ŚLADAMI BELON


Wiele lat minęło od pierwszych naszych publikacji, w których podjęliśmy się popularyzacji wędkarstwa morskiego. Zaczęliśmy od belon, potem przyszła kolej na inne ryby, przede wszystkim dorsze.
Po tych artykułach i reportażach spora gromadka wędkarzy wypłynęła na wody Zatoki Puckiej.


Dzisiaj odbywają się nawet  na Zatoce Puckiej zawody w wędkarstwie morskim. Kilku miejscowych rybaków wyspecjalizowało się w obsłudze morskiej turystyki wędkarskiej. Coraz więcej wędkarzy przyjeżdża nad Zatokę z własnymi łódkami. W sezonie polują na łososie, ale większość nastawia się na dorsze. Sprzyjają temu warunki. Przy Półwyspie Helskim są głębie sięgające nawet pięćdziesięciu metrów, w których dorsze można łowić przez cały rok.

Ale nie tylko Zatoka Pucka wędkarstwem morskim stoi....

Z wyborem łowiska w rejonie Darłowa nie mieliśmy kłopotu. Byliśmy pewni, że pierwsze zawody łowienia ryb z małych łódek wypadną dobrze. Od darłowskiego armatora Wiesława Szklanego uzyskaliśmy dokładne informacje. Wiesław jest rybakiem, ale również doskonałym wędkarzem. Od niego dowiedzieliśmy się o kamiennym dnie i o tym, w jakiej porze roku można się spodziewać poszczególnych gatunków ryb.

Inaczej było w Zatoce Puckiej. Dzisiaj wspominamy to z uśmiechem, ale wtedy - a od tamtego czasu minęło już siedem lat - targała nami ogromna niepewność. Nie wiedzieliśmy bowiem, czy wędkarze, zachęceni przez nas do przyjazdu, nie trafią w pustkę. Wszyscy pytani przez nas helscy rybacy mówili, że belony są w Zatoce tylko do początku czerwca. I może byśmy przyjęli to pokornie do wiadomości, gdybym z głupia frant nie zapytał, skąd to wiedzą. Jednogłośnie odpowiadali, że to wiadomość pewna, bo pod koniec maja punkty skupu już od nich belon nie przyjmują (!).

Poszukując na bałtyckim wybrzeżu innych łowisk, nie tylko belonowych, trafiliśmy do Rewala do pana Jasickiego, rybaka od wielu lat zaprzyjaźnionego z naszą redakcją. P. Jasicki łowi razem z synem. Ma nowoczesny kuter, którym obławia przybrzeżne wody do sześciu mil (Rewal nie ma portu i łodzie rybackie wciągane są na plażę). Jest to więc pas wody, który wędkarzy łowiących z małych łódek bardzo interesuje (możemy wypływać do dwóch mil). Oto co nam p. Jasicki powiedział o przybrzeżnych łowiskach, rybach i ich zwyczajach.

Dla morskich ryb pas przybrzeżny jest najlepszym żerowiskiem. Najpierw wiele z nich ściąga w te rejony na tarło. Później przypływają inne ryby, które pożerają cudzy narybek, a przy okazji składają własna ikrę. Jako pierwsze, bo już w marcu, przy brzegu pojawiają się śledzie. Belona, która zjada śledzie i ich wylęg, przypływa niemal równocześnie, ale początkowo niewiele jej widać. Rybacy mówią: “Są już belony, to niedługo śledź się skończy”. Masowo belony pojawiają się dopiero w połowie maja, kiedy po śledziach do tarła przystępują szproty. Belona do budowy swoich gonad (gruczoły rozrodcze – jajniki i jądra) potrzebuje dużo pokarmu i teraz ma go pod dostatkiem, bo może zjadać wylęg śledzia i ikrę szprotów. Wiosną w strefie przybrzeżnej trą się również flądry, a w czerwcu swoje gody rozpoczyna turbot. Jedzenia dla drapieżników jest zatem w bród.

- Dla mnie sezon na belony trwa do końca października – p. Jasicki pokpiwa sobie z naszych informatorów z Zatoki Puckiej – bo na ogół wtedy zaczynam łowić sieciami, a belony w nie nie wpadają.

Bogata wiedza p. Jasickiego o rybach strefy przybrzeżnej bierze się z tego, że on je łowi na sznury. Niewielu rybaków to robi. Powód prosty: to jest bardzo pracochłonne. Sznur ma półtora kilometra długości. Co 2,5 metra jest na nim uwiązany trok z haczykiem. Na każdy haczyk trzeba jako przynętę nabić tobiasza (całego lub filet). Ale żeby to zrobić, rybak musi najpierw zarzucić siatkę i ich nałowić. A potrzeba tego sporo, bo do wody idą cztery sznury. Zarzuca się je późnym popołudniem, a już o drugiej w nocy wypływa po połów. Zbieranie sznurów i sortowanie złowionych ryb trwa do godziny dziesiątej. Potem trzeba łódź wyciągnąć na plażę, znaleźć kupca na ryby i zanieść sznury do rozplątania. Wprawdzie podczas wybierania sznura układa się go warstwa na warstwie, ale to jest półtora kilometra, a do tego haczyki. Jeden sznur klaruje rodzina, trzy idą do ludzi. Za każdy wyklarowany sznur trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych. Słony jest chleb rybaka.

Dlaczego zainteresowałem się właśnie owymi połowami na sznury? Otóż układa się je jakieś pięćset metrów od brzegu w głąb morza. Na początku sznura głębokość wody wynosi około czterech metrów, na końcu piętnaście. W przyszłości będzie to nasze łowisko. Interesują nas więc ryby, jakie tam możemy spotkać, i charakter dna. Otóż dno jest tutaj twarde, leżą na nim duże głazy i liczne kamienie obrośnięte glonami i skorupiakami. Są doskonałym schronieniem dla ryb.

P. Jasiński wystawia sznury bodaj jako jedyny rybak w Rewalu.. Głównym celem połowu są węgorze, ale łowią się na nie również inne ryby. Dzisiaj było bardzo dużo dorszy. Połów nie był zbyt szczęśliwy, ale tego można się było spodziewać. Przy plażach Rewala temperatura wody wynosiła 13 st. C. W tym samym czasie w Międzyzdrojach wczasowicze na dobre zażywali kąpieli. Tam woda miała 24 stopnie. Kiedy woda jest ciepła, lepiej biorą węgorze. Gdy brzeg obmywają zimne prądy, niemal pod same plaże podpływają belony i dorsze.

Ilość belon na przybrzeżnych łowiskach jest każdego roku inna, ale nigdy nie było tak, żeby ich w ogóle nie było. Na sznurach też są zawsze. Spadła za to liczba okoni. Kiedyś były ich mnóstwo, ale nadmierne, niekontrolowane odłowy sieciowe znacznie przetrzebiły ich stado. Płocie są nadal i jest ich sporo. Duże są również ławice leszczy. - Parę lat temu było w morzu, tutaj w Rewalu, także dużo karpi – wspomina p. Jasiński. - Ale to był wyjątkowy czas, rok po wielkiej powodzi, kiedy razem z wodami Odry wpłynęło do morza wiele rozmaitych gatunków ryb.

Dla nas wędkarzy, plażowych i tych, którzy chcą łowić z małych łódek, rewalskie łowiska są dobre. Musi to być jednak taka łódka, którą z przyczepy da się do wody przenieść. Wprawdzie w Śliwinie Bałtyckim (obecnie wschodnia część Rewala) jest betonowy zjazd na plażę, ale nie można z niego korzystać, bo obowiązuje... zakaz wjazdu! Patrząc na ten znak drogowy trudno zrozumieć, dla kogo jest nasz kraj. Bo chyba nie tylko dla tych, którzy takie znaki ustawiają.


Muzeum w Niechorzu

Stowarzyszenie Miłośników Tradycji Rybołówstwa  Bałtyckiego działa już od jedenastu lat. Jego członkowie włożyli sporo społecznej pracy między innymi w powstanie muzeum  znajdującego się w Rewalu przy ulicy Bursztynowej. Zgromadzili tutaj wiele materialnych pamiątek, a dbałość o nie sprawiła, że dyrekcja Muzeum Narodowego w Szczecinie wzbogaca ich zbiory o własne eksponaty z działu gospodarki morskiej. Członkowie Towarzystwa, pochodzący z Rewala i z Niechorza, z  wielkim pietyzmem dbają o posiadane dobra materialnej kultury rybackiej i z zapałem gromadzą nowe. Pochodzą one z darów tutejszych rybackich rodzin oraz z zakupów dokonywanych za  składkowe pieniądze członków Towarzystwa.

Budynek  muzeum i środki na jego remont Towarzystwo otrzymało od gminy. Gmina utrzymuje również w muzeum dwa etaty.

Muzeum jest chętnie odwiedzane przez turystów. W  deszczowe dni tworzy się spora kolejka po bilety. Duże powodzenie ma stała wystawa poświęcona rybactwu oraz kilka wystaw okolicznościowych. W tym sezonie zwiedzający mogli zobaczyć piaski z różnych plaż świata oraz, w bardzo dużych akwariach, ryby z tropików.