Zdjęcie znad wody

NIE TYLKO Z DNA


Leszcze żerują też wysoko nad dnem. Spotkałem się z tym pierwszy raz podczas mistrzostw Polski rozgrywanych na Zalewie Rosnowskim.




Na treningach wylosowałem dobre stanowisko, położyłem dobrą zanętą, złowiłem parę ryb i... brania się urwały. W łowisku były leszcze, a mimo to nie mogłem doczekać się brania. Zacząłem eksperymentować z obciążeniem.  Zmieniałem na różne sposoby położenie śrucin i nagle znowu zacząłem łowić leszcze. Brały od jednego do półtora metra nad dnem na wolno opadającą przynętę.  

Takie zachowanie leszczy można wytłumaczyć tym, że pożerają one  rojące się poczwarki ochotki. Potwierdza to obserwacja. Ze zjawiskiem tym  spotykam się bowiem zawsze tam, gdzie dno pokrywa gruba warstwa rzadkiego mułu. Są to łowiska dość płytkie, do trzech metrów, a w mule jest bardzo dużo ochotki. Zauważyłem też, że leszczy nie przyciąga do góry zanęta, choćby najlepsza. Podnoszą się wyłącznie do robaków. Więc kiedy łowienie utrudnia mi  rzadki muł, kobierzec podwodnej roślinności albo liczne zaczepy, wywabiam leszcze nad dno.

W takich miejscach kładę zanętę z większą niż zwykle ilością składników oleistych. Przeważnie są to prażone i  później mielone nasiona dyni albo słonecznika. Do zanęty dodaję tylko niewielką ilość robaków lub nie daję ich wcale. Za to bardzo często donęcam używając kubeczka zanętowego. Podaję nim duże ilości pinki, casterów, posiekanych gnojaków i dżokerów zmieszanych z gliną lub czystą zanętą. Pełny kubeczek wsypuję do wody co najmniej raz na dziesięć minut, a przy dobrych braniach nawet po  każdej  drugiej lub trzeciej złowionej rybie. Zanętę i glinę z robakami nabieram do kubeczka luzem, bez ugniatania. Dzięki temu w wodzie tworzy się słup zanętowy, w którym leszcze wyłapują opadające robaki i larwy ochotki. Podczas łowienia w kanałach, a także w jeziorach, gdy  pod wpływem wiatru woda w nich płynie, luźna zanęta czasem wyprowadzi ryby poza zasięg wędki. Wtedy zanętę i glinę wymieszaną z robakami delikatnie ugniatam, żeby rozpadła się mniej więcej w połowie wody.
Szykując się do łowienia leszczy nad dnem mieszam zanętę, glinę, pinkę, castery i siekane gnojaki. Ochotkę zanętową dokładam później, sporządzając porcje wystarczające mniej więcej na godzinę nęcenia. Larw nie należy dodawać wcześniej, bo wtedy wysychają i zamiast tonąć, pływają na powierzchni wody.
W łowiskach, gdzie jest dużo uklei, mogą one wyłapywać  przynętę zanim zdążą się do niej dobrać leszcze. Wtedy nie dodaję zanęty spożywczej, lecz wrzucam dżokery i robaki zmieszane tylko z gliną. Jeżeli mimo to ukleje dalej biorą, to trzeba sobie skalkulować, co się  bardziej opłaca: łowić ciężkim zestawem z dna czy też nadal łowiąc z opadu zacinać jednego leszcza mając przedtem kilkanaście mylących brań uklei.
Celowe wywabianie leszczy nad dno nie zawsze się to udaje, za to zdarza się, że podnosimy je zupełnie niechcący. Często po donęceniu  robakami brania ustają, zamiast się wzmagać. Dzieje się tak dlatego, że z jakichś względów leszcze wolą żerować nad dnem. Wtedy wystarczy przejść na łowienie z opadu, żeby się przekonać, że leszcze nie przestały żerować, tylko  zmieniły miejsce.

 
Mój zestaw do łowienia leszczy z opadu jest delikatniejszy niż zwykle. Choć czasem biorą sztuki nawet bardzo duże, stosuję przypon o grubości 0,08 mm. Spławik ma wyporność od 0,4 do 1,5 g i metalowy kil, żeby jak najszybciej przyjmował pozycję pionową. Zestaw gruntuję “na styk”, to znaczy haczyk dotyka dna.
Zarzucam wachlarzowo w przód lub w bok. Wtedy główne obciążenie zestawu prostuje spławik, a dolna jego część z przyponem i haczykiem opada łagodnym łukiem. Takiego zestawu nie można pionowo wkładać do wody, bo ciężarki opadałyby przed przynętą i wszystko by się poplątało. Wolnemu opadaniu przynęty sprzyjają również larwy ochotki na haczyku, które toną wolniej od białych robaków.
Podczas łowienia takimi zestawami brania trudno jest zauważyć. Leszcz może przepłynąć z przynętą nawet metr, zanim pokaże to spławik. Zacinam więc, gdy  zauważę jakikolwiek nienaturalny ruchu spławika. Czasem zacinam też w ciemno, kiedy mi się wydaje, że przynęta powinna już dotykać dna.
Leszcze żerujące przy dnie niemal stoją w miejscu. Natomiast reagują bardzo gwałtownie, kiedy przynęta jest w locie. Wtedy nie należy zacinać zbyt mocno, bo można zerwać przypon albo  złamać haczyk. Ale jest na to sposób. Gumowy amortyzator  musi być o numer cieńszy niż zazwyczaj i należy go  przeprowadzić przez trzy elementy topu. Gdy  rozpęd leszcza zostanie wyhamowany, dalsza walka z nim przebiega już normalnie.
  Arkadiusz Pawlak
Częstochowa
notował Jarosław Kurek