WIŚLANE WYŻÓWKI



Wisła wzbudza powszechne zainteresowanie, gdy osiąga stany ekstremalne. W 2001 roku mieliśmy najlepszy tego przykład. Wielki czerwcowy przybór przyciągnął nad rzekę tłumy gapiów. Mimo zakazów i apeli straży pożarnej i policji, na nadwiślańskich wałach było mnóstwo niefrasobliwych spacerowiczów. Chęć zobaczenia “wielkiej wody” brała górę nad instynktem samozachowawczym. Widać,że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jakim żywiołem jest wielka rzeka. Gdy w dodatku jest wezbrana, to  dosłownie w ciągu paru sekund potrafi rozerwać umocnienia i ponieść ze swym nurtem setki ton ziemi.





Duży przybór wody w Wiśle pojawia się wraz ze schyłkiem zimy. Dokładny termin zależy od tego, kiedy zaczną się roztopy, ale wczesnowiosenne przybory są pewne jak amen w pacierzu. Różne są tylko ich rozmiary. O tym z kolei decyduje grubość pokrywy śnieżnej. Wiosenne przybory nie zawsze są groźne. Gdy śnieg topnieje powoli, to Wisła leniwie rozlewa się po łąkach i łęgach, a ziemia wchłania wodę jak gąbka. Wysoki stan rzeki utrzymuje się jednak długo, nawet przez kilka tygodni. Bardzo groźne są natomiast zatory lodowe oraz szybko topniejący śnieg, bo zmarznięta jeszcze ziemia nie jest w stanie wchłonąć tyle wody.
 Prawdziwie wielka woda potrafi też przyjść z końcem czerwca. Przybór ten nosi nazwę “janówki” lub “świętojanki”. Odpowiedzialne za niego są obfite deszcze. Podobną przyczynę może mieć lipcowe wezbranie następujące około dnia św. Jakuba i nazywane “jakubówką”. Deszczowe przybory są raptowne i mogą stać się przyczyną klęsk i tragedii. Regułą było, że wielka woda przychodziła co trzy lata. Przyjście przyboru łatwo przewidzieć, bo nurtem Wisły zaczynają płynąć płaty brudnokremowej piany. Bierze się to stąd, że wzbierająca woda niesie ze sobą drobiny piasku, ziemi i pyłu. Starzy wiślacy potrafili dokładnie określić, skąd przyszedł przybór. Oceniali to po kolorze i smaku wody. Gdy na przykład woda w Wiśle robiła się rdzawa, to oznaczało, że wezbrał Wieprz płynący przez lessowe ziemie Lubelszczyzny. Przybór wody klarownej o gorzkawym posmaku dowodził, że w górę poszedł San.
  Przejście wielkiego przyboru zmienia rzekę nie do poznania. Widoczne dotąd skupiska kamieni zostają nakryte tonami piachu. W miejscu płycizn powstają kilkumetrowe głębie z wirami. Odkrywają się nowe kamienne rafy, na których leżą pnie wielkich topoli lub dębów. Usypane zostają nowe przykosy, stare zaś potrafią się przenieść z biegiem rzeki nawet o kilkaset metrów. Główny nurt zmienia swoje koryto, w nowych miejscach obrywa brzegi. Tworzą się nowe cofki, czyli przybrzeżne wsteczne prądy.
 Nie ma co się dziwić, że następują aż tak duże zmiany. Przepływ wody w środkowym biegu wezbranej Wisły potrafi przekroczyć 3000 metrów sześciennych na sekundę. Rekordowy przepływ zanotowano w Warszawie podczas katastrofalnej powodzi w marcu 1921 roku, wyniósł on 5860 m sześciennych na sekundę. Podczas “jakubówki” w roku 1960 Wisłą przepływało każdej sekundy 5650 m sześciennych wody. W stanach niżowych przepływ wody wynosi tylko 100 metrów sześciennych.
Okres wiślanych niżówek rozpoczyna się w sierpniu i trwa do października lub listopada. Wtedy jesienne deszcze nieco podnoszą poziom wody. Z wyjątkowo niskim stanem wody w Wiśle mieliśmy do czynienia w ubiegłym sezonie.
O niżu mówimy, gdy poziom wody nie przekracza dwóch metrów. W czasie dużych wezbrań poziom rzeki osiąga siedem metrów, a w dołach wyrwanych przez wiry może być nawet 15 metrów głębokości.
Krzysztof Szymański