ALE TĘCZAK!

 
obrazek

Drugi dzień mojej wyprawy w poszukiwaniu pstrągów na ulubionym „Dużym Stawie” , który należy do PZW Zajączków. Znam ten zbiornik doskonale, nad nim się wychowywałem.

Pogoda, od samego poranka, zapowiadała się na bardzo zmienną. Zdecydowałem się więc na moją ulubioną metodę czyli spinning. Łowiłem delikatnie. Kij Mikado sapphire lexus spin 260, cw 13 g, i kolowrotek Byron Alice Match 3000 z żyłką Robinson 18mm. Porywy wiatru były bardzo mocne, a kierunek ciągle się zmieniał. Warunki do spinningowania były ciężkie. Do tego niska temperatura ok 3 stopni, na całe szczęście bez opadów. Po upływie kilku godzin pogoda się ustabilizowała, a ja na  spinning nie miałem żadnego, nawet najdelikatniejszego brania. Postanowiłem trochę odpocząć i zasadzić się na tzw. białą rybę. Podczas obserwacji dokonanej w trakcie spinningowania zauważyłem miejsce gdzie warto usiąść, żeby były efekty. Przewidziałem sytuację w której będę zmuszony zrezygnować z metody spinningowej i dzień wcześniej zaopatrzyłem się w pobliskim sklepie wędkarskim  w zanętę „ Lorpio Feeder special light  leszcz, płoć, lin, karp „poleconą przez dobrego znajomego Michała. Wybrałem dwa kije Feeder Mikad o Ultraviolet  360/0-120g z kołowrotkiem Robinson free Runner406 z żyłką Dragon Milenium 22mm oraz teleskop Jaxon  Inspiral Tele Match 420/5-20g z kołowrotkiem Mitchell 4000 RD z nawiniętą żyłką Dragon Millenium 18 mm i żyłką przyponową 14mm.

Około godziny 13:20 gdy tafla wody zupełnie się uspokoiła i było ok. 20 st w słońcu stwierdziłem, że na spławik, łowiąc z dna, absolutnie nic się nie dzieje. Więc postanowiłem ponownie zapolować na pstrąga, zakładając jego ulubione dwie czerwone pinki i ustawiając dwumetrowy grunt. Zarzuciłem 25metrów od brzegu w miejsce gdzie głębokość sięga od 5 do 6,5 m, a na dnie jest bardzo dużo wodorostów (maksymalna głębokość zbiornika to ok. 13m). Ta metoda już nie raz przyniosła zadowalające efekty w postaci kilku dorodnych pstrągów. Gdy zarzuciłem zestaw i odwróciłem na chwilę wzrok usłyszałem dziwny trzask, okazało się, że to moja wędka teleskopowa była już do połowy w wodzie ,a przed jej całkowitym wciągnięciem uratowała mnie mocno wbita podpórka o którą zahaczył się kołowrotek. W pierwszej chwili na myśl przyszedł mi spory karp, którego zwabiła moja zanęta. Jednak gdy tylko złapałem za kij i ok. 20 m od brzegu zobaczyłem ogromną rybę wykonującą tzw. ”świecę” zrozumiałem, że mam do czynienia z potężnym tęczakiem. Zadałem sobie jedno pytanie. „dlaczego na tak delikatny zestaw?”. Na szczęście był ze mną mój kompan Bartek, więc wiedziałem, że mam szanse na wyciągnięcie tego okazu.

obrazek

Kiedy ujrzałem tęczaka w pełnej krasie, po ok. 5 minutach holu, poczułem jak miękną mi kolana. Wtedy już byłem pewny, że to ryba mojego życia. Koledzy po kiju, którzy mieli przyjemność walczyć z pstrągiem wiedzą, że jest to bardzo silna, zwinna i agresywna ryba podczas holowania, dlatego musiałem zapanować nad emocjami. Każdy, nawet najmniejszy błąd mógł zakończyć tą wspaniałą przygodę. Każda próba podebrania kończyła się dynamicznym odjazdem. Jak wcześniej wspomniałem zbiornik znam doskonale i wiedziałem, że po prawej stronie pod wodą na głębokości ok. 7 m jest ogromne powalone drzewo, a po lewej stronie wypłycenie na 2 metry gdzie są pozostałości po starym pomoście. Dodatkowo dno pokryte ostrymi kamieniami, na których delikatny zestaw mógł się w każdej chwili przetrzeć. Jednak doświadczenie zdobywane latami pozwoliło mi po 10 minutowym holu podprowadzić zmęczoną już rybę i Bartek mógł ją bezpiecznie podebrać.

Okaz wyciągnięty z wody po dokładnym zmierzeniu i zważeniu okazał się mieć 70 cm i 5,5kg. Po wykonaniu sesji fotograficznej upamiętniającej tą wspaniałą rybę, została ona wypuszczona do wody, a ja ten dzień zapamiętam do końca życia. Dla takich chwil warto spędzić setki  godzin i przechodzić dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu przygód wędkarskich.

Patryk Przybylski