PŁOCIE Z ŁÓDKI


Podczas wędkowania łódka daje duży komfort. Problemy z jej wożeniem, wodowaniem i przenoszeniem wędkarskich maneli z samochodu bledną, kiedy się dopłynie na łowisko. Wygodnie się siedzi, wszystkie rzeczy - a wędkarze zawsze mają ich sporo - są pod ręką i co najważniejsze, łódkę można tak ustawić, że się jest niemal nad głowami ryb.














Niemal na wszystkich jeziorach łódka jest dla wędkarza nieodzowna. Pomosty są na ogół zajęte, a szerokie pasy trzcin lub rozległe płycizny, sięgające kilkudziesięciu metrów w głąb jeziora, nie pozwalają wędkować z brzegu. Inaczej jest na rzece. Łatwiej się łowi z brzegu, ale są i takie miejsca, do których sięgnąć nie można. Czasami więc łódka się przydaje, głównie spiningistom. Jeżeli siadają na nią spławikowcy, to głównie dla wygody. Zanim się jednak zacznie skutecznie korzystać z łodzi na rzecznym łowisku, trzeba się nauczyć, jak ją kotwiczyć i ustawiać względem prądu wody. A to musi trochę potrwać.
Z łódki, w Odrze koło Wrocławia, łowi pan Gabor Bozser, Węgier. Jego zdaniem nie ma wielkiej różnicy w wędkowaniu z brzegu i z łodzi. Jest co najwyżej taka, że w łódce nie można się posługiwać wędziskiem 10 - metrowym z zestawem skróconym. Nawet bowiem łódź o dużej wyporności jest zbyt chybotliwa. Za to 8 - metrowym batem łowi się komfortowo, także z bardzo delikatnymi zestawami.
Latem p. Gabor kotwiczy łódź w nurcie, wiosną szuka ryb w starorzeczach. Odra ma ich bardzo dużo. Niektóre powstały po wyprostowaniu meandrów, inne to wyrobiska żwiru. Są wśród nich i takie, które mają po kilkadziesiąt hektarów. Ryb w nich dużo, występują wszystkie te gatunki, które się spotyka w głównym nurcie rzeki.
Żeby przywabić ryby, trzeba z łódki wysypać tyle samo zanęty, co podczas łowienia z brzegu. Taki sam jest też jej skład, w każdym razie powinna zawierać tyle samo kleju i glinki. Za to hol ryby z łódki daje wędkarzowi większe szanse. Gdy pan Gabor łowi z brzegu, z przyponami nie schodzi poniżej dwunastki. Łowiąc z łódki zakłada nawet cieńsze od dziesiątki, ma bowiem większe możliwości manewrowania wędziskiem. Duża ryba po zacięciu nie ucieka wzdłuż brzegu, tylko w stronę środka. Wędkarz siedzący w łódce i łowiący w kierunku brzegu ma więc duże możliwości, bo na przykład 8 - metrowy kij to blisko szesnaście metrów kontrolowanego holu.
Wędkowanie z łódki ma jednak pewien mankament, szczególnie wówczas, kiedy ryby są ruchliwe i żadna zanęta nie jest w stanie przytrzymać ich w łowisku. Brzegiem można przejść poniżej nęconego miejsca i próbować łowić ryby w smudze. W łódce można tylko zmienić wędkę, np. bat na odległościówkę, ale wtedy połów jest mniej precyzyjny. Gdy się łowi płotki, ma to duże znaczenie.
Wspólnie z p. Gaborem komentujemy zwyczaje płoci. Małe dają się łatwo łowić. Zapewne dlatego, że w ławicy jest ich dużo i działa wśród nich mechanizm pokarmowej konkurencji. Z dużymi jest o wiele gorzej. Najpewniej łowi się je wiosną. Latem gdzieś znikają, jakby ich w ogóle nie było. Tylko czasami uda się złowić najwyżej kilka sztuk. Zapewne dlatego, że mają dużo naturalnego pokarmu, któremu żadne zanęty i przynęty nie dorównują.
Płocie wyróżniają się pewną cechą, która sprawia, że dla wędkarzy są bardzo atrakcyjne.. Żeby nie wiadomo jak dobrą zanętę położyć na dnie, to płocie, nie wiadomo z jakiego powodu, przenoszą się do innej warstwy wody. Nawet wówczas, kiedy się ich do tego nie prowokuje, sypiąc białe robaki lub podając zanętę w postaci papki, która smuży już od powierzchni. Każda przerwa w braniu płoci zmusza wędkarza do zmiany gruntu. Nawet w łowisku, które ma półtora metra. Trzeba więc mieć skupioną uwagę, żeby natychmiast zareagować. Płocie są też bardzo chimeryczne. Czasami usiłujemy ustalić głębokość, na jakiej żerują, a tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. Na przykład o skład przynęty. Brały na białego podpartego czerwona pinką, a za chwilę nie chcą tego nawet skubnąć. Za to łapczywie atakują dwa białe barwione na żółto.
Gorzej, kiedy nagle odpływają z łowiska. Czasem robią to natychmiast, innym razem powoli. Gdy więc brania zanikają, należy łowić w pobliżu tego miejsca, w którym dotychczas trzymaliśmy zestaw. Na ogół płocie idą pod prąd. Jeżeli spływają, to najpierw w stronę brzegu. Wtedy wędkarzowi nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po odległościówkę. I właśnie w takich okolicznościach nasza rozmowa zeszła na spławiki.
Na rynku pojawił się nowy spławik rodem z Węgier, sygnowany przez francuską firmę Sensas. Tutaj wypada przypomnieć, że listek Gutkiewicza również produkuje firma Sensas pod własnym znakiem towarowym i własną nazwą. Węgierski spławik zachował nazwę Cralusso. Cral to skrót od nazwiska jego twórcy, a usso znaczy po węgiersku spławik. Narodził się w tym kraju nieprzypadkowo. Węgrzy od kilku lat stanowią światową czołówkę spławikowców. Są producentami świetnych zanęt i wędkarskiego oprzyrządowania. Niedawno pisaliśmy o spławiku, który przypomina polski listek, ale lepiej się trzyma w wodzie, bo jego powierzchnia jest tak wymodelowana, żeby w szybkim prądzie spławik nie drgał i nie przenosił tych drgań na resztę zestawu.
Teraz mamy spławik Cralusso. Z początku będzie z nim kłopot, bo po prostu trzeba się go nauczyć. W budowie korpusu wykorzystano zasadę samolotowego skrzydła. Ważne jest więc odpowiednie mocowanie żyłki na antenkach, żeby nośność korpusu. została właściwie wykorzystana. Z pozoru ustawianie i wyważanie spławika jest kłopotliwe i żmudne, ale gdy się to rozgryzie, wszystko staje się proste. Przed każdym wrzuceniem zanęty trzeba jednak kilka razy przepuścić spławik przez łowisko, żeby na antenkach we właściwych miejscach ustawić silikonowe tulejki trzymające żyłkę.
Spławik można stosować na zawodach, bo dobrze sygnalizuje brania. Trzeba go tylko wyważyć taką ilością ołowiu, by zrównoważyć jego wyporność. W swobodnym wędkowaniu ujawnia się jeszcze jedna dobra cecha tego spławika. Można zestaw mocno przeciążyć, a mimo to nie stracić doskonałej sygnalizacji brań.
Cralusso pozwala się rozebrać na części. Dzięki temu odwracając korpus, można go potem złożyć stosownie do tego, czy nurt płynie z lewej, czy z prawej strony. Właściwości skrzydła, w które Cralusso jest wyposażony, wskazują, że powinien to być niemal idealny spławik do odległościówki lub bolonki. W rzeczywistości on się nie za bardzo do tych metod nadaje. Wprawdzie podczas lotu nie plącze żyłki, ale wykonując nieprzewidywalne ewolucje, bardzo wyraźnie ogranicza zasięg rzutu. Jest za to doskonały do zestawu skróconego.
Cralusso jest drogi. Kosztuje 40 zł.