KARPIE I AMURY Z ZALEWU SULEJOWSKIEGO

Wędkuję głównie w Zalewie Sulejowskim. Stosuję różne metody, ale przeważnie łowię z łódki na grunt, bo wtedy mam najlepsze wyniki. Od 17 lat łowię okazowe karpie i amury. W dobrych latach miewam na koncie po kilkadziesiąt sztuk o wadze od 10 do 14 kg. Ten rok nie był najlepszy.

Nęcę pszenicą, fasolą oraz kukurydzą gotowaną i surową, łowię przeważnie na fasolę i gotowaną kukurydzę. 1 - 2 kg kukurydzy najpierw przez 10 godzin moczę, potem przez godzinę gotuję i gorący garnek wstawiam do misy wyłożonej styropianem (trzyma ciepło jak termos). Po 5 - 6 godzinach sprawdzam, czy kukurydza jest już miękka. Jeżeli nie, zagotowuję ją jeszcze raz i ponownie wstawiam do misy. Gdy rano jadę na ryby, jest już na pewno miękka. Wtedy dosypuję do niej sproszkowany zapach truskawki lub wanilii (3 łyżki na 4 - 5 kg kukurydzy) i dokładnie mieszam. Gdy przypływam na łowisko, kilogram gotowanej kukurydzy rozsypuję, resztę przeznaczam na donęcanie. Surową kukurydzę wsypuję, gdy już się zbieram do domu.

Tak przygotowana kukurydza służy mi również za przynętę. 6 - 7 ziaren zakładam na włos i dowiązuję go do haczyka nr 01 lub 1. Taka ilość kukurydzy zniechęca leszcze i małe karpie. Łowię zawsze rano, od godz. 5 do 11. Kiedyś, w innym miejscu, wędkowałem tylko po południu, od godz. 16 do 20. Karpie jakby na mnie czekały. Łowiłem kilka, jednego brałem do domu, resztę wypuszczałem. Z tamtego łowiska musiałem jednak zrezygnować, bo gdy inni wędkarze zobaczyli, że wyciągam duże sztuki, to zaczęło się oblężenie. Nawet ze Śląska przyjeżdżali, żeby mnie podpatrywać.

Moje łowisko to rynna o głębokości 4,5 m, która ciągnie się od środka zalewu i kończy 100 m od brzegu. Łowię z łódki w dwóch miejscach: 100 i 200 m od brzegu. Oba są na łagodnym spadzie schodzącym od dwóch metrów głębokości. Dno jest piaszczysto-muliste, bez zaczepów i roślinności.

Jednego dnia biorą albo karpie, albo amury. Dla przykładu: kiedyś w maju 2001 r. złowiłem 13 karpi o wadze od 3,6 do 20,20 kg i ani jednego amura. Innym razem wyjąłem karpia o wadze 14 kg, a potem same amury - 11 sztuk od 8 do 19,5 kg. Najlepsze brania są wtedy, gdy woda ma ponad 13 st. C, świeci słońce i wieje dość silny wiatr. Łowiłem ryby przy rozmaitych kierunkach wiatru, ale najwięcej, gdy wiało z zachodu i południowego zachodu.

Łódkę zakotwiczam z przodu i z tyłu ciężarkami o wadze 10 - 15 kg, 30 - 40 m od miejsca, w którym chcę łowić, dziobem pod wiatr, żeby fale nie ściągały jej na łowisko. Sprzęt mam przeciętny. Stosuję żyłki o średnicy 0,35 mm i przypony z plecionki o wytrzymałości około 15 kg.

Po zacięciu dużej ryby daję jej luz, żeby odeszła jak najdalej, i wyciągam tylny ciężarek. Gdy nie mogę jej przyciągnąć, wyciągam także przednią kotwicę i dryfując z rybą staram się ją doprowadzić do podbieraka. Jeżeli i to nie pomaga, wtedy uruchamiam silnik i holuję zdobycz ku brzegowi, ale tylko wtedy, gdy nie ma tam wędkarzy.

Kiedy biorą ryby okazowe, zabieram ze sobą któregoś z kolegów, żeby i on przeżył wędkarską przygodę. Niektórzy stają się wtedy bardzo nerwowi. Jeden z nich przy holu tak się rozgorączkował, że o mało nogami nie podziurawił mi łódki. Kiedyś, łowiąc przy restauracji Omega, zaciąłem amura o wadze 19 kg, z którym w żaden sposób nie mogłem sobie poradzić. Miał jakiś nietypowy łeb, niczym buldog. Mocowałem się z nim przez godzinę. Na to wszystko przyjechały dwa autokary wycieczkowiczów, którzy zauważyli, jak siłuję się z rybą. Zamiast iść i podziwiać widok z tamy, wszyscy kibicowali mi aż do szczęśliwego końca. Wtedy otrzymałem burzę oklasków.

Ten rok jak dotąd jest dla mnie fatalny. Przez trzy miesiące, choć nad wodą bywałem często, złowiłem tylko trzy amury (widać je na zdjęciach): 17 kg, 106 cm (15.06); 15,30 kg, 101 cm (17.06) i 21 kg, 105 cm (14.06). Przyczyną mogły być opryski pobliskich lasów, zaatakowanych przez ogromne ilości chrabąszczy. Dla wędkarzy skutek był taki, że karpie i amury żerowały bardzo słabo. Nawet leszcze nie chciały brać. Z tego powodu zacząłem spiningować, bo już mi nie starczyło cierpliwości, żeby siedzieć na łódce przez 6 - 7 godzin bez żadnego brania. Teraz łowię okonie, bolenie i szczupaki. Niewielkie są to ilości, ale i to daje mi zadowolenie.


Roman Rumiński
Tomaszów Mazowiecki