego. Po czterech odjazdach ryba wędruje do podbieraka. Początkowo myślałem, że to karp, a tu taka niespodzianka, największy leszcz mojego życia. Po zważeniu, zmierzeniu i szybkiej sesji zdjęciowej ryba powróciła do wody. Jak się okazało, była to jedyna ryba nocnej zasiadki.
Leszcz ważył 3,15 kg i miał 62 cm.
Było bezwietrznie, zachmurzenie małe, a temperatura około 16 stopni.
Sebastian Szewczyk, Tychy