NA PSTRĄGI W KRYJÓWKACH

obrazek
Ciekawe rzeczy mówi Roman o swoich pstrągowych doświadczeniach znad Bobru...

obrazek
Romuald Stanke mieszka w Kamiennej Górze. Przez miasto przepływa Bóbr, a w nim łowi się pstrągi i lipienie. Kiedyś było ich bardzo dużo, ale wędkarzy przybywało, a ryby stawały się ostrożniejsze. Nie wystarczała już obrotówka ani wahadłówka. Najłatwiej było podejść pstrąga woblerem.
Zaczął więc robić woblery. Nadawał im rozmaite kształty i rozmiary, malował w różne barwy i wzory, przestawiał stery na wszelkie możliwe sposoby. Już po pierwszym sezonie dorobił się takich przynęt, że koledzy znad wody też chcieli je mieć. I tak z przyjemności zrobił się zawód, jeżeli tym słowem można nazwać niewielką, ręczną produkcję. Swoje woblery Roman nazwał bobrami. Od rzeki, nad którą mieszka i w której łowi pstrągi. Prawie wszystkie biorą znajomi lub znajomi znajomych,  tylko nieliczne trafiają  czasem do okolicznych sklepów.
obrazek- Każdy mój wobler ma indywidualną akcję - mówi Roman. - Robię je ręcznie, nawet stery do każdego wycinam osobno, więc nie jestem w stanie idealnie powtórzyć poprzedniego egzemplarza. Ale wszystkie zostają przetestowane w rzece.
Z Romanem Stanke można złapać kontakt pod numerami telefonów:
(75) 746 20 57 lub 602 103 869

Od czasu, kiedy zaczął te woblery robić, bardzo dużo na nie łowi, bo się okazało, że to przynęta bardzo uniwersalna, dobra  nie tylko na pstrągi. W Bukówce złowił na nie wiele szczupaków. Przy połowach okoni w  pewnych sytuacjach są niezastąpione, ale zdarza się też, że gumy są skuteczniejsze.
Ciekawe rzeczy mówi Roman o swoich pstrągowych doświadczeniach znad Bobru. W rejonie Kamiennej obrazekGóry jest mało kryjówek typowych dla dużej rzeki z powolnym nurtem. Wiele lat temu koryto wyprostowali melioranci. Wprawdzie duże wiosenne wody już podmyły brzegi, ale w wodzie nadal mało jest zatopionych krzaków i powalonych drzew, więc rybom trudno znaleźć dogodną kryjówkę. Powierzchnia wody jest odsłonięta, toteż pstrąga trudno  podejść. Wiele z nich siedzi pod nawisami traw, ale spuszczany z prądem wobler to dla nich nic interesującego. Tak bowiem łowi tu większość spiningistów i ryby dość się już napatrzyły na sztuczne przynęty. Zresztą  każdy większy pstrąg był już kilka razy na haku i  albo został przez wędkarza wypuszczony, co się niestety zdarza rzadko, albo spadł podczas holu. - Bo kiedy się podciąga woblera pod prąd - mówi Roman - to pstrągi, nawet po silnym ataku, często z niego spadają.
Opracował więc inną technikę łowienia. Ciężkiego, szybko tonącego woblera rzuca pod nawisy traw i natychmiast go ściąga. Choć rzeka jest płytka i na pozór tonące woblery nijak do niej nie pasują, to właśnie one są najbardziej skuteczne. Roman  łowi tym sposobem schodząc z biegiem rzeki lub idąc pod obrazekprąd. Plasowany rzut pod kątem  45 stopni, szybie ściąganie i dalej, do nowego stanowiska.
Roman zauważył, że bobrzańskie  pstrągi, kiedy żerują, potrafią się oddalić od swojej kryjówki nawet o kilkadziesiąt metrów. Dlatego zanim zacznie łowić, dokładnie obserwuje wodę. Kiedy nie widzi w niej ruchu, to znak, że  pstrągi są w kryjówkach. Wówczas trzeba plasować rzuty w miejsca głębokie i w pobliże zawad. Kiedy widzi żerowanie, obławia każdy szypot i miejsce, w którym wcześniej spotykał cierniki, strzeble lub głowacze. Do nich też upodabnia swoje woblery.