Z CIEPŁEGO RYBNIKA


obrazekW ciepłej wodzie Zalewu Rybnickiego  karpie, sumy, amury i tołpygi mają się bardzo dobrze. Szybko rosną, więc nic dziwnego, że często słyszy się o okazach, które wędkarzom nie dały żadnych szans. Z pewnością pływa tu niejeden karp znacznie większy od aktualnego rekordu Polski.


obrazek
Źródłem ciepła jest miejscowa elektrownia, która do zalewu odprowadza wodę chłodzącą turbiny. Dzięki temu  żerowanie karpi, a zatem i sezon wędkarski, trwa tu co najmniej dwa miesiące dłużej. Pierwsze zasiadki robię zwykle już na początku marca, a ostatnie w listopadzie.
Kiedy na dworze jest zimno, łowię blisko miejsca, gdzie z elektrowni wypływa ciepła woda. Można tam wędkować przez całą zimę, ale jest to łowisko specjalne, zatem drogie. Na szczęście gdzie indziej też  można liczyć na rekordowego karpia.  Dobrą wskazówką przy wyborze łowiska są wyniki, jakie osiągają inni  wędkarze.
Łowiąc karpie w Rybniku, trzymam się zasady, że im dalej od brzegu, tym lepiej. Dlatego nęcę tak daleko, jak tylko uda mi się precyzyjnie położyć zanętę i zarzucić zestaw. Przeważnie jest to  dystans około 80 m. Podstawową zanętą i przynętą są oczywiście kulki proteinowe. A stosuje się tu tyle ich rodzajów, ilu jest karpiarzy. Latem w kulkach dominują zapachy owocowe.
---Zanim zacznę zasiadkę,  co najmniej przez trzy dni z rzędu wrzucam do wody po kilka kilogramów kulek proteinowych o średnicy 16 - 18 mm i wiaderko lub dwa kukurydzy gotowanej z jakimś owocowym zapachem. Im więcej zanęty, tym lepiej. Przy takiej ilości dużych karpi i amurów trudno łowisko przenęcić. Znam przypadek, kiedy wędkarze codziennie nęcili workiem kukurydzy. Następnego ranka sprawdzali dno łowiska. Zawsze było wysprzątane do czysta.
Ponieważ wędkarzy tu bez liku, staram się przygotować łowisko bardzo dyskretnie. Zanętę wrzucam do wody po zmroku lub bardzo wcześnie rano. Po rozpoczęciu zasiadki nęcę raz dziennie samymi kulkami. Im więcej mam brań, tym więcej kulek wrzucam w łowisko. Od pierwszego dnia nęcę zawsze o tej samej porze. Dodatkowo po każdym braniu donęcam garścią kulek, bo nawet jedna duża ryba potrafi wyjeść z łowiska całą  zanętę.
obrazek Ze względu na wielkość spodziewanych ryb używam żyłek o grubości 0,35 mm. Dawniej wierzyłem, że wystarczą cieńsze, ale kiedyś wzięła mi spora ryba i żyłka 0,32 nie wytrzymała.
Stosuję zestawy samozacinające. Przeważnie zakładam stoper lub zaciskam na żyłce śrucinę 5 - 10 cm za ciężarkiem. Dzięki temu karp, wsysając kulkę z haczykiem, sam sobie wbija hak. Jedyne odstępstwo od tej reguły robię wówczas, gdy w łowisku pojawiają się amury. Kiedy zaczynają się brania, których nie da się zaciąć, to przesuwam stoper o pół metra za ciężarek. Rezygnuję też ze swingerów na rzecz lekkich wskaźników brań zawieszanych na żyłce. Dzięki temu amur, nie czując oporu,  pociąga zestaw na tyle daleko, że zacięcie jest pewne, a gdy weźmie karp, to zacięcie też jest udane.
obrazek Na włos zakładam  jedną lub dwie tonące kulki doprawione takim samym aromatem jak kulki w zanęcie. Włos daję na tyle długi, żeby zachować odstęp dwóch lub trzech centymetrów  między kulką, a łukiem kolankowym haczyka. Dobre wyniki dawał też  odstęp pięciocentymetrowy, ale  tylko wtedy, gdy haczyki były małe.
---Jeżeli przez tydzień nie mam brań, to zmieniam miejsce, a także rodzaj kulek. Nowe miejsce to nowa nadzieja, że tym razem duże karpie podejdą i któregoś z nich uda mi się złowić.
 Bogdan Zieleźny
Rybnik
Notował Jarosław Kurek