Zdjęcie znad wody

SALMONIDY STOJĄCEJ WODY


obrazekGdy na górskiej rzece zasiedlonej przez pstrągi powstanie zbiornik zaporowy, tworzą się w nim  formy osiadłe tego gatunku. Obojętne, czy nazwiemy  to pstrągiem jeziorowym, czy trocią jeziorową, jest to dla wędkarzy coś zupełnie nowego. Mam z takimi rybami do czynienia, bo na co dzień wędkuję w Rabie tuż powyżej Zalewu Dobczyckiego.


obrazek
Te nowe formy pstrąga (troci), kiedy przyjdzie im żyć w wodzie stojącej, przybierają charakterystyczny wygląd. Robią się wysmukłe, ich łuski stają się srebrzyste po bokach i ciemnooliwkowe na grzbiecie, a czerwone kropki przestają być widoczne. Na Słowacji właśnie czerwone kropki lub ich brak jest dla wędkarzy decydującą wskazówką,  czy mają do czynienia z pstrągiem potokowym, czy jego formą jeziorową.
Zalew Dobczycki jest dla wędkarzy zamknięty. Nie oznacza to jednak, że jeziorowe pstrągi są całkowicie niedostępne. Kilkadziesiąt razy w roku słyszę od kolegów muszkarzy, że w górnej Rabie mieli  kontakt z bardzo dużymi, jak na tutejsze warunki, srebrzystymi rybami. Większość z nich wygrywa pojedynki z wędkarzami, bo oni nie mają odpowiedniego sprzętu, ale niektóre udaje się wyholować. Okazuje się później, że są to głównie trocie jeziorowe. Trafiają się też pojedyncze łososie. Raba jest nimi zarybiana od kilku lat, ale nie można wykluczyć, że wpływają też z morza. Mało prawdopodobne, ale w przyrodzie wszystko się zdarzyć może. Od czasu do czasu łupem muszkarzy padają też wyrośnięte tęczaki, które przed laty spłynęły z górnych partii Raby do Zalewu Dobczyckiego.
obrazek
Żyjące w zalewie pstrągi (trocie) wchodzą do Raby nie tylko jesienią dla odbycia tarła, ale też przy każdym dużym przyborze rzeki. Może on  być spowodowany gwałtownym topnieniem śniegu, powodzią lub  obfitymi deszczami. Gdy tylko przybór ma się ku końcowi i woda w rzece zaczyna opadać, pojawia się szansa na złowienie wyjątkowego okazu. Przybysze z zalewu ustawiają się w najgłębszych dołkach, często w miejscach o niewielkim uciągu wody. I tutaj  moja rada: warto obławiać takie głęboczki nie tylko między cofką zalewu i jazem w Myślenicach, lecz również powyżej jazu.
Do obławiania takich miejsc stosuję jednoręczne wędzisko muchowe klasy 6–7, do tego duży kołowrotek z podkładem i linką WF6S o piątym lub szóstym stopniu tonięcia. Gdy w Rabie panują  normalne warunki, tak szybko tonącą linką nie da się łowić. Kiedy jednak woda jest podwyższona, staje się to  koniecznością. Właściwym uzupełnieniem tego zestawu jest krótki przypon mający końcówkę z żyłki o grubości co najmniej 0,25 mm.
obrazekMuszki mogą być takie, jakich zwykle używamy wiosną do metody streamera. Szczególnie polecam ślajzury rodem z Myślenic. Podczas  polowania mocnym sprzętem na dużą rybę muchy w rozmiarze 1-2 będą w sam raz. Na takie właśnie okazje wykonuję na hakach z otwartym oczkiem różne muchy fantazyjne zbliżone do much trociowych i łososiowych. Kolory nie muszą być stonowane. Sądzę, że w każdej muszce przyda się jakiś jaskrawy akcent. Łowimy  przecież  ryby w wodzie zmąconej.
Muchy prowadzę jak najgłębiej i jak najwolniej. Zazwyczaj podaję je jak muchy mokre, to znaczy staram się jak najdłużej prowadzić je bez podciągania. Kiedy już linka całkiem się wyprostuje, przechodzę na metodę streamera. Podciągam muchy drobnymi skokami najwolniej jak tylko się da i dosyć często trzymam je w prądzie już bez podciągania. Stosuję ten zabieg nawet gdy  prąd jest słaby albo nie ma go w ogóle. Brania są wtedy, kiedy mucha powoli tonie.
Łukasz Ostafin
Myślenice