SZNUR MUCHOWY UTRUDNIA JAZDĘ

obrazek
Metoda wałbrzyska polega na  stosowaniu przyponu żyłkowego na tyle długiego, by sznura używać jak najmniej, a najlepiej wcale. Podczas łowienia na nimfę sznur jest nie tylko zbędny, ale...


---Kilkanaście lat temu opanowałem wyjątkowo skuteczną metodę łowienia na nimfę. Początkowo nazwano ją żyłkową albo angielską, ale od wielu lat znana jest jako metoda wałbrzyska. Choć przyczyniłem się do jej rozpowszechnienia w Polsce, nie ja ją wymyśliłem. Nauczył mnie tak łowić znakomity wędkarz Marian Kwaśnik z Wilkanowa. On sam twierdzi, że ten sposób podawania nimf  podejrzał podczas mistrzostw świata u muszkarzy angielskich.
---
Z kolegami z okolic Wałbrzycha stosowaliśmy ją z dużym powodzeniem, ponieważ była  idealnie dostosowana do charakteru naszych rzek. Z czasem się okazało, że można ją stosować w każdej rzece górskiej. Po serii sukcesów wałbrzyskich muszkarzy nasz lokalny sekret stał się powszechnie znany w całej Polsce. Kilka lat temu przejął ją i udoskonalił Piotr Wróbel z Krakowa - trzykrotny mistrz Polski. Ja sam przywykłem do tej metody  tak bardzo, że bez niej nie ma dla mnie łowienia na muchę.
---
Metoda wałbrzyska polega na  stosowaniu przyponu żyłkowego na tyle długiego, by sznura używać jak najmniej, a najlepiej wcale. Podczas łowienia na nimfę sznur jest nie tylko zbędny, ale wręcz utrudnia prawidłowe prowadzenie much. Powodem jest  jego ciężar. Sznur muchowy jest ciężki, żeby można było lekkie muchy daleko zarzucać, a potem, zależnie od jego pływalności,  prowadzić je  w określonej warstwie wody.
Te funkcje odpadają jednak, kiedy  się  łowi nimfami, bo są one na tyle ciężkie, że można je zarzucić na odległość kilku metrów także bez sznura. Z kolei – jeżeli będą miały odpowiednią wielkość i obciążenie, a nimfa prowadząca i skoczek zostaną należycie rozłożone na przyponie - będzie je można  dobrze poprowadzić w dowolnie wybranej warstwie wody. W tej sytuacji sznur staje się piątym kołem u wozu. Po prostu utrudnia jazdę.
obrazekPoza nielicznymi sytuacjami nie prowadzi się przecież nimf idealnie pod szczytową przelotką, ale nieco dalej. To “nieco” to czasem kilkadziesiąt centymetrów, a czasem kilka metrów. Jeżeli mamy  standardowy przypon żyłkowy nie dłuższy od wędziska, to musimy pewien odcinek sznura wysnuć poza szczytówkę. Czasem jest to nawet kilka metrów, a wtedy sznur zwisa, bo jest  ciężki.  Opóźnia to sygnalizację brań, bo zanim je wyczujemy  na wędzisku, to najpierw sznur musi się wyprostować. Kiepskie jest też wyczucie prowadzonych much, bo z takim opóźniaczem  trudno odróżnić, czy mamy  branie, czy to tylko mucha musnęła jakiś kamień. Jeżeli nawet zatniemy wcześniej, bo zaalarmował nas  prostujący się sznur, to zacięcie i tak  będzie opóźnione, ponieważ sznur jest bezwładny.  Im dalej chcemy łowić i im więcej sznura wysnujemy poza szczytówkę, tym większy będzie jego zwis, a to oznacza problemy. Tymczasem bardzo skutecznie można łowić nie w oddali, lecz niemal pod samym kijem.  Stąd  zapewne narodził się pomysł, aby sznur zastąpić żyłką.
Użycie żyłki jako jedynego łącznika much z wędziskiem daje ogromne korzyści. Zwis żyłkowego przyponu jest nieznaczny. Przy odrobinie wprawy można dokładnie wyczuć, co się dzieje z muchą. I nie ma takiej możliwości, żeby  nie zauważyć brania albo nie odróżnić go od zaczepu. Szybkość i skuteczność zacinania nawet z odległości kilku metrów jest taka sama jak podczas łowienia  pod kijem, bo żyłka prawie nic nie waży, więc nie jest bezwładna.
Zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb przypon żyłkowy może być najwyżej dwa razy dłuższy od używanego wędziska. Co prawda podczas zawodów ograniczenie to nie obowiązuje i do sznura muchowego można sobie dowiązać nawet stumetrową żyłkę, ale w innych okolicznościach  trzeba tego przepisu przestrzegać.
W tej sytuacji możliwe są dwa rozwiązania.
Pierwsze: trzeba mieć  dostatecznie długie wędzisko.  Regulamin nie ogranicza długości wędziska muchowego, więc  teoretycznie można sobie wyobrazić nawet muchówkę pięciometrową. Co prawda im dłuższe wędzisko, tym łatwiej podawać i prowadzić nimfy, ale bez przesady. Aż tak długi kij byłby zbyt ciężki i nieporęczny.
Rozsądnym kompromisem wydaje się przepis dotyczący sportu muchowego. Ogranicza on (ten przepis) długość stosowanego na zawodach wędziska do 12 stóp, czyli w przybliżeniu 3,66 m. Zasięg takiego wędziska pozwala prowadzić nimfy bardzo dokładnie na siedmiometrowym przyponie. Jednocześnie może to być wędzisko na tyle lekkie i poręczne, żeby dało się nim wygodnie łowić przez wiele godzin. Ponieważ w sklepach nie ma takich muchówek, wielu zawodników z krajowej czołówki buduje je samemu.
obrazekSam na co dzień posługuję się muchówką trzymetrową, mogę więc mieć  przypon żyłkowy o długości sześciu metrów. Wędzisko o długości dziewięciu  stóp (2,7 m) może się jednak okazać za krótkie, zwłaszcza gdy się łowi w dużych rzekach.
Jeżeli ktoś uważa, że jego wędzisko jest  zbyt krótkie,  może zastosować sznur o możliwie najniższej numeracji AFTM, a więc o najmniejszym ciężarze jego pierwszych dziewięciu metrów. To jest właśnie to następne z dwóch rozwiązań, o których była wcześniej mowa. Siła blanku wędziska jest tu bez znaczenia, bo przy rzutach sznur go nie obciąża. Chodzi tylko o to, żeby odcinek sznura wysnuty poza przelotki ważył jak najmniej.
W sklepach bez trudu można kupić sznury nr 3. Dwójki i jedynki trzeba już sprowadzać na indywidualne zamówienia. Warto przy tym pamiętać, że sznury typu DT, a więc na obu końcach zwężone,  bardziej się nadają do naszych celów niż sznury cylindryczne typu L. Mając zatem do wyboru sznury DT4 i L3 zdecydowałbym się raczej na ten pierwszy. Jego początkowy, najbardziej nam potrzebny odcinek, jest cieńszy i lżejszy niż w sznurze typu L o niższej numeracji.
---
Łowiąc z długim przyponem żyłkowym należy dopilnować drobnego na pozór szczegółu. Chodzi o  jego połączenie ze sznurem. Złącze musi być na tyle cienkie i gładkie, żeby się  łatwo prześlizgiwało przez przelotki. Najlepiej za pomocą igły wprowadzić przypon w koniec sznura i miejsce połączenia zabezpieczyć  omotką.
---
Metoda żyłkowa pozwala nie tylko rozpoznawać i zacinać więcej brań, ale również łowić w miejscach, gdzie nimfa podana w tradycyjny sposób byłaby mało skuteczna. Mam tu na myśli przede wszystkim małe i płytkie rzeki z  bardzo przejrzystą wodą. Gdy w takich rzekach wędkarz  podaje nimfę w tradycyjny sposób, ryby się od niego odsuwają, bo płoszy je  widok sznura. Widziałem to wiele razy. Łowiąc w tych samych miejscach metodą żyłkową można było liczyć na kilkakrotnie większą ilość brań.
Metoda żyłkowa znakomicie nadaje się do podawania nimf pod prąd. Długi przypon pozwala bowiem ściągać je dokładnie z prędkością spływającej wody. Ze  sznurem bardzo trudno to zrobić, ponieważ jego wybrzuszenie utrudnia kontakt z nimfami i  powoduje, że ściąga się je zbyt szybko lub nierówno. Poza tym metodą żyłkową można obłowić dłuższy odcinek nurtu.
Gdy się  łowi w głębokiej wodzie, nimfa prowadząca musi być mocno dociążona, żeby sprowadziła zestaw do dna. Wtedy główną muchą łowiącą staje się lekki skoczek. Podczas łowienia w wodzie płytkiej  można zastosować dwie lekkie muchy, jednak ich łączna waga musi być na tyle duża, żeby żyłka była napięta. Łatwiej to uzyskać, kiedy się zastosuje bardzo cienki przypon, np. 0,12 zamiast 0,16 mm, bo jest on mniej wrażliwy na napór wody. Cienki i długi żyłkowy przypon oddaje także nieocenione usługi przy łowieniu w kipieli za progami rzecznymi. Na żyłce można podać nimfy nawet  tam, gdzie napór wody na sznur utrudniałby łowienie  lub nawet je uniemożliwiał. Podczas ściągania cienki   przypon trzeba lekko przytrzymywać palcami. Inaczej przy zacięciu kijem będziemy zrywać ryby razem z nimfami.
Kolejna zaleta metody żyłkowej ujawnia się podczas zawodów. Mogę wtedy poprowadzić nimfy rzucając je w poprzek rzeki nawet na odległość dziesięciu metrów. Podczas prowadzenia wystarczy wysoko podnieść szczytówkę, żeby jak najmniejszy odcinek żyłki leżał na wodzie. Dzięki temu obławiam miejsca, do których nie mogę blisko podejść.
Jedyny problem związany z metodą żyłkową ujawnia się podczas deszczu. Kiedy żyłka klei się do mokrego kija, trudno zarzucić nimfy, a o dobrym z nimi kontakcie podczas prowadzenia nie ma nawet mowy. Wtedy z konieczności skracam przypon i łowię na nimfę w sposób tradycyjny.
Jan Adamów
Wilkanów k. Bystrzycy Kłodzkiej