Zdjęcie znad wody

TOŁPYGA NA SPINING

 
obrazek
To było krótki wypad. Planowałem pospiningować nie dłużej niż trzydzieści minut bo szedłem na trzecią zmianę i więcej czasu nie miałem.
Zawiązałem małą aglię – dziewięciogramową. Woda była płytka i  nie chciałem łapać zaczepów, ale bodaj, już w piątym rzucie, kiedy prowadziłem obrotówkę blisko dna, przynęta o coś zahaczyła. Po kilku próbach delikatnego odczepienia zdecydowałem się na zerwanie żyłki. Owinąłem żyłkę (0,22mm) na ręce i zacząłem naciągać. Gdy już bylem pewien że żyłka strzeli zaczep ruszył się i zrobił wielką falę.  Zalały mnie poty, nogi zrobiły się jak z waty a ręce drżały. Zaczęło się.
obrazekOdjazd który mnie zaszokował gdyż nie miałem jeszcze tak szybko uciekającej żyłki z kołowrotka, której na szpuli było coraz mniej. Moja zdobycz poszła na drugą stronę stawu i dobrze bo miałem chwilę czasu na planowanie dalszej walki. Tam się zatrzymała, a ja obrazekpodjąłem próby jej podciągnięcia. Znowu zaczęła odpływać, a na moim kołowrotku skończyła się żyła. Niewiele myśląc zacząłem przedzierać się brzegiem przez trzciny i krzaki, żeby skrócić dystans do ryby. Przykręciłem hamulec i skróciłem dystans do ryby na jakieś 30 – 40 metrów. Po takim maratonie, z kijem w ręku, wyczułem, że ryba jest tak samo jak ja zmęczona. Te 20min walki które stoczyliśmy należały do mnie.
30 kilogramów i 124 cm długości.
Brzyski Marcin
Poniatowa