Z PLUSKIEM CZY BEZ PLUSKU

Wędkarz na łowisku powinien przede wszystkim czuć się szczęśliwy, a zatem także w pełni wyluzowany (żadnej musztry!)
---
Rzucać blachą byle jak czy kłaść ją na powierzchni wody bez plusku? Jedni utrzymują, że przynętę należy kłaść, bo plusk płoszy zaczajonego drapieżnika. Drudzy nie dbają o to, czy przynętę położą, czy byle jak rzucą. Zresztą nie dbają także o to, czy machną kijem stylowo, czy jak im wyjdzie. I nie jest to wcale oznaką nieuctwa, niechlujstwa czy braku osobistej kultury. Po prostu uważają, że z tym płoszeniem to lekka przesada, a poza tym są zwolennikami pełnej swobody nad wodą.
Wędkarz na łowisku powinien przede wszystkim czuć się szczęśliwy, a zatem także w pełni wyluzowany (żadnej musztry!), w drugiej kolejności starać się być skuteczny, zaś skuteczność nie zawsze daje się pogodzić z elegancją ruchów. Każdy wędkarz ma swój styl, na który składają się nawyki i wyuczone „sposoby”. W tym tkwi jego poczucie swobody gwarantujące pełną przyjemność wędkowania. Na ryby nie chodzi się po to, by nad wodą ćwiczyć baletowe figury (niektórzy egzaltowani „dżentelmeni wędkarstwa” próbują nawet określać i narzucać normy machania kijem z różnych pozycji wyjściowych!), lecz po to, by czuć przestrzeń i swobodę, by odpoczywać podziwiając malownicze plenery itp. I w końcu po to, by po prostu łowić ryby. Jeśli zaś moje byle jakie machanie i rzucanie blachy z pluskiem komuś nie pasuje, to nie musi na mnie patrzeć, może odejść dalej. Ja tak czynię, gdy spotykam „baletmistrza”, który wyraźnie troszczy się o to, by wszelkie ruchy wykonywać jak na pokazie z niemal komputerową precyzją. Tacy mnie drażnią. Na szczęście jest ich garstka, większość wędkarzy to zupełnie normalni faceci.
---
Skąd się wzięło przekonanie, że plusk przynęty płoszy zaczajonego drapieżnika? Czy ma ono swoje uzasadnienie w badaniach ichtiologów, czy wynika jedynie z faktu, że nazbyt głośne zetknięcie się błystki z powierzchnią wody powoduje paniczną ucieczkę drobnicy?
Wiele razy rozważałem to zagadnienie i w ostatecznym rachunku doszedłem do wniosku, że plusk przynęty nie tylko nie płoszy zaczajonego drapieżnika, ale silniej pobudza go do ataku. Ileż to razy rzucałem blachą przed pysk szczupaka i jeśli nie miał chęci na atak, to się nie płoszył, a nawet nie zmieniał swojego ustawienia. Jeśli błystka go dotknęła, odchylał się  nieznacznie, lecz po chwili wracał do poprzedniej pozycji. W rzadkich przypadkach wolno schodził na głębszą wodę i znikał mi z oczu. Kiedy spininguję z łódki wzdłuż brzegu, umieszczam błystkę z pluskiem w odpowiedniej odległości od przedniego skraju grzybieni lub grążeli, przed pasem trzcin lub sitowia itp. Atak szczupaka na „głośną” błystkę jest bardzo gwałtowny i niemal zawsze skuteczny. Nie zdarza się wtedy, aby szczupak tylko trącał błystkę lub delikatnie ją przytrzymywał.
Umieszczenie żywca w łowisku zawsze łączy się z hałasem, a przecież często się zdarza, że po takim hałaśliwym podaniu spławik nie wypływa na powierzchnię wody, ponieważ żywiec zostaje natychmiast pożarty przez szczupaka.
Te przykłady nie potwierdzają przypuszczeń, że plusk sztucznej przynęty budzi popłoch. Jestem przekonany, że może się on rybom kojarzyć z atakiem niedużego drapieżnika, co w środowisku wodnym jest rzeczą zupełnie normalną. Z podobnymi odgłosami dorosłe ryby powinny być osłuchane, nie widzę powodu, dla którego miałyby się panicznie płoszyć. Rozumiem, że instynkt samozachowawczy nakazuje im się bać, podejrzewam jednak, że siła reakcji na plusk pozostaje w określonym stosunku do wieku, a może i do masy ciała drapieżnika. Mówiąc prościej: malutka blaszka nie powinna spłoszyć dużego szczupaka!
---Istota wędkarstwa spiningowego polega na silnym i gwałtownym pobudzeniu zmysłów drapieżnika przez ruchomą sztuczną przynętę. Pobudzenie to jest najsilniejsze w pierwszej fazie działania bodźca. W naszym przypadku będzie to chwila, w której przynęta styka się z wodą i zaczyna się w niej poruszać. Gdy pada z pluskiem, działa na zmysły drapieżnika w postaci dwóch bodźców: słuchowego i wzrokowego, zaś jej „położenie” na powierzchni może stanowić jedynie bodziec wzrokowy. Im bodziec trwa dłużej, tym na zmysły działa słabiej. Jeśli więc atak nie nastąpi w pierwszej fazie, może nie nastąpić wcale. Na nasze szczęście pierwszą fazą będzie także wejście błystki w pole widzenia drapieżnika, który znalazł się na jej drodze. (Stąd częste przekonanie wędkarzy, że drapieżnik powtórzył atak, a przecież za drugim razem wcale nie musiał atakować ten sam drapieżnik i prawdopodobnie nie on zaatakował!). Pierwszą fazą będzie także poderwanie błystki z dna po jej uprzednim położeniu. Wiedział o tym wędkarz, który ten manewr zastosował jako pierwszy: za jednym rzutem mógł zadziałać na zmysły kilku drapieżników, teoretycznie pomnażając łowieckie szanse.
---
Winą za łowieckie niepowodzenia jesteśmy skorzy obarczać głównie warunki atmosferyczne. Prawdopodobnie jednak rzecz nie sprowadza się do wiatru, temperatury, ciśnienia itp. ani nawet do faz Księżyca. Jest całe mnóstwo innych przyczyn tych niepowodzeń. Gdyby ich nie było, już dawno nie mielibyśmy czego łowić. Jednak moim zdaniem z całą pewnością nie należy do nich plusk sztucznej przynęty.
Andrzej Remlein