Zdjęcie znad wody

OKONIE Z DARGINA

ZAWODY SPININGOWE - DRAPIEŻNIK - GIŻYCKO '2015
obrazek
Giżyckie Stowarzyszenie Wędkarskie zorganizowało w dniach 19 i 20 września zawody spiningowe w których wzięło udział 68 zawodników rekrutujących się z niezależnych towarzystw z całego kraju.
Dla przypomnienia powiem, że w 1999 roku do Giżycka zawitał „Wędkarz Polski” z Pucharem, a już rok później, systematycznie, aż do dzisiaj, rozgrywane są zawody organizowane przez wówczas powstałe Towarzystwo. Słowem, tradycja co się zowie, podmurowana wspaniałymi osiągnięciami GSW bazującymi wyłącznie na pracy społecznej.
obrazek
Formuła rozgrywanych zawodów zawsze jest taka sama: łowi się tylko ryby drapieżne. Na wcześniej rozgrywanych zawodach waga ryb złowionych przez dwa dni, bo tyle trwają zawody, była sumowana. Od niedawna liczą się punkty za zdobyte każdego dnia miejsce. Taki sposób liczenia uznano za sprawiedliwszy bo wyklucza przypadki, na przykład złowienie tylko jednej dużej ryby w trakcie dwóch dni zawodów. Jedna duża ryba może przebić kilkadziesiąt mniejszych złowionych, każdego dnia po kilkanaście. Tak się zdarzało.
Rafał Cieszyński - zwycięzca zawodów.
http://www.wedkarz.pl/wp-webapp/article/3829

Skoro jesteśmy przy rybach to poświęćmy im trochę uwagi.
Łowiliśmy przez dwa dni na Jeziorze Dargin. To piękne jezioro z niezliczoną ilością podwodnych,kamienistych wzniesień oraz obrazekprzybrzeżnymi płyciznami wybrukowanymi głazami i drobniejszymi kamieniami pośród których wyrasta podwodna roślinność. Zatoki wcinające się w ląd i zatoczki, w pasie trzcin, tworzą rybom idealne warunki do rozrodu i bytowania. Niestety ryb jest mało. Świadczą o tym nie tylko wyniki zawodów, o tym również mówili nam miejscowi wędkarze, a kto może wiedzieć lepiej, zwracając uwagę na ilość i sposób prowadzonych odłowów rybackich. Gdyby na zawodach ustalono wymiar okonia na 20 cm trafiłaby do stolika sędziowskiego najwyżej piąta część złowionych ryb. Łez nie otarły szczupaki, których było bodaj 9 sztuk, bo cóż to za ilość na tak ogromny akwen, kiedy w zawodach bierze udział blisko siedemdziesięciu chłopa.
obrazek
ORGANIZACJA ZAWODÓW
I WĘDKOWANIE

Do stolika sędziowskiego podchodzi przewodnik i losuje dwóch zawodników. Przewodnikami są miejscowi wędkarze, członkowie GTW, posiadający łodzie. Umiejętności przewodników w lokalizowaniu ryb są różne, ich wiedza o łowisku niejednakowa i wyposażenie łodzi też nie jest podobne, ale to przez wszystkich jest akceptowane bo tak jak w łowieniu i w losowaniu potrzebne jest trochę szczęścia.
Moim zdaniem największym szczęściem dla zawodnika jest nie przewodnik tylko partner wędkarz. Bardzo wielu zawodników brało udział w giżyckich zawodach już kilkanaście razy i znają akwen od strony, która najbardziej jest przydatna spiningistom. Przewodnicy, wielu z nich łowi na żywca i mało znają te jeziorne rewiry na których nasze szanse są największe. Przykład.
obrazekNa kilka dni przed zawodami miejscowi zlokalizowali stynkę. Była w połowie głębokości, która w tym miejscu wynosiła 20 m. Pod stynką były okonie i szczupaki. Nasze próby złowienia ryb, byłem w tym miejscu z dwoma kolegami, spełzły na niczym. Nie mieliśmy nawet brania, ale okonie były, tyle, że nie dla wszystkich. Były dla łowiących wyłącznie na żywca i ściągnęły w to miejsce kilkanaście łodzi.
obrazekInny przykład już z zawodów. Przewodnik odmawia wpłynięcia na podwodną górkę gdzie głębokość wynosi od pół do dwóch metrów obawiając się, że urwie śrubę napędową. Kotwiczy za obrysem podwodnego wniesienia na głębokości 3 do 3,5 metra. Owszem tutaj też są okonie, ale „przebiegowe”, więc złowienie ich związane jest z łutem szczęścia – podpłyną w zasięg rzutu albo nie podpłyną. Miejsca kotwiczenia jest dobre dla tego kto łowi na żywca bo może go wstawić w oczka wśród podwodnej roślinności otaczające łódkę. Pływać zaś za pojedynczymi, atakującymi okoniami jest bez sensu, kiedy łódka nie ma wioseł, a okonie jeszcze się nie zbiły w ławice. Więc jesteśmy skazani...
obrazek


Z MISTRZEM NA ŁÓDCE
Miałem szczęście. W drugim dniu wylosowałem za partnera Rafała Cieszyńskiego, który te zawody wygrał.
Czytelnikom „Wędkarza Polskiego” nie muszę przypominać kolegi o którym wielokrotnie pisaliśmy. Innym powiem, że kilkakrotnie zdobywał najwyższe miejsca na Pucharze „WP”, a na zawodach Federacji Towarzystw Wędkarskich zawsze zajmuje najwyższe miejsca. Do zawodów zawsze jest przygotowany. W tym roku miał spore utrudnienie. W przeddzień przyleciał z Anglii. Koledzy kupili mu żyłkę i pożyczyli kije. Z sobą miał dwa małe pudełeczka,każde z czterema przegródkami. W nich główki dżigowe i gumki. Dżigi ważące od 0,5 do 2 obrazekgramów i gumki, typu jaskółka, w kilku kolorach o długości maksymalnej 5 cm. Miał kije marki „firma”. Jeden wklejanka, drugi ze szczytówkę rurkową. Wklejankę używał tylko do jaskółek, na drugim miał zawiązaną obrotówkę No 2.
obrazekWczoraj, podczas pierwszego dnia zawodów, Rafał wędkował na łowisku z którego wyciągnął kilkadziesiąt okoni, blisko setkę wyrzucił bo nie miały wymiaru. Uznał, że szkoda czasu na przerzucanie niewymiarków i dzisiaj pokierował przewodnikiem w odległy koniec jeziora, na tzw. Czarny Róg. To łowisko znał z ubiegłych lat i wiedział o nim, że nie ma tylu niewymiarowych okoni oraz, że w tym rejonie jest kilka stanowisk na których można spotkać okonie.
obrazekKotwicę rzuciliśmy na głębokości około 2 metrów w odległości około 20 metrów od trzcin. Dosyć silny wiatr wiał nam w plecy i co chwilę zmieniał kierunek. Pomagał bo rzucaliśmy lekkimi przynętami, a miotana wiatrem łódka ustawiał się tak,że pozwalała rzucać raz prostopadle do trzcin innym razem równolegle do nich. Dżigi upadały na powierzchnię w miejsca gdzie było około półtora metra głębokości.
Jeszcze przed dotarciem na łowisko Rafał dał mi kilka gumek i główek 1. gramowych. Wcześniej zapytał jaką mam żyłkę. Odpowiedziałem, że Stroft 0,14. Uznał ją za odpowiednią, ale podczas łowienia, kiedy on wyciągał okonia za okoniem ja nie mam brań. Dał mi motek swojej 0,12. Kiedy jej grubość porównywałem do żyłki jaką miałem nawiniętą na kołowrotek przypomniałem sobie, że każdy Stroft jest przegrubiony o dwie dychy. 0,12 to 0,14, a 0,14 to 0,16 mm, itd.
obrazekGdyby nie było wiatru grubość żyłki – powiedział Rafał – nie miałaby tak istotnego znaczenia. Teraz wieje z boku, to wybrzusza żyłkę i pod wodą przeciąga przynętę, a takiej okonie nie atakują.
Kiedy nawijałem dwunastkę dargona Rafał miał już 15 okoni.
Ostateczny wynik wędkowania: Rafał ma 80 okoni, ja 28. Ta różnica nie wynikała z grubości żyłki. Dzięki cienkiej żyłce mogłem złowić swoje okonie, ale Rafał był klasą sam dla siebie.
 
http://www.firmadragon.pl/
JAK ŁOWIŁ RAFAŁ
Wykonywał rzuty jak najdalsze, na ile pozwalała dynamika wymachu kijem. Łowił gumką z ogonkiem typu igła nabitą na główkę ważącą jeden gram. Kiedy przynęta pacnęła w powierzchnię nie czekał ani chwili tylko lekkimi szarpnięciami szczytówki wprawiał ją w ruch równocześnie ściągając tyle ile zabrał żyłki mały kołowrotem w dwóch – trzech obrotach korbki. Po tych operacjach zostawiał przynętę w spokoju. Niech opada. W trakcie opadu następowały brania.
---
Wiele brań było już po pierwszych szarpnięciach, czyli najdalej od łódki. Jeszcze więcej okoni łowił Rafał po przeciągnięciu przynęty (z podszarpywaniem) kilku metrów.
Kiedy nie mogłem dać sobie rady z takim sposobem łowienia, przezbroiłem jeden z kijów na boczny trok. obrazekTą metodą złowiłem kilka okoni dosłownie w miejscach w którym Rafał łowił z powierzchni. W pewnej chwili okonie przestały brać na boczny trok. Zmieniałem gumki, ale to nie przynosiło rezultatu. Rafał łowił nadal.
Do tej pory nie sądziłem, że okonie właśnie w taki sposób reagują na bazę pokarmową. Dzisiaj jadły malutkie rybki, tegoroczny wylęg pływający tuż pod powierzchnią. Okonie musiały być pod nim – kilkanaście, kilkadziesiąt centymetrów. Musiały więc dostrzec w przejrzystej wodzie zestaw bocznego troka, a jeżeli nawet nie dostrzegały to słyszały gruchot ciężarka o kamienie którymi wyściełane było dno. Jeżeli były w pół wody miały do niego kilkadziesiąt centymetrów. Nie były jednak tym zainteresowane.
---
Dało się zauważyć jeszcze jedno zjawisko. Towarzyszyło nam w każdym zmienianym miejscu. Nagle okonie przestawały brać. Wówczas Rafał sięgał po zestaw z obrotówką i wykonywał kilka rzutów. Po nich jakby się okonie przebudzały i przez jakiś czas były brania. Na każdym łowisku taki zabieg działał tylko kilka razy. Chyba okonie też znają powiedzonko „do trzech razy sztuka”.
Wiesław Dębicki

obrazek


                                                                                                                        






                                                                           

WYNIKI
1. Rafał Cieszyński                                                  2925 g                                        4005 g                     6 pkt.
2. Marek Roliński                                                   2185                                            2965                   17
3. Rafał Sitko                                                           1955                                              2765                   22
4. Jacek Kozłowski                                                1630                                             3005                   24
5. Krzysztof Świerczyński                               3095                                              1360                   29
6. Mirosław Naruszewicz                                  1620                                             2085                   33
7. Krystian Lewandowski                                    2720                                          1210                        35
8. Robert Murawski                                                 1600                                       2070                     35
9. Piotr Jankowski                                                     1190                                     3025                         36
10. Janusz Dawidko                                               1365                                          1945                       44
obrazek