CZERWCOWA MUSZKA


Pod koniec wiosny roi się wiele gatunków owadów. Skuteczne są wtedy wszystkie metody muchowe, ale najlepsza jest sucha muszka. Każdy wędkarz ma swoje ulubione czerwcowe muchy, chciałbym jednak opowiedzieć o tych, które o tej porze roku cieszą się szczególnym wzięciem u wędkarzy z południa Polski.

Na przełomie  maja i czerwca roi  się wielka jętka majowa. Niestety  jest jej coraz mniej. Na małych rzekach majówki już się prawie nie widuje,  na dużych pojawia się rzadko, ginie więc również  tradycja łowienia na jej imitacje. Tylko wędkarze znad Sanu zamawiają duże ilości żółto-oliwkowych muszek, bo tam majówki wciąż roją się jak za dawnych lat. Co ciekawe, dziś na Sanie taka muszka jest chyba nawet skuteczniejsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Wtedy ryb było mało, a wielkich jętek roiło się mnóstwo, więc  szanse na dobry połów były umiarkowane. Dziś ryb jest więcej, a  majówek mniej i mało który pstrąg przepuści taki wielki kąsek. Rosną więc szanse na złowienie dużego, wcześniej upatrzonego pstrąga lub lipienia.
Oprócz majówek masowo roją się także  inne duże jętki, zarówno szare, jak i brązowe. Skuteczne są ich imitacje wykonane na haczykach nr 10, a nawet 8. Muchą szczególnie przydatną w czerwcu jest imitacja dużej cytrynowej jętki,  która roi się głównie na pienińskim odcinku Dunajca. Kiedy  wodą spływają pojedyncze owady, na taką przynętę trudno coś złowić. Jednak od czasu do czasu roją się tak licznie, że pstrągi i lipienie zaczynają je zbierać. Wtedy muszkarz, który ma w pudełku imitację tej jętki, może liczyć na komplet pięknych ryb. Często skuteczna jest też mokra wersja tej muchy podana tuż pod powierzchnią wody.
Koniec  wiosny to również czas, kiedy  masowo roją się duże chruściki. Skuteczne są prawie wszystkie odmiany takiej przynęty w wielkościach od nr 8 do 12. Nie wiem, skąd się wzięła teoria, że większy chruścik to przynęta na pstrąga, a mniejszy na lipienia. Mucha powinna być taka, jak spływający   wodą owad. Przeglądając zawartość lipieniowych żołądków można się nieraz zdziwić, jak wielkie owady potrafią się zmieścić w tak małym pyszczku. Duże muchy imitujące chruściki są bardzo widoczne i doskonale pływają, więc do takiej porcji pokarmu lipień i pstrąg potrafią się podnieść nawet z głębokiego dołka.
Chrustami można obławiać nie tylko spokojne płanie, ale i prądy. Kiedy podaję je w poprzek rzeki lub lekko z prądem, to prowadzę je klasycznie,  staram się, żeby spływały bez brużdżenia. Od momentu, kiedy w taki sposób nie mogę już chrusta prowadzić, przytrzymuję go albo wręcz przytapiam i prowadzę  tak jak w metodzie mokrej muchy.
Na imitacje  chruścików najlepiej łowi się   wieczorem, zwłaszcza tuż po zachodzie słońca. Wiele razy łowiłem prawie po ciemku, kiedy już muchy nie widziałem, a zacinałem słysząc plusk biorącej ryby.
Kiedy woda przybiera, na przykład po deszczach, sięgam po streamera. Wtedy  największym wzięciem cieszą się muchy najbardziej uniwersalne. Przede wszystkim ślajzury, które mają grzbiet zrobiony z pasemka skóry pokrytej miękką sierścią w stonowanym kolorze. Muchy te, ponieważ mają spokojną kolorystykę i są dociążone w pobliżu oczka, w wodzie wyglądem i zachowaniem naśladują denne rybki, a więc ślizy, kozy i głowacze. W tym czasie dobre są też czarne i brązowe puchowce imitujące pijawki.

Kontakt w sprawie wykonywania sztucznych much  tel. 605 23 48 40.

Zmętniała woda to doskonała okazja, by  połowić na nimfę. Gdy woda jest  podwyższona, na muchę prowadzącą świetnie się nadaje duża i ciężka imitacja czerwonego robaka, zwana przez górali “glajchą”. Bez względu na czystość wody skuteczne są imitacje dużej larwy chruścika hydropsyche, nimfy z pomarańczową i seledynową główką oraz klasyczne już brązki ze złotą główką.
Łukasz Ostafin,  Myślenice
notował Jarosław Kurek