WYMIAR ROZSĄDKU


Warunki środowiskowe wywierają bardzo silny wpływ na to, jak szybko ryby rosną i jakie osiągają rozmiary. Dostatek pokarmu, miejsc dogodnych do odbycia tarła i kryjówek chroniących przed drapieżnikami – od tych  czynników zależy, ile ryb zamieszkuje dany akwen i jakie szanse ma wędkarz na złowienie okazu dającego mu satysfakcję.














Większość gatunków ryb odznacza się dużą plastycznością środowiskową. Dzięki temu są w stanie przetrwać i tworzyć stabilne, często nawet liczne populacje w warunkach nie całkiem korzystnych. Dla przykładu: niedostatek pokarmu powoduje, że ryby rosną wolniej. Z pewnością nie cieszy to użytkowników wody, ale rybom jest to raczej obojętne. Najważniejsze, żeby przetrwał  gatunek.
W trudnych warunkach środowiskowych ryby szybciej osiągają dojrzałość płciową. To sprawia, że do rozrodu przystępują osobniki znacznie mniejsze niż zwykle. W mniejszej rybie mieści się oczywiście mniej ikry, co oznacza mniej potomstwa, a w przyszłości mniej konkurentów do ubogiego stołu. Samice pstrągów potokowych żyjących w najmniejszych, wysokogórskich potokach, przystępują do tarła mając 12 cm. Samce są jeszcze mniejsze (8 cm). Miniaturowe ikrzyce często składają zaledwie kilkanaście ziaren ikry, podczas gdy płodność pstrągów żyjących w większych rzekach jest sto razy większa!
Konkurencja o pokarm to jeden z najważniejszych czynników wpływających na wzrost i rozmiary ryb. W skrajnych warunkach prowadzi ona do tego, że ryby  karłowacieją. Dzieje się tak bardzo często w akwenach, w których nie prowadzi się racjonalnej gospodarki. Sztandarowym tego przykładem są skarłowaciałe leszcze lub hordy małych okoni okupujące źle eksploatowane zbiorniki zaporowe.
Rozmaite są metody powstrzymywania niekorzystnych procesów zachodzących w łowiskach. M.in. służy temu wprowadzanie wymiarów ochronnych dla poszczególnych gatunków. Ryb, które tego wymiaru nie osiągnęły (są krótsze), odławiać nie wolno. Dzięki temu stwarza się rybie możliwość odbycia w życiu przynajmniej jednego tarła. Powinno to zagwarantować przetrwanie gatunku, a nawet wzrost jego liczebności. Druga metoda ochrony to limity ilościowe.  Określają one, ile ryb danego gatunku można zabrać z łowiska.
Wydawać by się mogło, że konsekwentne stosowanie obu tych ograniczeń zapewni rybom ochronę, a wędkarzom satysfakcję. Często jednak, z dość prostego powodu, przynosi to skutki dokładnie odwrotne. Ryby tego samego gatunku, żyjące w rozmaitych akwenach, przystępują do tarła mając  różny wiek i różną wielkość. Ustalanie dla nich jednolitego wymiaru ochronnego nie ma zatem większego sensu. Ryby żyjące w sprzyjających warunkach rosną szybko i często przekraczają wymiar ochronny jeszcze zanim osiągną dojrzałość płciową. Skutek jest taki, że wędkarze, łowiąc zgodnie z prawem ryby wymiarowe, ale niedojrzałe, unicestwiają wiele potencjalnych tarlaków. Jest pewne, że w takim akwenie liczebność tego gatunku gwałtownie spadnie. Mamy tu też do czynienia z dodatkową szkodą. Ambicja każe wędkarzom łowić przede wszystkim te ryby, które rosną najszybciej.  Mogłyby one przekazać tę cenną cechę swojemu potomstwu, ale nie zdążą, bo urosły zbyt wcześnie i zostały wyłowione.
Tam, gdzie ryby danego gatunku rosną znacznie wolniej  -  zwłaszcza w łowiskach, w których zaczęły dominować osobniki skarłowaciałe - wymiar ochronny ustalony ogólnie jest z reguły za duży. Powoduje to, że małe, szybko dojrzewające okazy przystępują do tarła nim jeszcze ten wymiar osiągną. Często zresztą nie są w stanie w ogóle go dożyć. W rezultacie  łowisko ulega jeszcze większej degradacji, a limit ilościowy dodatkowo ten proces potęguje. Małych, skarłowaciałych ryb jest bowiem coraz więcej, a łowić ich nie wolno, bo nie mają wymiaru.
Jak każde narzędzie, wymiar ochronny powinien być stosowany rozsądnie. Należało by go ustalać   indywidualnie jeżeli nie dla wszystkich łowisk, to przynajmniej dla tych najważniejszych i najbardziej przez wędkarzy eksploatowanych. W pierwszej kolejności powinno to dotyczyć akwenów, w których łowi się dużo ryb. Istnieje bowiem spore niebezpieczeństwo, że obowiązujące tam wymiary ochronne są zbyt niskie i powodują wyławianie ryb najcenniejszych, szybko rosnących. Często podniesienie wymiaru o 2-3 cm może zdecydowanie zwiększyć szanse ryb na odbycie choćby jednego tarła w życiu.
Co najmniej równie ważne jest ustalenie prawidłowych wymiarów ochronnych i limitów połowu w łowiskach, w  których zaczęły dominować ryby skarłowaciałe. Te ograniczenia powinny zostać ustalone na takim poziomie, żeby zmniejszyło się   zagęszczenie ryb, bo to ono jest przyczyną nadmiernej konkurencji o pokarm i spowolnienia wzrostu. Bez tego nie da się zmienić niekorzystnej struktury wieku i wielkości ryb.
 Najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej w  większości przypadków,  byłoby wprowadzenie tzw. widełkowych wymiarów ochronnych. Określałyby one dolną i górną granicę długości ryb, które można by złowić i zabrać. Dzięki temu wędkarze musieliby łowić takie ryby, których jest najwięcej,  a niekiedy nawet zbyt dużo. Jednocześnie ryby największe i najszybciej rosnące, będące najcenniejszymi tarlakami, mogłyby w ciągu swego życia odbyć tarło wiele razy. Wędkarzom udawałoby się częściej łowić okazałe sztuki, bo po zmierzeniu, zważeniu i sfotografowaniu wracałyby one do wody.
Żeby w jakimś akwenie ustalać prawidłowe wymiary ochronne i ilościowe limity połowu, trzeba najpierw poznać gatunkowy składu jego ichtiofauny, określić liczebność ryb, tempo ich wzrostu i strukturę wiekową. Trzeba też skutecznie kontrolować, czy użytkownik wody realizuje swoje zobowiązania. Obecnie trudno wiarygodnie stwierdzić, jak  wykonuje on zawarte w operatach zalecenia dotyczące np. zarybień, zarówno co do ilości, jak i gatunków.
Aby wyniki tych badań odpowiadały prawdzie – a tylko wtedy zalecenia ochronne okażą się skuteczne - powinny się nimi zajmować instytucje naukowe, najlepiej uniwersyteckie, nie powiązane z użytkownikami wód i skupione na ochronie przyrody. Wiele takich informacji mogłyby dostarczyć prace magisterskie.
Na razie bez odpowiedzi pozostaje pytanie,  jak skłonić właściciela lub użytkownika wody do sfinansowania takich badań. Jest natomiast pewne, że bez stałej i rzetelnej obserwacji ichtiofauny (monitoringu) trudno myśleć o łowiskach pełnych ryb, które będą cieszyć nie tylko wędkarzy, ale i tych, co z obsługi wędkarzy żyją.