WSPÓLNA RZEKA, WSPÓLNY PROBLEM

Wydobycie węgla brunatnego z odkrywek w zlewni Nysy Łużyckiej po polskiej i niemieckiej stronie wywołało nieodwracalne zmiany w środowisku. Skutki tej działalności to zakwaszenie wód gruntowych i powierzchniowych oraz tworzenie się rozległych lejów depresyjnych (obniżone zwierciadło wód podziemnych – przyp. red.). Leje powodują, że w rzece i studniach jest coraz mniej wody. Na polskim brzegu czynna jest jedna, duża kopalnia w Bogatyni. To jeszcze wyżynna część zlewni, gdzie skały słabo przepuszczają wodę, przez co leje depresyjne maja zasięg lokalny. Na niemieckim brzegu jest cała seria wyrobisk – nadal eksploatowanych i już nieczynnych.
Na obszarze Łużyc po stronie niemieckiej leje depresyjne osiągnęły powierzchnię ponad 2000 km2. Niemcy rekultywują zdegradowane obszary zamieniając nieczynne pokopalniane wyrobiska w jeziora. Największym takim przedsięwzięciem jest jezioro Berzdorf, położone tuż przy Nysie Łużyckiej. Zalewanie Berzdorfu rozpoczęło się w roku 2004. Dziś z pagórka koło Koźlic, na południe od Zgorzelca, zamiast dziury w ziemi widać olbrzymią taflę jeziora. Kiedy zostanie całkowicie napełnione, jego powierzchnia wyniesie 950 ha, a w najgłębszym miejscu będzie 70 m. Jezioro pomieści 350 mln m3 wody, prawie tyle co Solina.
    Wyrobisko Berzdorf jest zapełniane wodą dwu rzek: niewielkiej Pliessnitz, która wpada do Nysy Łużyckiej poniżej Żytawy (Zittau), i z samej Nysy. Pobór wody z Pliessnitz jest symboliczny, w przyszłości wystarczy zaledwie na uzupełnienie strat wynikających z parowania. Pobór z Nysy Łużyckiej, w sprzyjających warunkach hydrologicznych, kiedy w rzece jest dużo wody, wynosi aż 10 m3/s. To tyle, ile podczas niżówek płynie Sanem w Przemyślu albo Parsętą w Białogardzie.
Pobory są ograniczone, bo musi być zachowany przepływ nienaruszalny, czyli taka jego wielkość, jaka jest niezbędna dla wodnych stworzeń. W wyniku wielu rozmów prowadzonych w ramach komisji do spraw wód granicznych, rządy Polski i Niemiec ustawiły bardzo wysoką poprzeczkę dla przepływu nienaruszalnego. Jest on większy niż naturalne przepływy niżówkowe, toteż woda płynie rurą do przyszłego jeziora przez mniej niż połowę dni w roku.
Wielkość poboru jest kontrolowana przez niemieckie i polskie służby hydrologiczne. Polscy specjaliści mają wgląd do niemieckich urządzeń pomiarowych w dowolnym czasie, a wyniki pomiarów są bezpośrednio przekazywane do komputerowego systemu hydrologów w Polsce i Niemczech. Niemcy z kolei mają dostęp do wyników badań polskich. Nasi zachodni sąsiedzi są zdyscyplinowani. Wyrobisko jest wypełniane od czterech lat. W tym czasie nie zdarzyło się, by pobór nastąpił w okresie, kiedy w Nysie było za mało wody.
    Kontrola ilości pobieranej wody to nie jedyne polsko-niemieckie przedsięwzięcie mające na celu zachowanie wartości przyrodniczych Nysy Łużyckiej. W samej rzece i kilometrowym pasie po obu jej brzegach prowadzone są badania, mające na celu sprawdzenie, czy w wyniku poboru wody nie dochodzi do zmian w środowisku. Po stronie polskiej badania są prowadzone przez wrocławski oddział Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Po stronie niemieckiej badaniami kieruje Gesellschaft fuer Montan- und Bautechnik z Senftenber. Instytucja ta zatrudnia specjalistów z uniwersytetu w Poczdamie oraz organizacji wędkarskich. Badania są bardzo szczegółowe i wszechstronne. Analizuje się wahania stanu wody w Nysie Łużyckiej, zmiany poziomu zwierciadła wód gruntowych, ilość i jakość wody w studniach gospodarczych, a nawet stabilność budynków po obu stronach rzeki. Badane są również zmiany zespołów ryb, wodnych bezkręgowców, roślin wodnych, glonów, żerujących lub gniazdujących w pobliżu rzeki ptaków, płazów, roślin wilgotnych łąk oraz nadrzecznych lasów łęgowych.
    W czteroletnim okresie zalewania wyrobiska Berzdorf ani na polskim, ani na niemieckim brzegu nie stwierdzono znaczących negatywnych zmian w środowisku. Wiosenne wody występują z brzegów i zalewają nadrzeczne łąki i starorzecza. Przybywa gatunków jętek i chruścików. Coraz więcej jest brzan, jelców i kleni – typowych ryb rzecznych. Prawie na całym biegu Nysy Łużyckiej wzdłuż granicy można złowić pstrągi potokowe i lipienie. Tylko świnki, którymi polscy wędkarze intensywnych rzekę zarybiają, jakoś sobie w Nysie nie radzą.
    Oczywiście to nie pobory wody sprawiają, że stan ekologiczny Nysy Łużyckiej z roku na rok się poprawia. Po prostu coraz wyraźniej widać skutki oczyszczania ścieków. Przed laty rzekę traktowano jako wygodny ich odbiornik. Między Polskę i Niemcy Nysa wpływała już mocno podtruta ściekami Jablonca i Liberca. Po drodze swoje dokładały bliźniacze miasta z obu stron granicy: Żytawa i Sieniawka, Goerlitz i Zgorzelec, Bad Muskau i Łęknica oraz Guben i Gubin.
Pierwsze sprawne oczyszczalnie powstały na granicy polsko-niemieckiej. W końcu XX wieku nowoczesnej oczyszczalni doczekał się także Liberec. Nauczono się także odczyszczać ścieki kopalniane. Chociaż przepływy w Nysie są mniejsze, coraz czystsza woda sprawiła swoje. Rzeka zaczęła odżywać. Szkoda tylko, że graniczny odcinek zarybiany jest jednostronnie, przez Polskę. Do tej pory Niemcy się do tego nie kwapią. Raz tylko poniżej Gubina wpuszczono kilkaset smoltów łososi, co było filmowane przez kamery umieszczone nad i pod wodą.
Dr Jan Błachuta


  Nysa Łużycka ma źródło na południowo-zachodnich stokach Gór Izerskich, na wysokości 780 m n.p.m. Jej długość wynosi 246 km, z tego 196,5 km stanowi granicę polsko-niemiecką. Górny, pstrągowy bieg znajduje się w Czechach. Zlewnia ma 4427 km2, z tego 9% przypada na Czechy, 33% na Niemcy (Saksonię i Brandenburgię), pozostałą część zlewni (58%) stanowi obszar Polski. Największy dopływ – Lubsza ma zlewnię na polskim brzegu.
Granice państw zbiegają się powyżej Żytawy (Zittau) w tak zwanym punkcie trójgranicznym. Od tego punktu aż do ujścia Witki (w Czechach nazywanej Smedą) Nysa Łużycka ma charakter rzeki podgórskiej, z kamienistym dnem i bystrym nurtem. Obecnie żyją tam pstrągi potokowe, lipienie, klenie i jelce. Towarzyszą im ślizy i kiełbie. Brak brzan, głowaczy białopłetwych, strzebli potokowych – gatunków zwykle towarzyszących pstrągom i lipieniom.
Od ujścia Witki można Nysę zakwalifikować jako krainę brzany. I taka pozostaje aż do ujścia do Odry. Ciągłość rzeki przerywa ponad 30 rozmaitej wielkości przeszkód. Są to progi i jazy oraz duże piętrzenia dla elektrowni wodnych – 8 polskich i 8 niemieckich. Powyżej tych piętrzeń rzeka ma charakter nizinny, jest zdominowana przez płocie i leszcze oraz szczupaki. Poniżej piętrzeń powtarzają się regularnie dwie krainy – lipienia (1-2 km poniżej piętrzenia) i brzany (aż do cofki kolejnej elektrowni). Sprawia to, że rybostan rzeki jest bardzo zróżnicowany i tworzy go ponad 20 gatunków.
Z biegiem rzeki jakość wody się poprawia. Głowacze białopłetwe, zamiast w górnym biegu, występują dopiero poniżej Łęknicy. Pod każdym progiem i jazem aż do Gubina można złowić pstrąga potokowego. Świnki wybrały sobie krótki, 20 - kilometrowy odcinek od Zgorzelca do Bielawy, a strzeble potokowe jeszcze krótszy – są tylko na 10 - kilometrowym odcinkiu miedzy Marienthal a Koźlicami. Sama poprawa jakości wody nie wystarczy. Żeby ichtiofauna Nysy Łużyckiej powróciła do normalnej, stabilnej struktury, trzeba koniecznie  rozwiązać problem swobodnej migracji wzdłuż rzeki.
Wrocławski Oddział IMiGW monitoruje Nysę Łużycką od 2000 roku na odcinku od miejscowości Krzewina do ujścia do Odry. Badane są: ekosystem wodny i lądowy oraz ilość wody przepływającej Nysę.
Na zdjęciu dr Jan Błachuta.

  Pierwsze badania ichtiofauny Nysy Łużyckiej prowadziłem w 1996 roku. Zacząłem w środkowym biegu – w Bielawie Dolnej. W dopływie Bielawce złowiłem kilkanaście pstrągów potokowych (jeden z nich miał ponad pół metra), w Nysie jednego pstrąga, parę szczupaków i brzan, kilkanaście kleni oraz bez liku kiełbi, płoci i okoni. Im bardziej w górę rzeki, tym gorzej. Powyżej Zgorzelca było tylko kilkanaście płoci i leszczy oraz mnóstwo kiełbi, w Bogatyni już tylko kiełbie. W końcu poniżej punktu trójgranicznego zacząłem łowić z zastosowaniem elektryczności. I tu zaskoczenie. Połowę stanowiły pstrągi potokowe, połowę ślizy (gatunek w owym czasie chroniony). W procentach wyglądało to wspaniale. Tyle tylko, że te 50% gatunków cennych gospodarczo i 50% gatunków chronionych to były dwie ryby o łącznej długości 30 cm. Większy był śliz.
  W latach 2002-2004 prowadzono badania w 14 wybranych międzynarodowych zlewniach rzek. Jedną z nich była Nysa Łużycka. Badania miały sprawdzić, na ile skuteczne są metody oceniania stanu ekologicznego rzek, oraz przetestować możliwości wspólnego zarządzania ich zasobami. W części metodycznej program badawczy się powiódł – potrafimy wspólnie postawić diagnozę, a nawet wskazać możliwości poprawy. W części praktycznej wspólne zarządzanie to nadal mrzonka. Nie potrafimy znaleźć truciciela, nie potrafimy skoordynować zarybień, a nawet kolejności budowy przepławek przy przeszkodach. Dobra to ilustracja znanej wypowiedzi słynnego geografa Eugeniusza Romera, że z wszystkich możliwych granic najgorsza jest granica na rzece.
  Zatrucia
Nawet w UE trudno upilnować wszystkich trucicieli. W lipcu 2008 Nysą Łużycką poniżej punktu trójgranicznego popłynęły martwe pstrągi i lipienie. Lipienie były niewielkie, do 30 cm, natomiast pstrągi – prawdziwe olbrzymy. Kilka największych zmierzył weterynarz z Bogatyni. Miały powyżej 60 cm. Kilkanaście zabrał, żeby stwierdzić przyczyny śnięcia. Nawet w worku, zamrożone, wyglądały imponująco.
Sekcja wykazała, że w żołądkach i przełykach miały pokarm. Zginęły na skutek braku tlenu w wodzie. Sprawcy zanieczyszczenia nie udało się ustalić. I nic dziwnego. Dochodzenia prowadziły policje Polski i Niemiec, a do zatrucia doszło pewnie w Czechach, skąd martwe ryby spłynęły niżej.
Jesienią między Żytawą a punktem trójgranicznym znalazłem bardzo dużo kleni oraz kilkanaście pstrągów potokowych.
 
Nysa Łużycka ma źródło na południowo-zachodnich stokach Gór Izerskich, na wysokości 780 m n.p.m. Jej długość wynosi 246 km, z tego 196,5 km stanowi granicę polsko-niemiecką. Górny, pstrągowy bieg znajduje się w Czechach. Zlewnia ma 4427 km2, z tego 9% przypada na Czechy, 33% na Niemcy (Saksonię i Brandenburgię), pozostałą część zlewni (58%) stanowi obszar Polski. Największy dopływ – Lubsza ma zlewnię na polskim brzegu.
Granice państw zbiegają się powyżej Żytawy (Zittau) w tak zwanym punkcie trójgranicznym. Od tego punktu aż do ujścia Witki (w Czechach nazywanej Smedą) Nysa Łużycka ma charakter rzeki podgórskiej, z kamienistym dnem i bystrym nurtem. Obecnie żyją tam pstrągi potokowe, lipienie, klenie i jelce. Towarzyszą im ślizy i kiełbie. Brak brzan, głowaczy białopłetwych, strzebli potokowych – gatunków zwykle towarzyszących pstrągom i lipieniom.
Od ujścia Witki można Nysę zakwalifikować jako krainę brzany. I taka pozostaje aż do ujścia do Odry. Ciągłość rzeki przerywa ponad 30 rozmaitej wielkości przeszkód. Są to progi i jazy oraz duże piętrzenia dla elektrowni wodnych – 8 polskich i 8 niemieckich. Powyżej tych piętrzeń rzeka ma charakter nizinny, jest zdominowana przez płocie i leszcze oraz szczupaki. Poniżej piętrzeń powtarzają się regularnie dwie krainy – lipienia (1-2 km poniżej piętrzenia) i brzany (aż do cofki kolejnej elektrowni). Sprawia to, że rybostan rzeki jest bardzo zróżnicowany i tworzy go ponad 20 gatunków.
Z biegiem rzeki jakość wody się poprawia. Głowacze białopłetwe, zamiast w górnym biegu, występują dopiero poniżej Łęknicy. Pod każdym progiem i jazem aż do Gubina można złowić pstrąga potokowego. Świnki wybrały sobie krótki, 20 - kilometrowy odcinek od Zgorzelca do Bielawy, a strzeble potokowe jeszcze krótszy – są tylko na 10 - kilometrowym odcinkiu miedzy Marienthal a Koźlicami. Sama poprawa jakości wody nie wystarczy. Żeby ichtiofauna Nysy Łużyckiej powróciła do normalnej, stabilnej struktury, trzeba koniecznie  rozwiązać problem swobodnej migracji wzdłuż rzeki.