Zdjęcie znad wody

MULTIPLIKATOR NA LEKKO

 

obrazekKto oglądał wędkarski program telewizyjny „Wędkarskie przygody”,  zapewne zauważył, że Rex Hunt, a także jego przyjaciele, z wielką wprawą posługują się zarówno kołowrotkami ze szpulą stałą, jak i multiplikatorami. Mnie w tych filmach najbardziej fascynowało łowienie lekkim, jednoręcznym zestawem castingowym. Z podziwem patrzyłem, jak Rex łowi bassy   jednoczęściowym wędziskiem uzbrojonym w niskoprofilowy  multiplikator. Imponowały mi  kilkunastometrowe precyzyjne rzuty oraz  skuteczny hol sporych ryb. To podziałało na mnie jak zachęta.
Mając już spore doświadczenie w posługiwaniu się multiplikatorami -  tak mi się wydawało - zająłem się sprawą metodologicznie. Po pierwsze - skompletować  sprzęt. Chciałem mieć wędzisko o ciężarze rzutowym do 20 g i długości od 180 do  210 cm. Do niego potrzebny mi był multiplikator, najlepiej niskoprofilowy (tak się nazywa multiplikatory, których poprzeczny przekrój ma wygląd spłaszczonego koła)  o wadze około 300 g.
Jedynym odpowiednim kołowrotkiem, jaki mogłem kupić  w kraju, było  Shimano. Wystarczy. Kłopoty zaczęły się z wędziskiem. Za względów ekonomicznych odrzucałem zakup drogich jednoczęściowych lamiglassów z serii Titanium. Przeszukałem znane mi komisy i przejrzałem ogłoszenia, aż w końcu kupiłem kije w Cabelasie (wysyłkowa firma w USA). W krótkim czasie stałem się  posiadaczem kilku wędzisk castingowych jedno- i dwuczęściowych, o długości od 175  do 210 cm. W tej samej firmie kupiłem kołowrotki Ambassadeur 3600 PRO, Shimano Citica oraz Quantum. Oczywiście wszystko to nie naraz.  W  miarę, jak poszczególne przedmioty do mnie docierały, natychmiast brałem je nad wodę i łowiłem.
 Na pierwszy ogień poszedł jednoczęściowy Ugly Sticka  i ABU 3600 Pro. Całości dopełniały żyłka 0,23 i 15-gramowa wahadłówka. Wyniki mocno mnie zmartwiły. Trudność sprawiały mi rzuty  jedną ręką. Były niecelne, a ręka  bardzo szybko się męczyła. Nie potrafiłem lewą ręką operować wędziskiem, do którego był dokręcony kołowrotek na rękę prawą.
To na pewien czas ostudziło mój zapał, ale wkrótce udało mi się kupić leworęczny niskoprofilowy multiplikator Citica 201 Shimano. Gdy go  założyłem do tego samego Ugly Sticka,  świat mi się odmienił. obrazekMogę teraz jednoręcznym wędziskiem operować  prawą ręką, która w moim przypadku jest  silniejsza. Po zarzuceniu przynęty nie muszę przekładać wędziska do drugiej ręki. Lewa ręka, już przyzwyczajona do kołowrotków o stałej szpuli, znakomicie kręci korbką multiplikatora. W stabilnym utrzymaniu wędziska pomaga pazur, na którym opiera się palec wskazujący.
Poszedłem dalej i kupiłem kolejne wędziska. Były to jednoczęściowe kije o długości 213 cm. Ich akcja (szczytowa, fast), ciężar, krzywa ugięcia oraz dynamika były fantastyczne. Pozostał tylko dylemat:  jak je transportować na łowisko? Amerykanie takich problemów nie mają, bo na ryby jeżdżą dużymi samochodami, a ja mam tylko poloneza. Wpadł mi nawet do głowy pomysł, żeby je przerobić  na wędziska dwuczęściowe. Na szczęście wraz z kijami dostałem tubę o długości 220 cm, która choć z trudem, do poloneza jednak wchodzi. Dobrze, że Opatrzność nade mną czuwała i od przeróbki wędzisk odstąpiłem.
 Założyłem do nich niskoprofilowe multiplikatory z żyłką 0,23 i 0,25 mm. Łowiłem przynętami (obrotówki, woblery i gumy) o ciężarze od  8 do 20 gramów. Wędziska miały doskonałą dynamikę rzutu i paraboliczną akcję podczas holu ryb. To, że są jednoczęściowe, też wpływa na ich akcję, bo od dwuczęściowych są nie tylko   lżejsze, ale mają, trudną do opisania, nadwyżkę mocy bardzo przydatną przy holu siłowym. Po prostu w miarę uginania się pod ciężarem holowanej ryby robią się bardziej sprężyste, a dolnik jest na tyle mocny, że bez najmniejszego problemu pozwala zaciętą rybę prowadzić. Krótkie wędziska mają dodatkową zaletę: są poręczne przy łowieniu  z łódki. Teraz na łódkę zawsze zabieram oba jednoczęściowe zestawy castingowe. Jeden z żyłką, drugi z plecionką.
obrazek
Trochę spraw technicznych

Niewtajemniczonym w sekrety multiplikatorów  śpieszę wyjaśnić, że w przypadku takich kołowrotków i kijów za przynęty lekkie  uznaje się te, które ważą nie więcej niż 20 g. Dla castingów  jest tylko jeszcze jeden szczebel w dół, który  odpowiada mniej więcej ciężarowi obrotówki Aglia 2. Rzucanie lżejszymi przynętami za pomocą multiplikatora nie ma już sensu  (ultralekkiemu castingowi poświęcę inny artykuł).
 Chcę jeszcze zwrócić uwagę na kilka spraw związanych z techniką rzutu.  Bardzo ważne jest właściwe ustawienie hamulca magnetycznego lub odśrodkowego w kołowrotku. Musi ono być dostosowane  do wielkości i ciężaru przynęty.  Za każdym razem, kiedy się przynętę zmienia, należy te ustawienia korygować.
Kije castingowe powinny być dostosowane do przynęt. Do woblerów lepsze są sztywne o akcji szczytowej, do  wahadłówek i obrotówek bardziej elastyczne, o akcji średniej. To dlatego Amerykanie zabierają na łódki po kilka odmiennie uzbrojonych wędzisk wychodząc z założenia, że lepiej rzucać blisko i celnie niż daleko, ale  niecelnie.
obrazek
ZALETY
Podczas łowienia muliplikatorami  potrzeba mało siły, żeby swobodnie poprowadzić dużą przynętę stawiającą w wodzie spory opór. Poza tym są to kołowrotki pod względem mechanicznym bardzo wytrzymałe. Mają proste, ale bardzo sprawne sprzęgła (hamulce). Nie skręcają żyłek, a prowadzoną przynętę czuje się lepiej niż w przypadku kołowrotków o stałej szpuli.
   
WADY
Multiplikatory mają też wadę. Polega ona na naturalnej tendencji do plątania żyłki (powstają tzw. brody). Można tego uniknąć, ale potrzebna jest długa nauka rzucania, wymagająca sporej cierpliwości. Ale to ich jedyna wada i prawdę powiedziawszy łatwa do pokonania.
Andrzej Radaszkiewicz