WYLĘGARNIA PRZY JEZIORZE

obrazekJuż pisaliśmy o Jeziorze Kierskim w Poznaniu (potoczna nazwa: jezioro Kiekrz, tak jak dzielnica tego miasta). Poznaliśmy wówczas p. Christiana Szpopera, rybaka, który nad tym jeziorem żyje. Ten sam zawód, także w tym samym miejscu, uprawiał również jego ojciec.


obrazek
Dzisiaj z Jeziorem Kierskim dzieje się trochę lepiej niż jeszcze kilka lat temu, ale jeszcze dużo brakuje, żeby było tak, jak zaraz po wojnie.  Powodem upadku jeziora była  niekontrolowana gospodarka ściekami bytowymi. Osiadały na dnie, przez co warstwa wody pozbawionej  tlenu stawała się coraz grubsza. Jezioro, znane z ogromnych leszczy i węgorzy, zaczęło marnieć, bo rybom brakowało pokarmu, a strefa życia mocno im się kurczyła.
Takie ginące jezioro można uratować, zwiększając w nim liczbę drapieżników. Dlatego nad brzegami Kiekrza p. Szpoper własnym sumptem wybudował wylęgarnię. Koło rybaczówki, w  której mieszka.
- Kiedyś – opowiada – jeszcze za moich lat chłopięcych, taka wylegarnia była nad każdym dużym jeziorem. Nie mogło być inaczej. Kiedy człowiek prowadzi odłowy, musi wspomagać naturę. Odnosi się to zwłaszcza do ryb drapieżnych. One są najbardziej pożądane i przez rybaka, i przez wędkarza. Kiedy jest ich za mało,  to płocie i leszcze nadmiernie się rozmnażają. Wkrótce jest ich tyle, że stają się zagrożeniem, ponieważ wydalają ogromną ilość odchodów. Później karłowacieją, bo w jeziorze jest już dla nich za mało pokarmu.
obrazekW Kierskim jest teraz dużo szczupaków. W dwie niewielkie sieci, nazywane żakami,  p. Szpoper w ciągu trzech dni złowił ich blisko dwieście. Żaki wyglądają jak leżące  beczki  połączone płotem. Owe beczki to obręcze obleczone siatką,  płot też  jest z siatki. Gdy ryba do niego dopływa, odbija się w prawo lub  lewo i trafia do matni, w której pływa już swobodnie.
Szczupaki łowi się wczesną wiosną, w marcu i na początku kwietnia, jeszcze przed tarłem. Przetrzymuje się je przez kilka dni w specjalnych basenach i ciągle obserwuje. Kiedy pęcznieją i miękną im brzuchy, wtedy się je wyławia, żeby wycisnąć ikrę lub mlecz. Ikry potrzeba dużo, mleczu o wiele mniej.
Wyciśniętą do miski ikrę, pomieszaną z mleczem, wlewa się do specjalnych słojów, przez które  ciągle  obrazekprzepływa  woda. Od tego momentu w tak zwanej zaoczkowanej ikrze zaczyna się rozwijać życie. Hodowcy zależy na tym,  by z jak największej ilości ziaren wykluły się ryby. Ma na to wpływ. Musi do słojów  dostarczyć wodę natlenioną i o stałej temperaturze. Do tego służą pompy, zbiornik stabilizacyjny i zamontowane w nim grzałki.
Po wyciśnięciu ikry pp. Christian Szpoper i Piotr Mazurkiewicz, który mu w tym pomaga, odkładają szczupaki do wanny. Wycisną kilka szczupaków, odnoszą je nad jezioro i wypuszczają. Nie widzieli żadnego, który by później pływał brzuchem do góry. Często natomiast  widzieli, jak wypuszczone obrazekszczupaki odpływały w pobliskie trzciny i tam kończyły gody już w sposób naturalny.
O tyle to ciekawe, że na Pomorzu, w punktach odłowu troci podległych PZW, trocie i łososie po wyciśnięciu ikry się zabija. W innej placówce, też należącej do PZW,  na tę samą sprawę ludzie z tej samej organizacji mają całkiem inny pogląd. W Bobrze koło Wlenia odławia się lipienie. Samochodem marki Polonez, który na skrzyni ma  zamontowany basen z wodą, lipienie wędrują obrazekokoło 170 km do Szczodrego pod Wrocławiem. Tutaj trzyma się je dwa dni po to,  by wycisnąć z nich ikrę i mlecz. Ciekawa jest statystyka dotycząca  dwóch lat  tych operacji. Wyłowiono 250 lipieni, do Bobru  wróciło 249. Zabrano Bobrowi 274, zwrócono 270.
Wiesław Dębicki