Zdjęcie znad wody

Z NIMFĄ NA GŁOWACICE

obrazek
Do łowienia głowacic na nimfę zachęcił mnie kolega sześć lat temu. Ta mityczna ryba okazała się wcale nie taka trudna. Zwykły pstrągowy sprzęt, zwyczajne muchy, znane miejsca i prosta technika łowienia. Najtrudniejsza do przekroczenia była bariera psychologiczna. Zamiast kilku - kilkunastu brań dziennie trzeba się przygotować na jedno branie co kilka - kilkanaście dni. Ale za to jak już do niego dojdzie,  to nagroda za te długie godziny machania wędką jest wspaniała.


obrazek
Na głowacice z muchówką jeżdżę przeważnie w czerwcu, lipcu i sierpniu. W późniejszych miesiącach zdarzają mi się tylko pojedyncze sztuki. Łowię w Sanie między Średnią Wsią i   Sanokiem. Na tym odcinku znam wiele głowacicowych miejscówek, ale kiedy brań tam nie mam, obławiam wszystkie inne dołki, rynny i płanie, gdzie wody jest co najmniej po piersi. Nawet w niepozornym miejscu potrafi stać kilka, a czasem nawet kilkanaście głowacic. Większość z nich to sztuki niemiarowe, ale między nimi może się zdarzyć metrowy okaz.
Warunkiem złowienia głowacicy na muchę jest niski stan rzeki i znaczna przejrzystość wody. Prawie wszystkie swoje głowacice złowiłem w czasie, kiedy elektrownia w Zwierzyniu nie pracowała. Tylko dwie, gdy woda płynęła przez jedną turbinę, i były to ryby niewymiarowe. Kiedy w elektrowni pracuja dwie turbiny, to nawet nie wchodzę do wody.
Łowienie w niskiej wodzie jest skuteczne, bo da się wtedy precyzyjnie, w powolnym spływie, prowadzić lekkie muchy na długiej lince. Głowacice najwyraźniej nie lubią szybko uciekającej zdobyczy. Na pewno nie lubią też słońca. Najwięcej brań mam w dni pochmurne, przy lekkim przelotnym deszczu lub mżawce. Łowię wtedy przez cały dzień, choć najkorzystniejszy jest wczesny ranek, samo południe i wieczór. W dni pogodne za głowacicą rzucam tylko bladym świtem i kończę, gdy słońce zaczyna świecić na wodę. Ponieważ łowię metodą długiej nimfy, cenię sobie brak wiatru, bo wygodniej się wtedy rzuca i prowadzi muchę z dużej odległości.
obrazek
Używam wędki długiej na 3 m,  o akcji szczytowej, przeznaczonej do linek nr 6. Sztywną wędką lepiej mi się rzuca i holuje, a poza tym łatwiej nią kontrolować hol dużej ryby. Linka WF 6 F (pływająca nr 6 o ciężarze skupionym na jednym końcu). Pod linką, na wszelki wypadek, 100 m podkładu. Przypon jednolity z żyłki 0,25 mm o długości 6 m. Na tak długim przyponie nieobciążona nimfa zachowuje się w toni naturalnie i może zejść głęboko pod wodę. Nurt niesie ją niczym swobodnie spływającą larwę owada. Na krótkim przyponie mucha jest uwiązana do linki i często spływa nienaturalnie lub jest przytrzymywana.
Łowię na nieobciążone nimfy imitujące larwy jętek lub chruścików domkowych, ewentualnie kiełże. Wykonuję je na mocnych streamerowych haczykach nr 10 - 12 2 X long. Przestałem używać dwóch nimf, bo parę razy mi się zdarzyło,  że holowana ryba zaczepiła drugą muchą o kamienie i rozerwała przypon.
obrazek
Stosując metodę długiej nimfy wypraktykowałem, że opłaca się podawać głowacicy przynętę z daleka, bo zmniejsza się wtedy ryzyko, że zostanie   spłoszona. Przeważnie podaję muchę z odległości 15 - 20 m i mam więcej brań niż moi koledzy, którzy  łowią krócej. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, kiedy między mną a dołkiem, gdzie stoi głowacica, nie płynie szybki nurt wybrzuszający linkę. W takim przypadku podchodzę bliżej albo obławiam to miejsce z drugiej strony rzeki. Staję na wprost dołka i rzucam nimfę lekko pod prąd. Zanim mucha zejdzie na wprost mnie i do dna, dwa razy przerzucam linkę  w górę rzeki, żeby jak najpóźniej zaczęła się wybrzuszać. Potem nimfa, swobodnie niesiona z nurtem, spływa przez dołek, a ja tylko wybieram nadmiar linki, żeby zachować jaki taki kontakt z przynętą. Gdy  już linka ułoży się w łuk i zaczyna mocno ściągać muchę w bok, kilka razy podciągam ją o parę centymetrów, żeby sprowokować rybę, która być może wychodzi z dołka za muchą.
obrazekBrania mam albo na wlocie do dołka lub rynny, gdy tylko nimfa zejdzie w pobliże dna, albo na wypłyceniu. Na środku brania zdarzają się rzadko. Dlatego na początku,  zależnie od siły nurtu i głębokości wody, ustawiam się w takim miejscu, żeby nimfa, dochodząc w pobliże dna, trafiła dokładnie na wejście w dołek. Po kilku tak nacelowanych rzutach przesuwam się stopniowo w dół i przeczesuję cały dołek. Potem albo zaczynam od początku, albo zmieniam łowisko. Niektórzy z moich kolegów łowią w jednym miejscu aż do bólu, ale mnie to nudzi. Wolę w ciągu dnia obłowić kilka miejsc i nie wychodzę na tym źle. Większość brań mam w pierwszych trzydziestu minutach łowienia, a często już w pierwszych rzutach. Zostaję długo,  jeżeli zauważę, że głowacica żeruje. Wtedy już stoję nad nią do oporu, bo gdy głowacica poluje na ryby, to jest duża szansa, że weźmie też muchę. Co najwyżej próbuję różnych nimf. Jeżeli zamiast głowacicy złowię pstrąga lub lipienia albo widzę, że one się tam pokazują, to rezygnuję z łowienia w tym miejscu, bo ich aktywność to niezawodny znak, że głowacica nie żeruje.
obrazek
Swobodnie spływająca na długim przyponie nieobciążona nimfa dochodzi do samego dna tylko w miejscach spokojnych. Przeważnie idzie w toni, najczęściej pół metra nad dnem, bo tam nurt jest najszybszy. Głowacica stoi przy dnie i obserwuje, co jej przepływa nad głową. Jeżeli zdecyduje się zebrać nimfę, to musi się podnieść nad dno, lekko spłynąć w dół i po złapaniu kąska wrócić na swoje miejsce. Ten nawrót powoduje, że branie jest bardzo agresywne i ryba zacina się sama. Często wręcz wydziera linkę z palców. Haczyk prawie zawsze pewnie tkwi w nożyczkach. O sile samoczynnego zacięcia świadczy przypadek głowacicy, która wyjątkowo zapięła się za górną szczękę. Haczyk przebił kość na wylot.
Jeden z dużych okazów holowałem na zbyt cienkim przyponie przez trzy godziny i przy okazji zauważyłem, że ważne jest, by jak najszybciej  obrócić  głowacicę w dół rzeki. W tej nienaturalnej pozycji od razu się gubi i słabo walczy, bo ma kłopot z oddychaniem. Ustawiona pod prąd natychmiast nabiera wigoru i trudno nad nią zapanować. Teraz po zapięciu dużej sztuki czekam, aż się wyszaleje, przestanie młynkować po wierzchu i bić pyskiem o kamienie, a potem szybko do niej podbiegam i zaczynam ją ściągać w dół rzeki. Zazwyczaj idzie spokojnie jak pies na smyczy i szybko kapituluje. Cały czas napięcie wędki utrzymuję na granicy wytrzymałości przyponu i maksymalnie skracam dystans, żeby woda napierająca na linkę nie wyrwała rybie haczyka z pyska. Tym sposobem 10-kilogramową sztukę wyholowałem w pół godziny i nie zdołała mi nawet wybrać całej linki. Ryby podbieram od głowy do dużego muchowego podbieraka.
Artur Trzaskoś
Zalesie k. Krosna
notował J.K.



---W żołądkach złowionych głowacic znajdowałem świeżo zjedzone ryby, ale nigdy żadnych larw owadów. Ponieważ jednak brania nie były przypadkowe (podhaczenia zdarzają się tylko przy łowieniu na krótką nimfę) myślę, że gdy głowacica żeruje, to połakomi się na każdy spływający z wodą kąsek.