SPOSOBY NA LESZCZE

Od wielu dziesięcioleci leszcze należą do tych ryb, które wędkarze łowią najchętniej. Kto raz połknął leszczowego bakcyla, ten łatwo się nie wyleczy i prawdopodobnie będzie łowił te ryby przez wiele lat. By nie musiał się uczyć wszystkiego na własnych błędach, proponujemy garść informacji, dzięki którym początki będą trochę łatwiejsze.



Lokalizacja

Leszcze pływają w ławicach i się spławiają, dlatego łatwo je zlokalizować. Dla porównania: duże liny są  samotnikami, a dziko żyjące, kilkunastokilowe karpie trudno zauważyć.  Ale uwaga, im leszcze większe, tym ich ławice są mniej liczne. Największe sztuki żyją czasem samotnie. W ciepłe wieczory, kiedy najchętniej je łowimy, leszcze lubią przebywać w górnych warstwach wody. Wtedy tym łatwiej je znaleźć.
Leszcze pływają po stałych trasach. Gdy pokażą się na powierzchni, to jest pewne, że będą żerować w tym samym miejscu na dnie. Wędrówki leszczy są bardzo regularne. Nieco dłuższa obserwacja pozwala ustalić nie tylko dokąd płyną, ale też  o której godzinie się tam pojawią. Najlepiej sprawdza się to  w jeziorach. Leszcze patrolują wodę nad podwodnymi uskokami lub rynnami. Są to miejsca, przez które przepływają wodne prądy.
W naturalnych warunkach leszcze w nocy nie żerują, ale pamiętajmy, że nasze jeziora nie są całkiem  naturalne, w każdym razie z punktu widzenia leszczy. Odnosi się to zwłaszcza do tych jezior, które bardzo polubili wędkarze. Tam bowiem leszcze odżywiają się nie tylko pokarmem naturalnym. W skład ich diety wchodzi też  obficie rozsypywana zanęta. A że w przyrodzie zwierzęta korzystają z każdej nadarzającej się okazji,  leszcze nie opuszczą zanęconego miejsca. Jeżeli znajdzie się ono na trasie ich naturalnych wędrówek, będą tam żerować, ale raczej tylko  w dzień. W nocy zboczą z trasy, bo wtedy czują się bezpieczne. Za dnia jest to mało prawdopodobne.
Kto więc chce zanęcić z dobrym skutkiem, powinien dokładnie obserwować wodę, żeby wykryć leszczowe trasy. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Wtedy dobrym pomocnikiem na łódce jest echosonda. Niemal każdy uskok dna, który się pokaże na ekranie, będzie dobrym leszczowym łowiskiem.

Zanęty i przynęty
Zwykło się sądzić, że leszcze biorą na wszystko, byle  tego było dużo. To prawda, ale srogo się pomyli ten, kto będzie nęcić leszcze na przykład kukurydzą w jeziorze,  w którym miejscowi wędkarze od wielu lat stosują do tego celu makaron kolanka. Leszcze szybko się zadomowią w nowym łowisku, jeżeli i tam znajdą swoje kolanka. Natomiast długo będą się przyzwyczajały do kukurydzy, choć w innych wodach jest ona przecież ich przysmakiem. Szkoda więc czasu i pieniędzy. Lepiej popytać.

Kiedy już się zdecydujemy, w jakim miejscu  będziemy  nęcić, to pamiętajmy, że nawet najmniejsze stado leszczy liczy kilkadziesiąt sztuk. Pięciolitrowe wiaderko zanęty to dla takiej ilości ryb zajęcie na kilkanaście minut.
Na pierwsze nęcenie, trwające trzy dni,  przeznaczymy po pół takiego wiaderka. Potem,  kiedy stwierdzimy, że leszcze przypływają, będziemy wsypywać całe wiaderko. I nie punktowo. Najlepiej,  jak się zanęta rozłoży na kilku metrach kwadratowych. Kiedy leszcze wyjedzą jej grube składniki, niech jeszcze pobędą w łowisku, by  przeszukać  muł i wyjeść znajdujące się tam jeszcze spożywcze drobiny. W którymś momencie zaczną przy tym trafiać na naszą przynętę.

Leszcze maja swoje smaki. Gdy są nęcone kolankami, chętnie skubną umieszczonego na haczyku robaka. W łowisku, w którym się je przytrzymuje kukurydzą lub łubinem, zasmakuje im   makaron założony na haczyk razem  z białym robakiem. Ta zmienność leszczowych upodobań nieraz wprowadziła w błąd nawet doświadczonych łowców. Jeżeli więc nie biorą, nie wahajmy się zmienić przynęty, bo czasem leszcze zachowują się tak, jakby same nie wiedziały czego chcą.


Metody
Najprzyjemniej łowi się  leszcze na spławikówkę. Przy dobrze ustawionym  gruncie  właściwie wyważony spławik będzie się bajecznie wykładał. Ale jest taka pora roku, kiedy  nad wodą i na wodzie jest mnóstwo ludzi. Z brzegu trudno wtedy  łowić na spławik, bo przepłoszone ryby uciekają tam, gdzie głębiej. Wtedy pozostaje koszyczek i wskaźnik brań w postaci drgającej szczytówki albo ping - ponga. Koszyczek ma tę zaletę, że można nim od razu nęcić, a  pierwszych dziesięć zanęcających  rzutów służy również do tego, żeby wyćwiczyć celne rzuty. Najlepiej obrać sobie na przeciwległym brzegu jakiś charakterystyczny punkt i rzucać w jego kierunku. Żeby za każdym razem zestaw pokonywał tę samą odległość, trzeba po pierwszym rzucie, kiedy żyłka jest jeszcze odwinięta, założyć  na szpulę kołowrotka gumkę recepturkę. W kolejnym rzucie żyłka się dalej nie odwinie. Dobry to sposób i prosty.
Podawana koszyczkiem zanęta powinna być mało zwięzła, w ogóle pozbawiona kleju i spożywczych substancji klejących. Gdy tylko koszyczek upadnie na dno, szarpiemy wędką i cała porcja zanęty musi z niego wypaść. Dlatego nie należy jej mocno ubijać.

Kiedy łowisko jest już w zasadzie zanęcone, dobrze jest włożyć do koszyczka lub sprężyny skórkę chleba z miękiszem. Odrywamy płat skórki z dobrze wypieczonego chleba, wywijamy ją miękiszem do góry i wciskamy w koszyczek. Skórka w koszyczku dobrze się trzyma i doskonale nęci uwalniającymi się do wody drobinami i mocnym zapachem.

Łowienie
Nie zniechęcajmy się, gdy w zanęconym łowisku nic się nie będzie działo. Czekajmy. A czekając pamiętajmy, że leszcze są płochliwe i chimeryczne. Gdy będą brały tylko drobne sztuki, lepiej wyciągnąć wędkę z wody. Opłaci się. Bo w końcu nadejdzie taka godzina, która wynagrodzi nawet bardzo długie czekanie.

WD