WĘGORZ NA ŚNIADANIE

obrazek
Węgorz to typowy drapieżnik nocny, ale bardzo dobrze żeruje także w dzień i nie przeszkadza mu nawet mocne słońce. Węgorze zaczynam łowić, gdy tylko woda nagrzeje się do 15 stopni C.


obrazek
Najlepsze są do tego nieduże, najwyżej kilkunastohektarowe jeziora, w których występują rozległe wypłycenia o głębokości nie przekraczającej dwóch metrów. Znam takie jeziorko od kilkunastu lat. Odwiedzam je, żeby zapolować na węgorza, ale tylko wiosną. Latem jest ono obficie porośnięte dywanem wodorostów, lecz teraz młode pędy roślinności wystają z dna ledwie na kilkanaście centymetrów. Dla węgorzy jest to raj, mają tu mnóstwo pożywienia. W takich bowiem miejscach lubi się trzymać ubiegłoroczny narybek, tu wiele ryb odbywa tarło, co daje węgorzom wyżerkę w postaci świeżo złożonej ikry. Do tego dochodzą larwy owadów i skorupiaków.
Rosówek jako przynęty nie używam, bo najczęściej atakują je tak zwane sznurowadła. Stosuję wyłącznie żywce i to wcale nie takie małe, bo nawet 15-centymetrowe płotki. W tym okresie węgorz jest tak żarłoczny, że taką płotkę wessie niczym kluskę. I na pewno nie będzie to sznurowadło, ale sztuka co najmniej kilowa. Żywe rybki zahaczam pod płetwę grzbietową mocnym haczykiem (nr 4) z długim trzonkiem. Żyłka niezbyt gruba, wystarczy 0,20, góra 0,22 mm. Na grubszej żywiec ma utrudnione ruchy i szybciej się męczy, a to właśnie te swobodne, lecz ograniczone ruchy przynęty prowokują węgorza do ataku.
Kij minimum 3 m, bo zawsze łowię z brzegu. Zestaw - gruntówka z przelotowym ciężarkiem, przypon długi na metr tej samej grubości co żyłka główna, połączony z nią krętlikiem. Sygnalizatorem jest kawałek styropianu zaciśnięty na żyłce przed szczytową przelotką. Ładny to widok, gdy podczas brania styropian sunie po powierzchni, co chwilę znikając pod wodą. Zacinam zawsze po drugim ruszeniu styropianu unosząc jednocześnie wędzisko wysoko, żeby jak najszybciej podciągnąć węgorza do powierzchni. Przeważnie już po chwili od zacięcia widzę go, jak się obraca wokół własnej osi. W taki sposób ma on małą szansę zahaczenia ogonem o jakąś zawadę. Bo jak już do tego dojdzie, to i żyłka 0,25 nie pomoże.
Gdy świeci słońce, węgorze pływają i polują w pół wody. Wspaniałe to przeżycie oglądać z pomostu, jak się wiją wśród roślinności. Rzadko przy takiej pogodzie miałem brania z gruntu. Dlatego łowię wtedy inaczej: na zestaw spławikowy w połowie głębokości łowiska. Najwięcej brań jest zawsze od świtu do godz. 10, a największe sztuki biorą między godz. 8 a 10:30 przy spokojnej wodzie i lekko zachmurzonym niebie. Podczas ochłodzenia i przy północnych wiatrach węgorze całkowicie z takich miejsc znikają. Często próbowałem łowić je tam w nocy, lecz wyniki były niemal zerowe, co jest wbrew wędkarskim regułom. Przeważnie węgorze łowi się na kolację, a ja łowię je na śniadanie.

Bogdan Barton