SPRÓBUJ ODWROTNEGO SŁUPA

obrazekSkuteczność zapachu sprawdzam mieszając go tylko ze składnikami obojętnymi,
najczęściej z tartą bułką i niewielką ilością otrąb.
Wówczas mam pewność, że ryby weszły...

obrazek
Bazą może być gotowa zanęta o drobnej granulacji, można ją też sporządzić samodzielnie, na przykład ze zmielonego pieczywa cukierniczego (herbatniki, biszkopt itp.), wyprażonej tartej bułki, zmielonego suchego chleba, kukurydzianej mąki lub kaszy oraz tłuczonych płatków owsianych. Jeżeli do tego dodamy 10 - 15 procent wyprażonych i zmielonych nasion konopi, sprawdzony na danym łowisku zapach oraz niewielką ilość przynęty, to uzyskamy niezłą zanętę na jeziorowe płocie, która - poza zapachem i atrakcyjnym widokiem - da im również trochę pożywienia i przytrzyma na naszym łowisku.
Nic jednak nie zwojujemy, jeżeli kule zanęty zalegną na dnie jak kamień. One muszą pracować! Wytworzyć w toni obłok - smakowity i pachnący. Stosunkowo łatwo to osiągniemy, kiedy naszą zanętę krótko przed wędkowaniem nawilżymy (ale z umiarem, by nie złapała zbyt dużo wody), potem dobrze spulchnimy przecierając ją trzykrotnie przez sito i kule uformujemy luźno. Wrzucone do wody rozbiją się już na jej powierzchni lub nieco niżej, a składniki opadną (ciężkie szybciej, lekkie wolniej) tworząc słup zanętowy.
Dobry to sposób na łowiska płytkie lub idealnie spokojną wodę, zawodzi jednak w trudniejszych warunkach. W wodach głębszych, podczas wietrznej pogody, przy prądach wywołanych falami lub nurtem przepływającej przez zbiornik rzeki, takie nęcenie nie daje gwarancji, że zanęta nie zostanie zniesiona poza nasze łowisko. Wabiącą chmurkę można jednak wytworzyć w bezpieczniejszy sposób, komponując zanętę tak, aby kule opadły na dno, dopiero tam wolno się rozpadały i uwalniały pływające składniki.
Ten efekt, nazywany odwrotnym słupem, uzyskać jest dość trudno, gdyż końcowy rezultat zależy od wielu czynników. Przede wszystkim zanętę trzeba wzbogacić o dodatki niskokaloryczne, lekkie, odtłuszczone, które długo wchłaniają wodę, a przy tym są zdolne unieść cięższe drobiny właściwej zanęty. Produktów spożywczych o cechach windujących jest wiele, jednak nie wszystkie z nich nadają się do sporządzania zanęt płociowych. Tłuste wiórki kokosowe lub zmielony słonecznik są dla tych ryb zbyt sycące, wafle obrazekcukiernicze mocno piją wodę, robią się ciężkie i szybko opadają, otręby znakomicie napowietrzają zanętę, ale mogą stanowić tylko niewielki jej procent, bo w przeciwnym razie kule będą pływały. Składników windujących nie można też sypać bezpośrednio z torebki czy pudełka, koniecznie trzeba je odpowiednio spreparować. Przyjrzyjmy się mojej płociowej zanęcie na jeziora.

Baza.
4 części prażonej tartej bułki lub zmielonego i wyprażonego chleba,
2 cz. mąki kukurydzianej,
2 cz. zmielonego biszkoptu.
Składniki windujące
1/2 cz. zmielonego i wyprażonego słonecznika lub pestek dyni,
1/2 cz. prażonego siemienia lnianego lub konopi,
1/2 cz. tłuczonych płatków
owsianych,
1/4 cz. odsianych otrąb pszennych,
1/4 cz. mleka w proszku.
Zapach
1/5 cz. zaparzonych ziaren konopi lub innego zapachu sprawdzonego w danym łowisku.
Dodatki
2 cz. składników przynętowych.

Tartą bułkę prażę na patelni stale mieszając, by się nie przypaliła, lecz nabrała lekko brązowego koloru. Dobrym składnikiem bazowym jest zwykły chleb. Wysuszone lub wypieczone w tosterze kromki trę na tarce do jarzyn i prażę w piekarniku w temperaturze 220 stopni. Dzisiejszy chleb pełen przeróżnych wypełniaczy jest lekki (bochenek waży około pół kilograma) i właściwościami interesującymi wędkarza niewiele ustępuje bułce. Mąka kukurydziana i biszkopt pełnią w bazie rolę składnika pokarmowego, zapachowego i smakowego.
obrazek Przy nęceniu odwrotnym słupem najlepsze wyniki daje łowienie z opadu. Naturalnie podana przynęta pozwala szybko trafić na strefę żerowania ryb i nie budzi w nich podejrzeń.
a) Na płytkich łowiskach wystarczy mały, wysmukły spławik o wyporności 0,5 - 2 g z bardzo krótką antenką. Obciążenie główne skupiam przy spławiku, śrucinę sygnalizacyjną umieszczam w połowie zestawu. 
b) W wodzie o głębokości powyżej 1 - 1,5 m stosuję nieco cięższe zestawy z głównym obciążeniem w pobliżu dna.  
c) Duże akweny, ze względu na wiatr i fale, zmuszają do użycia ciężkich zestawów. Na wielu jeziorach, aby dotrzeć do płoci żerujących zwykle blisko dna, trzeba się przebić przynętą przez niezliczone stada uklejek. Dopiero użycie kilkugramowych spławików oraz skupienie większej części obciążenia pozwala szybko ulokować przynętę w pobliżu dna.  Wcale to nie oznacza, że wtedy nie możemy łowić z opadu.


Wyprażony słonecznik mielę, a właściwie rozdrabniam kilkoma obrotami młynka do kawy, przesiewam przez sitko lub durszlak, odrzucając drobiny (przydadzą się do cięższych zanęt, np. leszczowych). Wybieram tylko grubsze części, czyli lekkie łupiny z domieszką miąższu nasion, które ponownie wkładam do młynka i tym razem mielę na drobno. Nie należy brać samych łupin, bo zanęta stanie się zbyt lekka i uformowane z niej kule będą pływać. W podobny sposób przygotowuję pestki dyni, nie prażę ich jednak, lecz mielę na surowo. Właściwości windujące mają grubsze płatki owsiane (zawierają decydujący o tym błonnik) przetrącone w młynku tylko dwoma - trzema obrotami. W tej postaci nieco tylko zwiążą zanętę. Gdyby były zmielone drobno, mocno by ją skleiły. Otręby pszenne przesiewam i wykorzystuję tylko te, które mają granulację średnią i największą. Odsiane drobiny zużyję do gruntowych zanęt rzecznych. Mleko w proszku ma wytworzyć w wodzie mgiełkę oraz skleić składniki, jest także regulatorem spoistości kul, o czym jeszcze wspomnę. Siemię lniane albo konopie prażę na patelni i mielę prawie na pył, aby płocie straciły jak najwięcej czasu na wyjadanie tych smakołyków. Nigdy jednak nie łączę tych dwóch składników. Decydując się na siemię, rezygnuję z konopi, chyba że chcę ich użyć jako atraktora. Wtedy dodaję do zanęty śladową ich ilość w postaci zaparzonych całych ziaren. Oczywiście stosuję również inne zapachy sprawdzone w danej wodzie i porze roku.
obrazekSkuteczność zapachu sprawdzam mieszając go tylko ze składnikami obojętnymi, najczęściej z tartą bułką i niewielką ilością otrąb. Wówczas mam pewność, że ryby weszły (lub nie weszły) w łowisko ze względu na użyty atraktor. Bogate zanęty, zawierające kilka zapachów, fałszują obraz i nigdy nie wiadomo, któremu zawdzięczamy udany połów.
Zanętę zawsze wzbogacam próbką przynęt, które zamierzam tego dnia stosować, ale w drobniejszej postaci, by wyeksponować właściwy kąsek założony na haczyku. Zmiksowaną kukurydzę, pszenicę, łubin lub pęczak przepuszczony przez maszynkę do mięsa łączę bezpośrednio z innymi składnikami zanęty. Tak samo jokersa, ochotki oraz kastersy, które uważam za doskonałą przynętę na duże płocie. Kastersy robię sam, najczęściej z kolorowych robaków. Trwa to 4 - 5 dni. Raz dziennie wyciągam robaki z lodówki i wystawiam krótko na słońce. Nawet temperatura pokojowa przyspiesza proces przepoczwarzania. Pinki, z obawy przed zbyt szybkim rozbiciem kul, wrzucam w łowisko ręką lub strzelam procą. 
Jak długo zanęta pracuje i jak intensywnie, w dużym stopniu zależy od proporcji pomiędzy produktami bazowymi a windującymi. Z moich doświadczeń wynika, że jeśli w zanęcie jest 30% składników pływających, to kule pracują przez 15 minut. Gdy tych składników jest więcej, pracują krócej, ale bardziej intensywnie. Duży wpływ na pracę zanęty, a także na to, czy w ogóle zadziała, ma odpowiednie nawilżenie poszczególnych składników. Na przykład zanętę, w której jest chleb, trzeba zmoczyć mniej więcej dwie godziny przed wędkowaniem, ale też nie wolno jej przemoczyć, bo zalegnie martwo na dnie. Tarta bułka szybko wchłania wodę i długi czas utrzymuje zdolność pływania, więc oparte na niej zanęty można przygotowywać krótko przed rozłożeniem wędek. Produkty o grubej granulacji i wyprażone przyjmują dużo wody, drobno zmielone i surowe o wiele mniej. O błąd łatwo, dlatego wodę należy dozować bardzo ostrożnie, niewielkimi porcjami i przez cały czas kontrolować konsystencję zanęty. Gdy już wszystkie składniki wchłoną wilgoć, mieszankę przecieram trzy, a nawet cztery razy przez sito, aż się dobrze napowietrzy i zrobi sypka. Kule powinny być ścisłe, by można je dorzucić do łowiska, nie rozbijały się o powierzchnię wody i docierały na dno w całości. Przed nęceniem łowiska zawsze robię próbę generalną: pierwszą kulę wrzucam w miejscu, gdzie widzę dno. Jeśli nie pracuje tak, jak sobie zaplanowałem, mogę ją szybko poprawić. Zanętę zbyt mocno sklejoną rozbijam otrębami, a zbyt luźną wiążę mlekiem w proszku.
Andrzej Wolender
(notował wb)