Zdjęcie znad wody

PAMIĘĆ POZYTYWNA

obrazek
Francesco Venier jest znanym we Włoszech spiningistą, a także autorem wielu publikacji poświęconych temu tematowi. Wykonuje też oryginalne przynęty spiningowe, prawie wyłącznie woblery. Dąży do tego, aby one jak najdokładniej odtwarzały żywe ryby z konkretnych łowisk.
obrazek
Swoje przynęty maluje ręcznie stosując szeroką gamę kolorów i ich odcieni. Na białym podkładzie firmowych woblerów firm ABU i “Rapala” nanosi pędzelkami wzory i ubarwienia z precyzją i wiernością zbliżoną do oryginału.
Francesco współpracuje z największymi producentami woblerów proponując im swoje wersje przynęt. Widziałem listy pochwalne z całego świata pisane do niego przez wybitnych wędkarzy i managerów najznakomitszych firm. Specjalnie dla “Wędkarza Polskiego” Francesko przedstawia swój punkt widzenia na sztukę spiningu.
Wędkarstwem zajmuję się od wielu lat. Jest to dla mnie sposób na życie bliskie przyrodzie, wolne od narzuconych schematów, bezsensownych konwenansów i technologicznego zatrucia. Wędkarstwo nie może być bezmyślne. obrazekAby je do głębi przeżywać, musimy się nauczyć “czytać wodę”, poznać zwyczaje i biologię ryb. Jest też ważne, by pamiętać, że przeciwnik, którego usiłujemy złowić, walczy z nami o swoje życie. Wędkarski honor nakazuje, aby darzyć go podziwem i szacunkiem.
Spośród wszystkich metod wędkowania najbardziej pociąga mnie spining. Wymaga on bowiem na równi sprawności fizycznej, biegłości umysłu i dyscypliny w przestrzeganiu reguł sztuki. W mojej praktyce spiningowej stosuję wiele przynęt, rozmaitych pod względem kształtu, barwy, akcji i przeznaczenia; także te - a właściwie głównie te - które są wiernym naśladownictwem prawdziwych ryb. Doświadczenie mnie uczy, że użycie przynęty wykonanej na podobieństwo żywej ryby - w strefie, w której ryby te występują i w której łowimy - jest najbardziej efektywne. Rynek, nawet ten wyspecjalizowany, nie zapewnia dostępu do takich przynęt. Dlatego od dawna próbuję naśladować kolorystykę ryb, używając woblerów firm “Rapala” i ABU. Korzystam przy tym z rozmaitych opracowań, m.in. tablic Linneusza.
obrazekDrapieżnik szuka ofiary, by się nią pożywić. Jeśli więc chcę go skusić do ataku, to powinienem się posłużyć przynętą dokładnie taką samą. Wprawdzie ryby zaskoczone atakują niemal wszystko, z drugiej jednak strony drapieżniki, szczególnie te duże, choć cokolwiek nieostrożne i zapominalskie, zdają sobie sprawę z prezentowanego im z takim optymizmem oszustwa. Wielkie pstrągi marmurowe z jeziornych toni albo duże szczupaki przemierzające rzekę tam i z powrotem na pewno spotkały w swoim długim życiu wiele sztucznych przynęt i - jak sądzę - nauczyły się je odróżniać od tego, co prawdziwe.
Moim zdaniem w błędzie są ci, którzy uważają ryby za stworzenia głupie. Jeśli przeżyły nieprzychylność przyrody i ataki człowieka, to nie jest to tylko przeznaczenie. Żeby przetrwać, muszą sobie zdawać sprawę ze wszystkich czyhających wokół niebezpieczeństw, a zarazem widzieć, co nadaje się do pożarcia. Każdy drapieżnik jest wyposażony w dwa rodzaje pamięci: a) pamięć negatywną, która każe uciekać od nieznanego i omijać niebezpieczeństwo; b) pamięć pozytywną, która pozwala rozpoznać to, co jest użyteczne do przetrwania jednostki i gatunk  utrwala wiedzę, gdzie szukać pokarmu i jak go upolować. Z tej pamięci pozytywnej wędkarz powinien korzystać.
Nie ma przynęt skutecznych i zarazem uniwersalnych. Przynęta będąca imitacją ryby nie może się odwoływać tylko do jej cech ogólnych, musi być przede wszystkim podobna do tego, co naśladuje. Z kolei nie możemy twierdzić, że jakaś przynęta, spełniająca ten warunek, będzie dobra np. na wszystkie szczupaki. Może się bowiem obrazekzdarzyć  tak, że ryba, którą ta przynęta naśladuje, jest zupełnie nieznana szczupakowi, którego właśnie chcemy złowić. Po prostu w jego strefie żerowania ten gatunek nie występuje. Wynika stąd bardzo ważny wniosek: trzeba mieć wiele rozmaitych przynęt, by stosownie do sytuacji dobrać tę właściwą. Nie ufajcie tylko jednej przynęcie (to dość częsty błąd), choćby miała znakomitą opinię. Zmieniajcie je tak często, jak to tylko możliwe. Pamiętajmy jednak, że w wodzie mało przezroczystej idealny (naturalny) układ kolorów  na przynęcie odgrywa mniejszą rolę. Bardziej liczy się wtedy duża ich widzialność. Nazywam to “efektem błysku” (flesza).
obrazekCo jednak robić, jeśli nie mamy imitacji idealnej, lecz tylko “zwyczajne” sztuczne przynęty? Otóż musimy je prowadzić szybciej, by drapieżnik nie miał czasu na rozpoznanie fałszerstwa. I odwrotnie: przynęty “prawdziwe” (dokładne naśladownictwo) prowadzimy bardzo wolno, ruchem trochę nieregularnym i z długimi przerwami. Jest zasadą selekcji naturalnej, że ofiarą zawsze pada słaby. Zgodnie z nią drapieżnik atakuje przede wszystkim ryby chore, zranione lub martwe. I tak właśnie powinna się zachowywać nasza przynęta “prawdziwa”.
Takie to są dla spiningisty pożytki z pamięci pozytywnej.
Francesco Venier
Opr. Bodek